#JND

Siedze z dwoma kumplami na piaskownicy kolo bloku jednego z nich, spalamy rurke po czym delektujemy sie osiedlowa ciszą..
Pare godzin wczesniej szly 2 szoty konkreta i nie spodziewalem sie duzo po tej lufie na 3, jednak bylem w bledzie - widac ze typowa indica x) i siedzimy tak upierdoleni a tu nagle widze kątem oka jak bokiem nas Policjant zachodzi, z drugiej strony rowniez..

-Co panowie tu robia? (kumpel wycisza tel bo lecialo mu jakies rege)
-relaksujemy sie
-a w jaki sposób?
-Naturą..
-moge wiedziec jaka naturą? (po oczach juz dawno przyczaili jak skuci siedzimy)
-noo te drzewka co tu rosna na podworku, i ta zielona trawka, przesympatycznie nie?
-dobrze panowie to siedzcie sobie dalej..
i poszli

43

#mYA

Mój drugi trip na dexie. Akcja działa się jakieś 3 lata temu w Poznaniu. Po zaaplikowaniu 900 mg(pierwsza taka dawka), zanim na dobre się rozkręciło, postanowiłem się wybrać w miasto ze słuchawkami na uszach oczywiście. Wbiłem sobie, że idę do McDonaldsa. Nie wiem jak tam doszedłem, prowadził mnie jakiś wewnętrzny kompas. Wchodzę do środka, za ladą jakiś chłopaczek, zapewne student. Przeprowadziliśmy krótką konwersację:
-Poproszę shakea. Du-du-DUŻEGO!
-...(śmiech)
Po czym siadłem, wypiłem parę łyków. Shake smakował tak, że nie smakował. Wstałem, shakea wyrzuciłem do kosza na śmieci a następnie wyszedłem stylem robota. Dodam na koniec, że w słuchawkach leciała Konkwista 88.

38

#j8z

Karolek był uroczym dzieckiem, mniej uroczym młodzieńcem oraz paskudnym dwudziestolatkiem. Co zarobił, to przebalował. Co matka zarobiła, to ukradł i przebalował. Ojciec nie żył od kilku lat, ale renta po zmarłej głowie rodziny z powodu kłopotów z wątrobą o zupełnie niezaskakującym podłożu również była jednym ze źródeł finansowania życia towarzyskiego naszego przyjaciela - Karolka. Pierwszy słoneczny weekend maja w 2014 roku niezłomny bohater osiedlowego dywizjonu melanżowniczo-demoralizacyjnego postanowił świętować z wielką pompą. A przyznać trzeba, że Karolek zabawić się umiał.

Jego matka, poczciwa kobiecina z problemem alkoholowym i bogatą przeszłością szczególnie w kwestiach przemocy domowej, jak i okazjonalnej rozwiązłości mówiła:
- Karolek to dobry chłopak, tylko towarzystwo ma złe - zawsze na koniec kręcąc bezsilnie głową i wzdychając głośno.

Jasne. Jakimś dziwnym trafem, niesamowitym zbiegiem okoliczności, oraz dużym zasobem ludzkiej pomocy Karolek mógłby zostać światowej sławy kardiologiem, lub sędzią trybunału konstytucyjnego. No... nie został. Niestety, przez znakomitą większość matek Karolek był uznawany na osiedlu za najgorszego z najgorszych przedstawicieli "towarzystwa". Rekordowo, bo już w wieku 12 lat znalazł się w kartotece policyjnej za sprawą uszkodzenia ciała kilkudziesięcioletniej babcinki, która pobierała pieniądze z bankomatu. Na cześć tego zdarzenia wytatuował sobie na lewym przedramieniu HWDP (z błędem), oraz z bliżej nieokreślonych przyczyn "śmierć wrogom ojczyzny" na prawym przedramieniu, skutecznie zamykając sobie drogę na uniwersytet medyczny.

Karolek był jednak dobry z chemii. Szczególnie chemii rekreacyjno-użytkowej. Istnieją podejrzenia, że Porsche króla dopalaczy zostało sfinansowane w dużej mierze z jego środków. W czasach kiedy sklepy istniały stacjonarnie Karolek dwa tygodnie po wypłacie udawał się co rano do sklepu, dwa tygodnie przed wypłatą natomiast - wstępował uprzednio do lombardu. Matka wracając z pracy nigdy nie była pewna jakie sprzęty gospodarstwa domowego, lub RTV zastanie w domu.

Karolek latami wiódł życie osiedlowego idola zdeprawowanej młodzieży. Aż do feralnego weekendu na którym miałem niestety okazję być. To miał być zwykły grill, popijawa, spotkanie ze starymi znajomymi do których Karolek się zaliczał.
- Patrz to - rzucił Karolek w moim kierunku i wsadził do gęby trzy pigułki. - Jak to mnie sponiewiera to ty se nawet nie wyobrażasz.
Rzeczywiście jak się okazało potem - nie wyobrażałem. Karolek poruszał się w charakterystyczny sposób dla osiedlowych wojowników. Ramiona szeroko rozstawione, ręce luźne od łokcia w dół i finezyjne wyrzucanie stopy przed siebie niczym skrzyżowanie makaka z ośmiornicą. Po dwóch godzinach od przyjęcia pigułek Karolek poruszał się już tylko pełzając po ziemi wydymajac usta jak ryba wyjęta z wody.

Właśnie w tym momencie postanowił sprawdzić, czy człowiek może bezkarnie skoczyć z drzewa na bombę. Owszem... może, choć bezkarność jest dyskusyjna. Dzisiaj Karolek jest właścicielem ręcznie napędzanego wózka i dumnym nosicielem pieluchomajtek.

58

#nYY

Zadzwonił listonosz, pokwitowałem podpisem odbiór listu poleconego po czym zacząłem go rozpakowywać. 40mg 4-ho-mipt wyglądało jak kupka drobno zmielonego pieprzu o leciutko beżowym kolorze. Połowe zawiozłem koledze po czym wróciłem do siebie i wrzuciłem resztę na pusty żołądek, przewracając tym najpierw w buzi dobre kilka minut.

Po 10 minutach zacząłem odczuwać, że jest inaczej, na tyle dziwnie, że ogarnął mnie spory strach. Nigdy wcześniej nie jadłem nic w ten deseń, nawet grzybków a tu ładuje mi się 20mg 4-ho-mipt na mieszkaniu z matką (tak wiem szczeniackie i głupie ale człowiekowi się wydaje, że ogarnie) która jest zaledwie w kuchni obok. Ta substancja totalnie mnie zaskoczyła.

Ryj mam rozgrzany, czuję że jest napuchnięty, uszy wydają się płonąć, oczy tak wielkie jak na początkach zabaw z MDMA. Wtedy podjąłęm decyzję że muszę się ewakuować z mieszkania. Był wrzesień, godzina lub dwie przed zachodem.

Zadzwoniłem po dobrego kumpla, żeby po mnie przyjechał i gdzieś wyciągnął - ale to co potem się działo w moim mózgu po tej tryptaminie chociażby w trakcie jazdy samochodem przeszło moje oczekiwania nawet mimo sporej lektury na ten temat. Rozpocząłem jedno zdanie, już jestem w jego środku a tu głowa każe mi mówić o czymś innym tj, zapomnieć co uprzednio mówiłem i rozpocząć kolejne zdanie. Czułem, że moje myśli są splątane i nie mogą wyjść z labiryntu.

To było 'najgrubsze' doświadczenie dla mojego mózgu z którego ostatecznie wyszedłem cało wyciągając kilka użytecznych wniosków.

49

#ovA

Ok. 1000mg DXM, OOBE jedyne w zyciu pelnoprawne OOBE, czulem oddech, obecnosc i widzialem chlopaka, ktory pozniej okazal sie byc mna. nie wiedzialem jak sie nazywam, kim sa ludzie, ktorych widze przed soba (to byli moi rodzice, wlasciwie ich projekcja, pozniej skojarzylem kto to), obraz przy zamknietych i otwartych oczach nie roznil sie jakos specjalnie. Jedyne co powiedzialem w trakcie peaku to "to buduje", nie weim o co mi chodzilo

28

#m2E

W ostatnią sobote. Wolne to można ćpać :) Jak się pracuje w korpo to trzeba odreagować ten syf i zniewolenie, więc
o godzinie(oralnie):
16 - 150mg pregabaliny
17 - 2x 25mg promazyny
18 - 2x 10 mg sevredolu
Idę się umyć...
po 19 czuje ze wchodzi, zaczynam przysypiać.
Wyłączam komputer, bo już nie wiem co czytam.
Kładę się na wyro. Jest mi gorąco, dobrze jestem w niebie. Kilka razy przysypiam, to się budzę, ale nie chce mi się ruszyć. Za dobrze mi. W końcu zasypiam.
Rano coś słyszę że mi stara gdacze, że później będzie, coś tam słyszę bezwstydny że jestem.
Śpię dalej.

W końcu o godzinie 11 w niedzielę wstaje no i się zorientowałem że calutki nagi jestem z pytą na wierzchu...

33

#lv7

W szkole średniej eksperymentowało się z różnymi lekami i kiedyś w łapki wpadł mi tisercin więc poczestowałem kolege,ten punkowiec łakomczuch zjadł dwie,niezapomne widoku jak na przerwie jadł kanapke razem z folią aluminiową w którą była zapakowana,oczywiscie co chwile przysypiając,pielęgniarka w szkole nic się nie kapnęła,tylko dwóch kolegów musiało go pod ręce do domu odprowadzac.

Innym razem opchnąłem ten tisercin kolegom na dyskoteke bo chcieli żeby im załatwić piguły:) no to se potańczyli ;)

Co dziwne nawet się nie skarżyli później.

54

#kwr

Po klonach i Zolpicu(paczce) poszłem do sklepu.
- Gumki mówię
- Kobieta daje prezerwatywy
- Ja się śmieję, ale do żucia...
Później jak przyszedłem do tego sklepu sprzedawczyni ze znajomą parsknęły ze śmiechu.

35

#qVR

Było to w jakieś firmie gdzie pracował mój kumpel, to była pracowania chemiczna bo on tam moczył kwasami płytki ceramiczny i testował nowe produkty czy sie odbarwiają. Byłem tam zrobić blotter. Kumpla pogoniło do kibla i nie zamknął za sobą drzwi. Nagle wchodzi gliniarz. W pracowni wszędzie jakieś kolby z płynami, na stole blootter i mała ampuła z napisem LSD a ja w tym momencie przy blotterze z pipetą w dłoni. Gliniarz pyta mnie o jakiś samochód czy to mój bo zle zaparkowany i nagle spojrzał na ten blotter i sie do mnie zbliża. Myślę se czy warto jakoś zabrać z stołu ta ampułkę bo może jej jeszcze nie odczytał. Wtedy spytał wskazując na blotter ręka - Witkiewicz? Nie skumałem o co chodzi to odpowiadam, nie blotter.
-a to nie znam, syn w pokoju ma obraz podobny do tej serwetki ale Witkiewicza.
wtedy kumpel wchodząc mówi: ale mnie dobrze porobiło, nawet obssałem podłogę. Wtedy zobaczył gliniarza i zaniemówił.
Gliniarz od razu spytał o ten zasrany samochód czy to czasem nie jego. Na co kumpel - a co zajebali?
-nie ale trzeba przepakować bo w połowie jest na trawniku i żeby to było ostatni raz, bo następnym razem będzie mandat.
Wyszli oboje, patrze na blotter i się wkurwiam, bo z strachu zapominałem który kwadrat moczyć i się zarazem śmieje z radości, ze ten z drogówki ewidentnie nie w temacie dragów. Po chwili wchodzi kumpel i sypie z pretensjami, czemu nie ogarnołem tematu, przed wpuszczeniem psa. Kurwa odpowiadam, jak byś zamkną drzwi to by zapukał. Kumpel na to, ty a wiesz, ze przed parkingiem pies spytał się mnie, czy na serwetce to na pewno nie Witkiewicz? Kumasz o co biega?

55

TripStory