#1G3

Stary, powojenny wiadukt, tory.
Ja, Ziąbel, Dredy i samara napchana baką.
Siedzimy, butla krąży, zapierdoleni do nietomności. Skurwiliśmy, butla ląduje niedaleko nas, kartka złożono-rozłożona leży obok mnie, w niej półka grassu. Dredy zaczyna pierdolić coś o super nowicjuszach. Śmiech. Nagle szelest, serce niemal zamiera, na karku pojawia się zimny pot. Spoglądam w tył.
Zapierdala dumny z siebie, łysy kaban, napompowany swą przóżnością tak, że mu dupskiem wycieka.
Milknę. Dredy nadal pierdoli farmazony, po czym wstaje, zbliża się do barierki i spogląda na owego jegomościa. Frajer przeskakuje przez barierkę o którą się opieramy, a zza krzaków wytacza się drugi. Podchodzi.

(P)Olicjant - Dzień dobry, *przedstawia się, wyciągając odznakę*.
Serce zaczyna szybciej bić. Kurwa. Ziąbel ma w skarpecie samarę zajebaną grassem po brzegi.
Dredy pod wpływem przerezanych zabytków muzealnych zwanych mózgiem odsuwa się trochę w tył.
P - Rączki!
Dredy unosząc lekko ręce zaczyna spierdalać. A psy z piskiem wyrywają za półmiskiem. Biegną.
Podnoszę butle i rzucam ją trochę dalej, po czym wysypuje smar z kartki. Ziąbel zdejmuje buta, wyciąga samarę ze skiety i rzuca. Ja pierdole, nie wyleciała za wiadukt, błyszczy na tej trawie jak jebane nastolatki z My Sweet Sixteen. Spoglądam na frajerów którzy gonią za Dredym. Jeden się zatrzymał, drugi się wyjebał. Ziąbel szybko podnosi i wyrzuca samarę za wiadukt. Wkracza kolejny frajer z psem. Pół metrowy "Reksio" zaczyna zajebiście głośno szczekać, co owocuje moim wypierdoleniem się na glebę. Wstaję, siadam. Git.
- No to panowie klepanko.
Ulga na sercu. Nie mamy nic.
Wstaję. Trzepią mnie. Pusto. Trzepią kumpla. Pusto.
- Co, dżezik się jarało, chłopaki?
- Paaanie, My nie palimy, siedzieliśmy tylko.
- Tak? A ta butla to czyja?
- A pełno tutaj tego przecież...
Bełkoczę. Straszny suchar w ustach.
- No chłopaki, oszczędźcie sobie, i nam nieprzyjemności. My zaczniemy węszyć, to i tak się wyda.
Cisza, brak reakcji. Banalne zagrywki, jak w jebanym W11.
Chwila bełkotu między mną a kumplem. Śmiech.
- Z czego się tak śmiejecie chłopaki?
- Supernowicjusz spierdolił..
Dłuższa cisza.
- Data urodzenia.
Nie reaguję.
- Data urodzenia!
Unoszę wzrok z ziemi, i lekkim bełkotem wypalam:
- Co?
- Datę urodzenia podaj kurwa.
- Ja?
- Tak!
- Yyyyy... Szósty dziesiąty... Znaczy ten...Dziesiąty szósty... hehe... Kurwa.
Kumpel nie wytrzymuje, wybucha śmiechem jak pojebany.
- No dzień szósty, miesiąc dziesiąty...
Frajer notuje jak marny studencina. Widać, że pisanie to szczyt jego możliwości intelektualnych. Ma minę jakby zaraz miał się zesrać. Podjeżdża kabaryna. Z Dredym. Idiota znalazł się pół godziny później od ucieczki, zajebiście daleko od miejsca przypału.
Rezultat? Sześciu wkurwionych psiarzy i trzy mandaty po 500zł. Za chodzenie po torach.

Najlepsze jest to, że na drugi dzień znalazłem z kumplem ten grass który wyjebał

77

#p2

Wczoraj uprawiałem pijacki seks z laską poznaną na imprezie.
Nie mieliśmy gumek, ale ona stwierdziła, że zdążę wyciągnąć na czas.
Kiedy już prawie doszedłem i właśnie chciałem się ewakuować, ona objęła mnie mocno udami krzycząc: "Zostań ojcem mojego dziecka!".
Nie rozluźniła uścisku aż do samego końca

75

#NYL

Zdazylo sie to roku panskiego 2009 :-D pewnego razu po zaladowaniu 2 cherries postanowilismy sie udac do ziomka na jego flata. Przed wejciem ostrzegl mnie ze jego starsza moze byc towarzyska i chciec ze mna pogadac, a ja totalnie zbetoniony. Po wejsciu do srodka okazalo sie ze faktycznie tak jest zwlaszcza ze wlane miala juz jakies wino. Ziomek wal jeden poszedl gadac z dziewczna, podczas kiedy jego matka zaczela mi nawijac o modzie i co sadze o czarnych dodatkach do sukien slubnych. Z boku musialo wygladac to absurdalnie, jako ze udalismy sie tam prosto po szychcie a jebalismy fizyke, wiec bylem upstrzony roznego rodzaju syfem (nie, nie kupa), wygladalem na jakiekos menela. Najdziwniejsze bylo to ze weszla mi jakas dziwna faza i bardzo interesowala mnie ta rozmowa , mimo ze na trzezwo uznalbym to za zupelnie nie trafiajace w moje zainteresowania. Zaniepokoilo mnie kiedy przyniosla dwie roze z jakiegos materialu i spytala sie mnie , ktora bardziej mi sie podoba - ta pierwsza ,ktora jest drobna i nierozwinieta jak szesnastolatka, cz ta druga duza , ktora jest jak doswiadczona kobieta w kwiecie wieku.

Nie bedac pewnym czy to nie jakas aluzja wybralem te bezpieczna odpowiedz...

74

#WQW

Oboz integracyjny w liceum - dodam, ze liceum w czolowce w moim miescie. Jedziemy w przedziale, caly wagon zarezerwowany dla naszej wycieczki. Z calego przedzialu tylko jeden gosc nigdy nie jaral - oczywistym bylo ze musial zostac rozdziewiczony. Jazda byla wsrod nas w tamtym okresie na tloki, wiec biore tego goscia do kibla by pkp, zaciagam, typ wali calego tloka, malo sie nie udusi. Wracamy do przedzialu wszyscy juz zdazyli sobie zapodac. Muza leci, wodka krazy, zwala itd. Nagle cisza - wszyscy patrza na tego co pierwszy raz, a on dziwny wyraz ryja i nic nie mowi. Po ustaleniu wersji okazuje sie ze nic nie mowil od jebniecia butli. Pytamy go co jest - cisza... Coraz bardziej natarczywe proby wyduszenia z goscia choc jednego slowa - a on nic - tylko tak otwieral ryj jakby juz chcial i nic... Beka z niego straszna. Jedziemy dalej. Nagle wpada wychowawca - cos tam gada i do nowego - a ty co tak dziwnie wygladasz? On pobladl i znowu - otwiera paszcze i nic nie moze powiedziec. Postanowilem ratowac sytuacje i do wychowawcy mowie ze mamy zaklad i on nie moze sie odezwac do konca podrozy - luz, poszedl. Jedzeimy dalej - nagle czuje smrod... Rozgladam sie - chyba z zewnatrz. Smrod nie mija, a wrecz, o zgrozo, nabiera na sile. Wychodzimy z przedzialu - jest lepiej. Idziemy do kolezanek do przedzialu. Po chwili dolacza do nas pierwszorazowiec. Znowu smierdzi! Patrzymy a on tak dziwnie chodzi - chwila rozkminy - rzucamy sie na niego ze sie nie myje, ze brudas - on buraka lapie i mi cos tam pierdoli pod nosem (w koncu!) czy moge z nim wyjsc na korzytarz. Wychodzimy, a on do mnie - ej, jak sie najaralem to sie strasznie balem cokolkwiek powiedziec zebyscie sie ze mnie nie smiali, nawet ze chce mi sie do kibla, a potem to sie jeszcze balem ze w kiblu jebie trawa i... sie zesralem w gacie! Czaicie? Tak sie zablokowal psychicznie ze bal sie isc do kibla, wiec jebnal batona w gacie!

74

#zX7

Moja wczorajsza goraca przygoda na kodzie.

Walnolem sobobie 330 wszystko zajebiscie ale dosc szybko zeszlo, stwierdzilem zapale sobie szluga.
No i pale tego szluga i nagle tak mnie pierdolnelo ze nie wierze, odplynoolem gdzies daleko.
Nagle cos czuje ze gorąco w łape, wybudzam sie z letargu a mi sie posciel pali, oczywiscie malutkki plomien, szybko zgasilem reka, dziura niestety wypalona dosc duza.
Ale bylo warto ;-)

74

#yXw

Było późno,ciemno i zimno, a ja wracam autobusem do mieszkania. Nastrojowa atmosfera w mym umyśle, siedzę wygodnie , obok mnie trzezwa koleżanka. Jedziemy tak, gadamy, patrze a przed nami siedzi taki maleński skulony z zimna w podartych adidaskach i dresach w dziwnej czapce. A po drugiej stronie dwa zule.
Mówię do towarzyszki ,że ja bym swojemu dziecku nie pozwoliła samemu o tak późnej porze.
Koleżanka sie usmiechnęła. Ja jeszcze cos pogadałam na temat wychowania, obserwując ów chłopczyka.
Nagle maluszek wstaje, żeby wysiąść i ku mojemu przerazeniu, odwróciwszy sie w moja stronę zobaczyłam twarz staruszki. Byłam równie przerazona, co moja towarzyszka rozbawiona, moimi dziwnymi wyobrażeniami.

72

#7XG

Druga polowa lat dziewiedziesiatych. Jeden z naszych starszych kolezkow po strzelaninie zostaje ranny, rozpisuja sie o nim gazety i przez ten caly fejm staje sie rozpoznawalny w Polsce. Nawet Masa poswiecil mu jedno zdanie (hahaha) w swojej slynnej ksiazce.Od razu tez lapie kontakty w Warszawie i zaczyna ze stolicy plynac do naszego miasta strozka wynalazkow. No i pojawia sie problem dzielenia tego sortu, a byly to czasy ze wage elektroniczna mozna bylo dostac tylko w wielkich miastach,a nie jak dzis na kazdym straganie z elektronika.
Wiec lecimy z gangusami do Katowic po sprzet. Wtedy mnie to jaralo bo ja 20 letni chloposzek z takimi personami sie wozic to bylo cos.Dzis jak sobie pomysle to bylo proszenie sie o przypał, zeby sie z nimi wyswietlac w innych miastach, zwlaszcza robiac z nimi interesy.
Jestemy juz w sklepie , w dziale z wagami i bierzemy taka wielka kurwe do mj dojednego kg z dokladnoscia do 0,5g. Ale grubasy chca cos dla siebie do prochu.
Wiec pani podaje taki standardowy kalkulator do 100g z dokladnoscia do 0,1 g jakich teraz pelno.
I tu pada pytanie za 100 pkt. Grubas wypala do ekspedientki:
-A czy ja bede mogl sobie zwazyc na tym setke koksu???
Pani oczy jak piec zloty nie rozumiejac pytania:
-hymmm????
Typ juz wyraznie wkurwiony :
-Czy bede mogl sobie zwazyc steke kokainy na tej wadze????
Pani rozpromieniona , ze w koncu załapała:
-Alez mowilam panu ze ta waga jest do 100 gram.
No to ten az sie zaczyna trzasc i nie moze wypowiedziec slowa. Ona metr szesdziesiat w kapeluszu znowu nie wie czego ten sie wkurwia, on 2 metry i ponad 100 kilo trzesacego sie cielska i wtedy z pomoca przychodzi ziomek ktory byl razem z nami:
-prosze pania setka to jest jedna dziesiata grama- a do niego- tak bedziesz mogl sobie zwazyc setke koksu.
Odrazu rogal na ryju:
- To ja ją biere.

72

#0LG

Kiedyś na fazie się wjebałem się do starego opuszczonego domku. Na strychu leżały gazety o tematyce chemicznej i jakieś zeszyty dziecięce. Na dole, pod stertą kurwa puszek, rowerów i innego, zwykle trzymanego przez lumpów gnoju, znalazłem kurwa wózki, zabawki dziecięce, ubranka a do tego jakiś pakunek w gazecie. Po odwinięciu okazało się, że jest to wielki w chuj nóż cały ujebany krwią, znalazłem jeszcze jakieś odczynniki chemiczne. Po wstępnym rekonesansie, dowiedziałem się od typiary co tam niedaleko mieszka, że ten domek należał do gościa, który teraz podobno mieszka i współżyje ze swoją córką. Jak poszedłem z tym na policję, to mi powiedział Pan w mundurze, że się za dużo CSI Miami naoglądałem i że tu cytuję "Kto niby by miał zapłacić za to badnie krwi?". Obiecał mi, że coś zrobią ale jak znam życie, zrobili chuja.

72

#wkm

Wyjdz sobie mocno zakwaszony nad jezioro, pierdolnij sobie pod drzewem na dupie, w mało widocznym miejscu, słuchawki na uszach. Siedz sobie tak z dobrą godzinę podziwiając widoki i jak ci nie wyjebie jakiś Janusz z za ramienia, pijany chyba:
-I JAK TAM RYBKI BIORĄ?!
Jak się kurwa przestraszyłem, odskoczyłem, mało się do tego jeziora nie wpierdoliłem. A byłem już na takim etapie, że umiejętność komunikacji 0, zdaje mi się coś wybełkotałem, ale dosłownie, jakieś wyrazy bez sensu, jeszcze w tym stresie.
Ja nie wiem co się dzieje, papież mi w głowie tańczy, on nie wie co się dzieje, chyba zobaczył moje oczy jak 5zł, jeszcze wtedy na siłce ostro grzałem, lato - skąpa koszulka + moje 190 wzrostu, wymemlał coś po pijacku, ze strachem w głosie:
-Aa. .aa to ja p-przepraszam
Zawinał się na jednej nodze w pośpiechu, lekko się potknął, pomyślałem - ucieka skurwysyn, to zacząłem go gonić (chuj wie po co), to on rzeczywiście zaczął spierdalać wtedy, ze 4 metry się przebiegłem za nim, złapałem instant zwiechę i stanąłem w miejscu próbując przetworzyć sobie w głowie co się właśnie odjebało. W sumie nie wiem ile tam stałem, pamiętam, że usłyszałem jeszcze jakieś "KURWAAA" w oddali. Sam się zesrałem, że typ wróci z koleszkami i banda wąsatych rybaków przyjdzie mnie topić w jeziorze. Srogie grzyby pomyślałem, zebrałem swój plecak i szybko zmieniłem lokalizację.

Potem trip był już chujowy, a z tej sytuacji do dzisiaj mam moralniaka. Tak było.

72

TripStory