#LPW

Wychodzę sobie wieczorem przed dom zapalić lolka no i pale. To był taki park na tyłach kamienicy. Ktoś z tego parku puszczał w międzyczasie fajerwerki bo był okreś świąteczny.

Skończyłem palić, pstrykam kiepa, ogłądam się a tu policja w parku. Podbiegłem za róg, wyjmuje worka, z worka wyjmuję zioło, biorę do buzi, worek wyrzucam. Zza rogu słysze policjant nadaje przez krótkofalówke "jesteśmy w pościgu za podejrzanym w kierunku ulicy ...", wyłaniają się zza rogu i mnie kują w kajdany, ręce z tyłu.

Pytają się, czemu uciekałem, a ja z gietem w buzi mówię, że nie uciekałem, tylko zmyłem się z miejsca jak zobaczyłem policje bo mogło być niebezpiecznie.

W tym momencie próbuję połknąć gieta bez gryzienia i mi staje w suchym gardle, zaczynam się dusić ale staram się nie dać poznać po sobie. Wykrztusiłem delikatnie do buzi jak już pewnie byłem fioletowy. Biorę parę głębokich oddechów i to dyskretnie żeby nie było widać. Zaczynam gryźć, pogryznione staram się połknąć znowu staje mi w gardle, znowu delikatnie, dla niepoznaki wykrztuszuje. Zdaję sobie sprawę, że połknąć w tym stanie nie mogę i muszę gadać z pełnymi ustami.

Pytają się czy to ja puszczałem fajerwerski, mówię, że nie, gość przez mikrofalówke nadaje "mamy gościa który wyszedł na jointa". Znajdują pusty worek na ziemi (mieli latarki). Mówią, że czują jaranie, więc mnie przeszukują. Po wszystkim puszczają mnie do domu. Oczywiście nic nie znaleźli.

72

#LJW

Miałem okazję pracować w charakterze ochroniarza na stadionie miejskim jednego z miast gospodarzy EURO2012. Zmiany po 24h. Praca w ochronie ekscytujących wrażeń nie zapewnia, zwłaszcza jak się robi zmiany całodobowe, toteż paliliśmy ze znajomym dla zabicia czasu :) Nie podpadało to zbytnio, niejeden trzeźwy na takich zmianach wyglądał gorzej od nas.

No i przychodzi taki jeden wieczór, że gadamy o pierdołach, a że robi się późno to wypada jakiegoś bucha przypierdolić. Wcześniej słyszałem że ma być jakaś kontrola borowików, ale mój zapierdolony kolega kazał mi to olać(generalnie chłopak ma straszne problemy z koncentracją). Więc idziemy za budkę, palimy parę lufek. Po całym dniu przerwy wchodzi mi przekurewska bania. Ciężka indica, siada na oczy, na ciało, ale przede wszystkim na pojmowanie rzeczywistości. Świat mi się powoli zaczął wyginać. Pizda jakiej nie miałem od kilku dni chyba. No i w tym momencie wychodzą ostatnie babki z namiotu, zostawiają klucze i napominają o kontroli. Kontrola BORu z psami, bo za dzień czy dwa ma wpaść sam Bronek. No i o ile mnie to nie zdziwiło to mój zapierdolony kolega zrobił się nerwowy nawiązując mniej więcej taki dialog:
- O kurwa, będzie pszypau ja mam staff przy sobie. Co my kurwa zrobimy?
- Spoko, loko, spalimy dowody(mówię tak, bo myślę że ma on tego na maksymalnie jeszcze ze 2-3 dzidy).
- Ale ja mam tego 8 gramów...

W tym momencie włącza mi się taki pierdolony slow-motion jak w filmie, ale cały czas jeszcze nie pojmuję grozy sytuacji. Ten zaczyna kombinować, staff z lufą pierdolnął pod płotem. Oczywiście cała kanciapa jebie zielem(ja to czuję, więc pies dostanie amby już z kilometra). Co gorsza mamy trzeciego znajomego na innym posterunku który też jest strasznie zajebany i ma coś przy sobie. Przez telefon nie idzie się z nim dogadać, więc zapierdolony kolega idzie objaśnić sprawę osobiście. Ja tu teraz kombinuję, koleś wróci, będziemy myśleć co zrobić ze staffem. Gdzie i jak to wyjebać, myślę sobie.

Mija 5-10 minut. Ziomek wraca. Wraca, kurwa, na czele pochodu złożonego z policjantów, borowików i paru kolesi w kominiarkach. Ogólnie mój znajomy zapierdolony jak messerschmitt prowadzi za sobą kilkunastu umundurowanych funkcjonariuszy prowadzących jednego albo dwa psy. Ja jestem na takiej piździe że wolałbym z nikim nawet nie rozmawiać, a on ich kurwa oprowadza po terenie i odpowiada na pytania. 8 gramów leży pod płotem, który oni zaczynają sprawdzać! O fak! Na szczęście znajomy ogarnia - udaje przykładnego ochroniarza i sprawdzając ten sam płot paręnaście metrów przed mundurowymi wypierdala jednym sprawnym ruchem torbę z zielem i lufę na zewnątrz. Zostaje jeszcze pierdolona kanciapa. Pies z psem wchodzi do środka a ja dopiero teraz pojmuję sytuację. Jesteśmy w miejscu pracy, na trzeciej największej imprezie sportowej na świecie, na stanowisku ochroniarza zapierdoleni jak świnie nielegalną substancją, której pod płotem leży 8 gramów(z pewnością zostały jakieś odciski na torbie), a funkcjonariusz wszedł z niuchaczem do miejsca gdzie te 8 gramów leżało cały dzień. Fak! Nogi się pode mną ugięły. Na szczęście(tutaj pozostają mi domysły) niuchacz prawdopodobnie był szkolony na materiały wybuchowe, a nie dragi i nic po sobie nie pokazał. Panowie wyszli, przeprowadziliśmy bardzo nieogarniętą rozmowę o dupie maryny, podziękowali i poszli. My odzyskaliśmy staff(szybka wycieczka na drugą stronę), ale nie chcieliśmy palić już tej nocy. Ja jeszcze długo obniżałem tętno, a spać mi się odechciało na parę godzin. De facto przypału nie było, ale od takich akcji można osiwieć.

BTW - nie mam zielonego pojęcia dlaczego ten degenerat wziął ponad 8 gieta do pracy, nie pozwoliłbym mu na to gdybym był świadomy sytuacji.

71

#O8G

Siedzimy sobie elegancko u mnie na havirce, miał być jakiś większy melanż to dwójka typków wrzuciła jakieś neuroleptyki (nie wiem co to było, ziomek przyniósł), siedzą tacy zajebani i jeden do mnie:
- A ty masz całą chatę wolną?
(jednopokojowe mieszkanie)

71

#A6B

Wczoraj.. w sumie dzisiaj. Wzialem 450 aco, puscilem szpongle na sluchawki i leze na lozku. Trip, tripem natomiast w trakcie zaczal mnie meczyc szczoch.
Tak jakby wstalem (w tym momencie kabel od sluchawek sie odlaczyl i mp3 zaczelo nadawac na glosniku) i stwierdzilem, ze skoro juz tak dobrze mi idzie, to moge zapalic szluga. Cpunska pseudorozkmina; do kibla nie dojde bo polegne gdzies po drodze i obudze caly dom. Szklanka. Wzialem ją i w tym momencie budzi sie moj pies - biedak zawsze nafura sie ziemi z pola i w nocy kaszle; ja leje, on kaszle, ja leje, rozlalem. Ledwo skonczylem, do pokoju wchodzi matka z miską wody dla niego. Nie wiem co sobie wtedy pomyslala, ale stalem na waleta, na srodku pokoju, z kiepem w jednej rece i szklanka sikow w drugiej - w tle leci szpongle - a pod stojącą u mnie w pokoju sztalugą, siedzi, kaszle i trzęsie sie pies. Jedyne co w tym momencie przyszlo mi do glowy, co wygladaloby naturalnie i nie wzbudzalo zadnych podejrzen, to "zdrowie" i w ten sposob przydrynilem wlasne szczyny. Matula wyszla, pies sie polozyl, ja dokonczylem tripa.

Acodin jest gorszy w smaku.

69

#q2

Razu pewnego napaliłem się z kolegą i łaziliśmy przede wszystkim po parku, ale przechodząc koło jakiegoś sklepu z farbami wpadliśmy na pomysł kupienia sprayu i namalowania „czegoś, gdzieś”. Wchodzimy do sklepu i mówimy jak jest „Coś taniego, co nadaje się do mazania po murach, prosimy.”. Dostajemy, co trzeba i idziemy pomalować, przede wszystkim mieliśmy skupić się na napisie „THC” na plakatach wyborczych (działo się to tuż przed wyborami). Kiedy nabazgrałem moje pierwsze „THC” stanąłem i patrzę się na nie zadowolony, po chwili zaniepokoiłem się jednak, tym że kolega nie mówi w ramach reakcji na moją pracę żadnego tradycyjnego „Zajebiste, teraz ja”. Zaciekawiony tym pytam się go:
-„No co, powiedz coś, zajebiste nie?”
-„Ale?”
-„No?”
-„Bo chyba?”
-„No co, zajebiste nie?”
-„No, ale czemu ty napisałeś tam TCH, przecież THC pisze się przez samo H. Chyba?”

69

#l2J

Zaslyszane od kumpla: Pewien piatek, a co za tym idzie impreza. Władek zakupiony, kumpel spozyl polowke przed wyjsciem, a drugą wsypal do coli, ktora nastepnie wsadzil do lodowki, po czym poszedl na balety. Nie wiadomo skad pojawia sie jego babcia i wypija tę cole. Ziomek wraca o 4 nad ranem z baletow, a jego babcia zapierdala z odkurzaczem po mieszkaniu:D.

69

#R10

Za małego szczyla w złotym wieku gimnazjalnym. Zgromadziliśmy się My - niedzielni palacze na chacie kolegi, coby przysmażyć lufę. Pierwsze kontakty z Panią M.J.
Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że towar ogarnialiśmy od starszej koleżanki, mocno siedzącej w temacie.

Z perspektywy czasu:
To był wspaniały Skun <3

Ale to jak rzucił się na banię gimnazjalistom, może twórczym, może pięknym... Poezja:
Najpierw zaczął się powolny upadek kolegi, z ciastem w ręce, przy akompaniamencie jego nieustannego śmiechu. Nogi powoli się pod uginały, a on upuszczając ciasto po drodze spotkał się z podłogą, gdzie na spędził większość fazy.
Stwierdziłem, że zabawnym będzie siłowanie się z nim na podłodze. Tu następuje wyrwanie ze znanego mi dotychczas świata...

Widzę przed sobą pomarańczowe mini krzyżyki na żółtym tle, tak jakby tekstura tapety na ścianie, oczojebnej tapety.
Następnie pojawia się obraz z gry angry birds, staję się katapulta, która strzela ptakami. Moim zadaniem jest napinanie się i wypuszczanie ptaka ku krainie zachodzącego słońca. Problem pojawił się kiedy wróciłem do świata i zorientowałem się, że miotałem kolegą na zmianę z lewej na prawą ( Trudno mi to opisać).
Ciągle się śmiał, nie obraził się. Puściłem go i zorientowałem się, że jest zaaa mocnooo.
Po tym jakże błyskotliwym stwierdzeniu weszła krzywa faza.
Apogeum było w momencie w którym przyjaciel wkręcił do mojej bani słowa:
-Stary to był krokodyl
Nagły przebłysk tysiąca obrazów, z filmów, relacji, wszystkiego. Widziałem odpadające od kości mięso za sprawą dezomorfiny, czułem potęgę ,,złych narkotyków'''. Jako gówniak lubiłem wszelkie makabryczne obrazy i regularnie się nimi raczyłem. W odpowiedzi na nagłe zniszczenie mojego małego świata, zacząłem pluć tic-tackami, próbowałem wywoływać wymioty i łezka już powoli ciekła...:-D
Ziomek się zreflektował, zobaczył, że nie jest ,,fajnie'' i próbował to ogarnąć.
Mój zbad-tripowany umysł obmyślił zemstę i zacząłem grać przed nim/i jakiś rodzaj schizofrenii, przeskakiwałem z emocji na emocję z osobowości na osobowość. Spodobało mi się granie tego rozpierdzielu w głowie na tyle, że go w sobie zaszczepiłem na czas tripa :-D
Generalnie myślałem, że jestem w filmie, starym, klatkującym. Czułem obecność złych demonów. Przysięgałem sobie, że narkotyki to zło, generalnie masa ,,farmazonów''. Nie paliłem potem przez pół roku.

69

#M9B

Znajomy z drugim znajomym (chłopaki po 12-13 lat) kupili kilka litrów ruskiej wódy na ognisko no i postanowili w dzien zakupu sprawdzić czy prawilne alko, a ognisko miało być za kilka dni, a akurat pasowałobo spali bo mogli spac w namiocie. Było to ich pierwsza taka prawdziwa najebka
No i obalili falszke we 3 no i wpadli w stan ktory mozna nazwać cos w stylu zgonu.

i jeden z nich tak obficie zesrał się na rzadko , że sraka oprócz całych zasrancyh spodni i części bluzy obejmowała plamę w namiocie o średnicy niemal 1 metra.

69

#490

Zarzuciłem sobie MDMA w domku rodzinnym koło 22:30. Domownikom powiedziałem ze spac ide aby sie odczepili, ubrałem słuchawki, zapaliłem światełka, włączyłem muzykę aby sie zacząć roztapiać.

<...roztapiam sie...kołderka utulony z muzyczka.>

Około 1 stwierdzam ze siku ide. Drogę do toalety mam przez wszystkie pokoje. Jak otwarłem drzwi to juz usłyszałem ze w sypialni siedzi mama i gada cos tam z bratem moim. No to przybieram role zaspanego grzecznego synka zeby nie rzucać sie w oczy i przejść w spokoju i... i ide.
Ide, staje w drzwiach sypialni z zmrożonymi oczami i pytam ich „jeszcze nie śpicie?” Oni duże gały na mnie i sie zastanawiam o co biega. W głowie aż szum posłyszałem. Odruchowo podrapałem sie na podbrzuszu i poprawiłem kochomes i... cos za realny ten dotyk. XD bluescreen w mózgu.
Okazuje sie ze podczas rozkoszowania sie muzyka, rozebrałem sie. Wyszedłem do nich bez spodni.
Gdy moj mózg w kończy doszedł do tego co sie odjebalo krzyknąłem „Oh sorry, zapomniałem ze zasnąłem bez piżamy” i uciekłem.

69

TripStory