#A11

Palimy z jednym kolega zielsko, skopceni juz jesteśmy oporowo (mocna indica, zła do prowadzenia samochodu) i nagle wpadł mi do głowy pomysł wkrecic kumpla ;)
Tak wiec jedziemy główna droga prosto i jedziemy, kolega który prowadził stara sie jechać szybko ;)
Nagle zaczynam dialog:

- Kurwa!
- co?!
- machneli nam lizakiem..
- noooo cooo tyyy pieeerdooooliiiiisz....
- no kurwa.. zawracaj..

I sie wczul, szybko kierunek zmienia, panikuje bo oczy oboje mamy zajebane a w kieszeni krople i nagle z tekstem:

- ja tu zwalniam ty bierz pakiet i wyskakuj tu do rowu

I mi z powagą to mówi :D nie wytrzymalem i go zbrechtalem ale ten nadal sie trzymał ze mam sie ogarnąć bo musimy wysiadac itp itd

84

#N0K

raz z ziomkiem od rana walilismy wóde i przyjebalismy na dokladke soczystego pol metrowego bongosa. jako że dobrze byłoby przypalic cos a nic na koncie to do sklepu, wchodzimy tacy zajebani, podchodze na chemiczno/cosikowy dzial i do babki (no koło 20 miała) że karte do Orange za dziesione i wgl, babka patrzy i pyta
- pada deszcz?
patrze tak z ziomkiem po sobie, drapie sie po glowie i mówię mu na ucho że - chuja nie wiem. Na to ziomek pizda na cały sklep że idzie sprawdzić, otwiera drzwi, wraca, podchodzi zajebany do kasy, ekspedientka:
- i co?
ziomek taki mindfuck :
- zapomnialem.

84

#krY

Siedzimy u mnie we 4 zgieblowani (3 koleszków i 1 laska), koleje porcje + piwko i jest fajnie. Po jakims czasie jeden koles zaczął sie podejrzanie zachowywac, ciagłe gdzies lazil i ciagle chcial jarac. Włączył mu sie love mode i zaczął sie podwalac do dziewczyny 2 kolesia... Wychodzimy na dwór bo z tym debilem nie szło wytrzymac. Wsiadamy w autobus no i kurwa sie zaczeło. Koles odjechał, zero kontaktu, napierdala głową w krzesło, wyjebał sie na ziemie kilka razy. Morda powykrecana, zaczeło go rzucac jak przy ataku padaczki. Wynosimy przypałowca z autobusu (lekko nie było), jest coraz gorzej. Koles cały sie oszczał. ślina z mordy i ciągle drgawki 8( Skonczyło sie tak ze odjechał na sygnale do szpitala, po wszystkim okazało sie ze koles wjebał mi ok. 250mg mdma, dostał zapaści, w karetce przestał oddychac, musieli go podłączac do respiratora. Wykryli mu wogole morfine i kokaine, takze te testy to jakas kompletna bzdura.

Wiem ze chujowo napisane, ale wazny jest morał, nigdy nie mieszkajcie kryształów z gblem !

82

#gn9

Przy hotelu w ktorym nocowalem w drodze do belgii byly laki, laski, no to sie przeszedlem. jestem juz kolo lasku, widze w nim kilka osob i psy. ide dalej, bo i tak nic nie zrobilem. patrze, a tam 2 ogromne ladne krzaki konopii indyjskich. troche zaniedbane, bo pewnie juz powinny byc zerwane, ale chuj, ide dalej i podsluchuje co tam sie odpierdala
- prosze pana oficera, znalazlem to wczoraj, to nie moje, przysiegam!
- jak to nie pana, przeciez to w pana lesie!
- ale to nie ja to tu zostawilem. przyjezdzam tu raz na rok zeby sobie kilka drzew sciac na opal, nie zauwazylem tego. psze pana, czy ja wygladam na cpuna? przeciez ja wiem ze z tego robi sie amfetamine

79

#2K

Amsterdam, sylwester 2014/2015, chodzimy ekipą po mieście zwiedzając kofiki, oczywiście upizgani jak trzeba. Z alejki wychodzi murzyn i zaczepia nas z pytaniem "Cocaine?". Na to kumpel, który nic kompletnie po angielsku nie mówi, ale kojarzy jakieś teksty z filmów odpowiada "Yes my nigga!"

78

#JQl

3 ziomali, sztuka feci.. kto po fecię poleci? :-D
Znalazł się ochotnik.
Ciepła letnia noc, w sam raz na spacerek do dila (po dwóch dniach pykania, alkoholowym wieczorze.. %-D )
Ziomek wyszedł o 21.. szkło opustoszało, zrobiło się niecierpliwie.. dochodzi 23.. chłopaka nie widać, telefon bez odzewu.
Jak nic - przewalił i kropka. :-D
Zapada decyzja - szukać gada.
Nagle - drzwi otwierają się z hukiem na oścież - ziomek, zadowolony z siebie, z uśmiechem klowna bez uszu (próbka u dila, jak nic.. :D )wchodzi na pokoje, oznajmiając, że jest, ma i będzie git.
Po czym wywraca jedną kieszeń, drugą, nicuje wszystkie po kolei - fety ni ma. :-D
"Kurwa, chłopaki, zgibułem po drodze jak próbowałem sprawdzić, co mi w kieszenie lata.." (czyżby telefon ustawiony na wibracje? :-D )
"Pierdolisz, dawaj sztukę, albo będzie ciepło..."
"Powaga, miałem, przecież bym Was nie zrobił.."
Latarki w dłoń i dalejże szukać bezcennego sreberka.. :-D
Zeszło się gdzieś do 2.
Lekko juz znudzona całą akcją, miałam wracać do domu, kiedy wrócili ze zdobyczą:
ok.120 papierków po gumie do żucia, 2 srebrne medaliki, niecałe 4 zyle w różnych moniakach... plus brudne dłonie i zawiedzione twarze. :-D
Chwila milczenia... popatrzyliśmy na siebie dziwnie - i w śmiech.
Niezły łup, swoją drogą... :D
A fetka znalazła się ok. 9 rano, w wewnętrznej kieszeni bluzy. ;-)

78

#PQl

Tydzień temu tripowaliśmy w 6 osób na 2c-p. W pokoju pojawił się Siódmy (wyimaginowana postać), który ciągle gdzieś krążył, krył się pod stołem, widoczny w kąciku oka, chował się za krzakami, gdy wyszliśmy na zewnątrz. W końcu na olał i poszedł na melanż do klubu.
Dwa dni temu, sytuacja taka sama, z tym że jest na piątka i Siódmy powrócił pod postacią Szóstego.
Rozkmina:
A jak za kolejny tydzień będzie na czwórka i pojawi się Piąty. A jeszcze następnego tygodnia będziemy w trójkę razem z Czwartym. Za trzy tygodnie będziemy się bawić z Trzecim. A za cztery - "Ej, gdzie jest drugi?". I zaczyna się robić nieciekawie.

78

#1G3

Stary, powojenny wiadukt, tory.
Ja, Ziąbel, Dredy i samara napchana baką.
Siedzimy, butla krąży, zapierdoleni do nietomności. Skurwiliśmy, butla ląduje niedaleko nas, kartka złożono-rozłożona leży obok mnie, w niej półka grassu. Dredy zaczyna pierdolić coś o super nowicjuszach. Śmiech. Nagle szelest, serce niemal zamiera, na karku pojawia się zimny pot. Spoglądam w tył.
Zapierdala dumny z siebie, łysy kaban, napompowany swą przóżnością tak, że mu dupskiem wycieka.
Milknę. Dredy nadal pierdoli farmazony, po czym wstaje, zbliża się do barierki i spogląda na owego jegomościa. Frajer przeskakuje przez barierkę o którą się opieramy, a zza krzaków wytacza się drugi. Podchodzi.

(P)Olicjant - Dzień dobry, *przedstawia się, wyciągając odznakę*.
Serce zaczyna szybciej bić. Kurwa. Ziąbel ma w skarpecie samarę zajebaną grassem po brzegi.
Dredy pod wpływem przerezanych zabytków muzealnych zwanych mózgiem odsuwa się trochę w tył.
P - Rączki!
Dredy unosząc lekko ręce zaczyna spierdalać. A psy z piskiem wyrywają za półmiskiem. Biegną.
Podnoszę butle i rzucam ją trochę dalej, po czym wysypuje smar z kartki. Ziąbel zdejmuje buta, wyciąga samarę ze skiety i rzuca. Ja pierdole, nie wyleciała za wiadukt, błyszczy na tej trawie jak jebane nastolatki z My Sweet Sixteen. Spoglądam na frajerów którzy gonią za Dredym. Jeden się zatrzymał, drugi się wyjebał. Ziąbel szybko podnosi i wyrzuca samarę za wiadukt. Wkracza kolejny frajer z psem. Pół metrowy "Reksio" zaczyna zajebiście głośno szczekać, co owocuje moim wypierdoleniem się na glebę. Wstaję, siadam. Git.
- No to panowie klepanko.
Ulga na sercu. Nie mamy nic.
Wstaję. Trzepią mnie. Pusto. Trzepią kumpla. Pusto.
- Co, dżezik się jarało, chłopaki?
- Paaanie, My nie palimy, siedzieliśmy tylko.
- Tak? A ta butla to czyja?
- A pełno tutaj tego przecież...
Bełkoczę. Straszny suchar w ustach.
- No chłopaki, oszczędźcie sobie, i nam nieprzyjemności. My zaczniemy węszyć, to i tak się wyda.
Cisza, brak reakcji. Banalne zagrywki, jak w jebanym W11.
Chwila bełkotu między mną a kumplem. Śmiech.
- Z czego się tak śmiejecie chłopaki?
- Supernowicjusz spierdolił..
Dłuższa cisza.
- Data urodzenia.
Nie reaguję.
- Data urodzenia!
Unoszę wzrok z ziemi, i lekkim bełkotem wypalam:
- Co?
- Datę urodzenia podaj kurwa.
- Ja?
- Tak!
- Yyyyy... Szósty dziesiąty... Znaczy ten...Dziesiąty szósty... hehe... Kurwa.
Kumpel nie wytrzymuje, wybucha śmiechem jak pojebany.
- No dzień szósty, miesiąc dziesiąty...
Frajer notuje jak marny studencina. Widać, że pisanie to szczyt jego możliwości intelektualnych. Ma minę jakby zaraz miał się zesrać. Podjeżdża kabaryna. Z Dredym. Idiota znalazł się pół godziny później od ucieczki, zajebiście daleko od miejsca przypału.
Rezultat? Sześciu wkurwionych psiarzy i trzy mandaty po 500zł. Za chodzenie po torach.

Najlepsze jest to, że na drugi dzień znalazłem z kumplem ten grass który wyjebał

77

#p2

Wczoraj uprawiałem pijacki seks z laską poznaną na imprezie.
Nie mieliśmy gumek, ale ona stwierdziła, że zdążę wyciągnąć na czas.
Kiedy już prawie doszedłem i właśnie chciałem się ewakuować, ona objęła mnie mocno udami krzycząc: "Zostań ojcem mojego dziecka!".
Nie rozluźniła uścisku aż do samego końca

75

TripStory