#NYL

Zdazylo sie to roku panskiego 2009 :-D pewnego razu po zaladowaniu 2 cherries postanowilismy sie udac do ziomka na jego flata. Przed wejciem ostrzegl mnie ze jego starsza moze byc towarzyska i chciec ze mna pogadac, a ja totalnie zbetoniony. Po wejsciu do srodka okazalo sie ze faktycznie tak jest zwlaszcza ze wlane miala juz jakies wino. Ziomek wal jeden poszedl gadac z dziewczna, podczas kiedy jego matka zaczela mi nawijac o modzie i co sadze o czarnych dodatkach do sukien slubnych. Z boku musialo wygladac to absurdalnie, jako ze udalismy sie tam prosto po szychcie a jebalismy fizyke, wiec bylem upstrzony roznego rodzaju syfem (nie, nie kupa), wygladalem na jakiekos menela. Najdziwniejsze bylo to ze weszla mi jakas dziwna faza i bardzo interesowala mnie ta rozmowa , mimo ze na trzezwo uznalbym to za zupelnie nie trafiajace w moje zainteresowania. Zaniepokoilo mnie kiedy przyniosla dwie roze z jakiegos materialu i spytala sie mnie , ktora bardziej mi sie podoba - ta pierwsza ,ktora jest drobna i nierozwinieta jak szesnastolatka, cz ta druga duza , ktora jest jak doswiadczona kobieta w kwiecie wieku.

Nie bedac pewnym czy to nie jakas aluzja wybralem te bezpieczna odpowiedz...

74

#WQW

Oboz integracyjny w liceum - dodam, ze liceum w czolowce w moim miescie. Jedziemy w przedziale, caly wagon zarezerwowany dla naszej wycieczki. Z calego przedzialu tylko jeden gosc nigdy nie jaral - oczywistym bylo ze musial zostac rozdziewiczony. Jazda byla wsrod nas w tamtym okresie na tloki, wiec biore tego goscia do kibla by pkp, zaciagam, typ wali calego tloka, malo sie nie udusi. Wracamy do przedzialu wszyscy juz zdazyli sobie zapodac. Muza leci, wodka krazy, zwala itd. Nagle cisza - wszyscy patrza na tego co pierwszy raz, a on dziwny wyraz ryja i nic nie mowi. Po ustaleniu wersji okazuje sie ze nic nie mowil od jebniecia butli. Pytamy go co jest - cisza... Coraz bardziej natarczywe proby wyduszenia z goscia choc jednego slowa - a on nic - tylko tak otwieral ryj jakby juz chcial i nic... Beka z niego straszna. Jedziemy dalej. Nagle wpada wychowawca - cos tam gada i do nowego - a ty co tak dziwnie wygladasz? On pobladl i znowu - otwiera paszcze i nic nie moze powiedziec. Postanowilem ratowac sytuacje i do wychowawcy mowie ze mamy zaklad i on nie moze sie odezwac do konca podrozy - luz, poszedl. Jedzeimy dalej - nagle czuje smrod... Rozgladam sie - chyba z zewnatrz. Smrod nie mija, a wrecz, o zgrozo, nabiera na sile. Wychodzimy z przedzialu - jest lepiej. Idziemy do kolezanek do przedzialu. Po chwili dolacza do nas pierwszorazowiec. Znowu smierdzi! Patrzymy a on tak dziwnie chodzi - chwila rozkminy - rzucamy sie na niego ze sie nie myje, ze brudas - on buraka lapie i mi cos tam pierdoli pod nosem (w koncu!) czy moge z nim wyjsc na korzytarz. Wychodzimy, a on do mnie - ej, jak sie najaralem to sie strasznie balem cokolkwiek powiedziec zebyscie sie ze mnie nie smiali, nawet ze chce mi sie do kibla, a potem to sie jeszcze balem ze w kiblu jebie trawa i... sie zesralem w gacie! Czaicie? Tak sie zablokowal psychicznie ze bal sie isc do kibla, wiec jebnal batona w gacie!

74

#zX7

Moja wczorajsza goraca przygoda na kodzie.

Walnolem sobobie 330 wszystko zajebiscie ale dosc szybko zeszlo, stwierdzilem zapale sobie szluga.
No i pale tego szluga i nagle tak mnie pierdolnelo ze nie wierze, odplynoolem gdzies daleko.
Nagle cos czuje ze gorąco w łape, wybudzam sie z letargu a mi sie posciel pali, oczywiscie malutkki plomien, szybko zgasilem reka, dziura niestety wypalona dosc duza.
Ale bylo warto ;-)

74

#yXw

Było późno,ciemno i zimno, a ja wracam autobusem do mieszkania. Nastrojowa atmosfera w mym umyśle, siedzę wygodnie , obok mnie trzezwa koleżanka. Jedziemy tak, gadamy, patrze a przed nami siedzi taki maleński skulony z zimna w podartych adidaskach i dresach w dziwnej czapce. A po drugiej stronie dwa zule.
Mówię do towarzyszki ,że ja bym swojemu dziecku nie pozwoliła samemu o tak późnej porze.
Koleżanka sie usmiechnęła. Ja jeszcze cos pogadałam na temat wychowania, obserwując ów chłopczyka.
Nagle maluszek wstaje, żeby wysiąść i ku mojemu przerazeniu, odwróciwszy sie w moja stronę zobaczyłam twarz staruszki. Byłam równie przerazona, co moja towarzyszka rozbawiona, moimi dziwnymi wyobrażeniami.

72

#7XG

Druga polowa lat dziewiedziesiatych. Jeden z naszych starszych kolezkow po strzelaninie zostaje ranny, rozpisuja sie o nim gazety i przez ten caly fejm staje sie rozpoznawalny w Polsce. Nawet Masa poswiecil mu jedno zdanie (hahaha) w swojej slynnej ksiazce.Od razu tez lapie kontakty w Warszawie i zaczyna ze stolicy plynac do naszego miasta strozka wynalazkow. No i pojawia sie problem dzielenia tego sortu, a byly to czasy ze wage elektroniczna mozna bylo dostac tylko w wielkich miastach,a nie jak dzis na kazdym straganie z elektronika.
Wiec lecimy z gangusami do Katowic po sprzet. Wtedy mnie to jaralo bo ja 20 letni chloposzek z takimi personami sie wozic to bylo cos.Dzis jak sobie pomysle to bylo proszenie sie o przypał, zeby sie z nimi wyswietlac w innych miastach, zwlaszcza robiac z nimi interesy.
Jestemy juz w sklepie , w dziale z wagami i bierzemy taka wielka kurwe do mj dojednego kg z dokladnoscia do 0,5g. Ale grubasy chca cos dla siebie do prochu.
Wiec pani podaje taki standardowy kalkulator do 100g z dokladnoscia do 0,1 g jakich teraz pelno.
I tu pada pytanie za 100 pkt. Grubas wypala do ekspedientki:
-A czy ja bede mogl sobie zwazyc na tym setke koksu???
Pani oczy jak piec zloty nie rozumiejac pytania:
-hymmm????
Typ juz wyraznie wkurwiony :
-Czy bede mogl sobie zwazyc steke kokainy na tej wadze????
Pani rozpromieniona , ze w koncu załapała:
-Alez mowilam panu ze ta waga jest do 100 gram.
No to ten az sie zaczyna trzasc i nie moze wypowiedziec slowa. Ona metr szesdziesiat w kapeluszu znowu nie wie czego ten sie wkurwia, on 2 metry i ponad 100 kilo trzesacego sie cielska i wtedy z pomoca przychodzi ziomek ktory byl razem z nami:
-prosze pania setka to jest jedna dziesiata grama- a do niego- tak bedziesz mogl sobie zwazyc setke koksu.
Odrazu rogal na ryju:
- To ja ją biere.

72

#0LG

Kiedyś na fazie się wjebałem się do starego opuszczonego domku. Na strychu leżały gazety o tematyce chemicznej i jakieś zeszyty dziecięce. Na dole, pod stertą kurwa puszek, rowerów i innego, zwykle trzymanego przez lumpów gnoju, znalazłem kurwa wózki, zabawki dziecięce, ubranka a do tego jakiś pakunek w gazecie. Po odwinięciu okazało się, że jest to wielki w chuj nóż cały ujebany krwią, znalazłem jeszcze jakieś odczynniki chemiczne. Po wstępnym rekonesansie, dowiedziałem się od typiary co tam niedaleko mieszka, że ten domek należał do gościa, który teraz podobno mieszka i współżyje ze swoją córką. Jak poszedłem z tym na policję, to mi powiedział Pan w mundurze, że się za dużo CSI Miami naoglądałem i że tu cytuję "Kto niby by miał zapłacić za to badnie krwi?". Obiecał mi, że coś zrobią ale jak znam życie, zrobili chuja.

72

#wkm

Wyjdz sobie mocno zakwaszony nad jezioro, pierdolnij sobie pod drzewem na dupie, w mało widocznym miejscu, słuchawki na uszach. Siedz sobie tak z dobrą godzinę podziwiając widoki i jak ci nie wyjebie jakiś Janusz z za ramienia, pijany chyba:
-I JAK TAM RYBKI BIORĄ?!
Jak się kurwa przestraszyłem, odskoczyłem, mało się do tego jeziora nie wpierdoliłem. A byłem już na takim etapie, że umiejętność komunikacji 0, zdaje mi się coś wybełkotałem, ale dosłownie, jakieś wyrazy bez sensu, jeszcze w tym stresie.
Ja nie wiem co się dzieje, papież mi w głowie tańczy, on nie wie co się dzieje, chyba zobaczył moje oczy jak 5zł, jeszcze wtedy na siłce ostro grzałem, lato - skąpa koszulka + moje 190 wzrostu, wymemlał coś po pijacku, ze strachem w głosie:
-Aa. .aa to ja p-przepraszam
Zawinał się na jednej nodze w pośpiechu, lekko się potknął, pomyślałem - ucieka skurwysyn, to zacząłem go gonić (chuj wie po co), to on rzeczywiście zaczął spierdalać wtedy, ze 4 metry się przebiegłem za nim, złapałem instant zwiechę i stanąłem w miejscu próbując przetworzyć sobie w głowie co się właśnie odjebało. W sumie nie wiem ile tam stałem, pamiętam, że usłyszałem jeszcze jakieś "KURWAAA" w oddali. Sam się zesrałem, że typ wróci z koleszkami i banda wąsatych rybaków przyjdzie mnie topić w jeziorze. Srogie grzyby pomyślałem, zebrałem swój plecak i szybko zmieniłem lokalizację.

Potem trip był już chujowy, a z tej sytuacji do dzisiaj mam moralniaka. Tak było.

72

#LPW

Wychodzę sobie wieczorem przed dom zapalić lolka no i pale. To był taki park na tyłach kamienicy. Ktoś z tego parku puszczał w międzyczasie fajerwerki bo był okreś świąteczny.

Skończyłem palić, pstrykam kiepa, ogłądam się a tu policja w parku. Podbiegłem za róg, wyjmuje worka, z worka wyjmuję zioło, biorę do buzi, worek wyrzucam. Zza rogu słysze policjant nadaje przez krótkofalówke "jesteśmy w pościgu za podejrzanym w kierunku ulicy ...", wyłaniają się zza rogu i mnie kują w kajdany, ręce z tyłu.

Pytają się, czemu uciekałem, a ja z gietem w buzi mówię, że nie uciekałem, tylko zmyłem się z miejsca jak zobaczyłem policje bo mogło być niebezpiecznie.

W tym momencie próbuję połknąć gieta bez gryzienia i mi staje w suchym gardle, zaczynam się dusić ale staram się nie dać poznać po sobie. Wykrztusiłem delikatnie do buzi jak już pewnie byłem fioletowy. Biorę parę głębokich oddechów i to dyskretnie żeby nie było widać. Zaczynam gryźć, pogryznione staram się połknąć znowu staje mi w gardle, znowu delikatnie, dla niepoznaki wykrztuszuje. Zdaję sobie sprawę, że połknąć w tym stanie nie mogę i muszę gadać z pełnymi ustami.

Pytają się czy to ja puszczałem fajerwerski, mówię, że nie, gość przez mikrofalówke nadaje "mamy gościa który wyszedł na jointa". Znajdują pusty worek na ziemi (mieli latarki). Mówią, że czują jaranie, więc mnie przeszukują. Po wszystkim puszczają mnie do domu. Oczywiście nic nie znaleźli.

72

#LJW

Miałem okazję pracować w charakterze ochroniarza na stadionie miejskim jednego z miast gospodarzy EURO2012. Zmiany po 24h. Praca w ochronie ekscytujących wrażeń nie zapewnia, zwłaszcza jak się robi zmiany całodobowe, toteż paliliśmy ze znajomym dla zabicia czasu :) Nie podpadało to zbytnio, niejeden trzeźwy na takich zmianach wyglądał gorzej od nas.

No i przychodzi taki jeden wieczór, że gadamy o pierdołach, a że robi się późno to wypada jakiegoś bucha przypierdolić. Wcześniej słyszałem że ma być jakaś kontrola borowików, ale mój zapierdolony kolega kazał mi to olać(generalnie chłopak ma straszne problemy z koncentracją). Więc idziemy za budkę, palimy parę lufek. Po całym dniu przerwy wchodzi mi przekurewska bania. Ciężka indica, siada na oczy, na ciało, ale przede wszystkim na pojmowanie rzeczywistości. Świat mi się powoli zaczął wyginać. Pizda jakiej nie miałem od kilku dni chyba. No i w tym momencie wychodzą ostatnie babki z namiotu, zostawiają klucze i napominają o kontroli. Kontrola BORu z psami, bo za dzień czy dwa ma wpaść sam Bronek. No i o ile mnie to nie zdziwiło to mój zapierdolony kolega zrobił się nerwowy nawiązując mniej więcej taki dialog:
- O kurwa, będzie pszypau ja mam staff przy sobie. Co my kurwa zrobimy?
- Spoko, loko, spalimy dowody(mówię tak, bo myślę że ma on tego na maksymalnie jeszcze ze 2-3 dzidy).
- Ale ja mam tego 8 gramów...

W tym momencie włącza mi się taki pierdolony slow-motion jak w filmie, ale cały czas jeszcze nie pojmuję grozy sytuacji. Ten zaczyna kombinować, staff z lufą pierdolnął pod płotem. Oczywiście cała kanciapa jebie zielem(ja to czuję, więc pies dostanie amby już z kilometra). Co gorsza mamy trzeciego znajomego na innym posterunku który też jest strasznie zajebany i ma coś przy sobie. Przez telefon nie idzie się z nim dogadać, więc zapierdolony kolega idzie objaśnić sprawę osobiście. Ja tu teraz kombinuję, koleś wróci, będziemy myśleć co zrobić ze staffem. Gdzie i jak to wyjebać, myślę sobie.

Mija 5-10 minut. Ziomek wraca. Wraca, kurwa, na czele pochodu złożonego z policjantów, borowików i paru kolesi w kominiarkach. Ogólnie mój znajomy zapierdolony jak messerschmitt prowadzi za sobą kilkunastu umundurowanych funkcjonariuszy prowadzących jednego albo dwa psy. Ja jestem na takiej piździe że wolałbym z nikim nawet nie rozmawiać, a on ich kurwa oprowadza po terenie i odpowiada na pytania. 8 gramów leży pod płotem, który oni zaczynają sprawdzać! O fak! Na szczęście znajomy ogarnia - udaje przykładnego ochroniarza i sprawdzając ten sam płot paręnaście metrów przed mundurowymi wypierdala jednym sprawnym ruchem torbę z zielem i lufę na zewnątrz. Zostaje jeszcze pierdolona kanciapa. Pies z psem wchodzi do środka a ja dopiero teraz pojmuję sytuację. Jesteśmy w miejscu pracy, na trzeciej największej imprezie sportowej na świecie, na stanowisku ochroniarza zapierdoleni jak świnie nielegalną substancją, której pod płotem leży 8 gramów(z pewnością zostały jakieś odciski na torbie), a funkcjonariusz wszedł z niuchaczem do miejsca gdzie te 8 gramów leżało cały dzień. Fak! Nogi się pode mną ugięły. Na szczęście(tutaj pozostają mi domysły) niuchacz prawdopodobnie był szkolony na materiały wybuchowe, a nie dragi i nic po sobie nie pokazał. Panowie wyszli, przeprowadziliśmy bardzo nieogarniętą rozmowę o dupie maryny, podziękowali i poszli. My odzyskaliśmy staff(szybka wycieczka na drugą stronę), ale nie chcieliśmy palić już tej nocy. Ja jeszcze długo obniżałem tętno, a spać mi się odechciało na parę godzin. De facto przypału nie było, ale od takich akcji można osiwieć.

BTW - nie mam zielonego pojęcia dlaczego ten degenerat wziął ponad 8 gieta do pracy, nie pozwoliłbym mu na to gdybym był świadomy sytuacji.

71

TripStory