#q2R

Pod koniec gimnazjum (a raczej high schoolu, bo to w UK było) z kolegą zakupiliśmy 3gramy palenia-skurwysyna i poszliśmy na wagary, z nami jeszcze dwie dziewczyny. Blisko szkoły weszliśmy na dach niskiego budynku, miejsca gdzie wiele osób chodziło bakać, i chcieliśmy tam sobie zapalić, ale akurat zza rogu wynurzył się policjant. Czułem jak się słabo mi zrobiło, bo zawsze byłem dobrym chłopcem, więc nie wypadało mi być złapanym z workiem gandzi, podczas wagarów, na dachu jakiegoś budynku.
Pan policjant podszedł i kazał schodzić. Upchnąłem szybko worek do skarpety i schodzę, ale w oczach mi trochę ciemno zrobiło. Policjant najpierw zapytał czy byliśmy wcześniej karani, a potem czemu nie jesteśmy w szkole. kumpel mówi, że odwołali nam lekcje. To policjant na to, że pójdziemy z nim do szkoły i zobaczymy, widać po nim, że coś podejrzewa. Wziął od dziewczyn ich torebki i kazał iść. Kiedy już byliśmy przy szkole minęliśmy grupę murzynów która odwróciła na moment uwagę policjanta i wtedy podjąłem decyzję, że nie mam zamiaru wracać do szkoły więc zacząłem spierdalać ile sił w nogach. Kumpel tak samo, dziewczyny nie mogły bo miał ich torebki. Gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości zaczęliśmy się zastanawiać co teraz zrobimy. Ukryliśmy się w jakiejś bramie i czekaliśmy. Po jakimś czasie kolega dostał smsa od jednej z dziewczyn, że w szkole policjant przeszukał ich torebki i, że wysłali radiowóz, żeby nas szukał :-D
Wtedy podjęliśmy najbardziej ynteligentną decyzję jaką mogliśmy - stwierdziliśmy, że wrócimy do szkoły, ale najpierw musimy wypalić cały staf jaki mamy :D z jakąś dziewczyną która się nawinęła spaliliśmy wszystko co mieliśmy i zajebani wróciliśmy do szkoły. Poszliśmy na lekcję którą mieliśmy mieć, a tam nauczycielka stwierdza, że policja nas szukała i że mamy się stawić do dyrektorki. No to poszliśmy. Kiedy dostawaliśmy zjebkę dostałem drgawek nogi i trochę odlatywałem od jarania, ale nic nie zauważyła... Co dziwne cała historia skończyła się na tym i na liście do matki, którego nie przeczytała...

65

#l5

Piękny wieczór, więc wraz z moim kompanem idziemy obrucić nasze pół grama na niedalekie podwórko. Kumpel nabija fifke i zaczynamy palić- po zakończeniu idziemy, rozmawiamy i jest wszystko ok. Po około 15 minutach stwierdzam, że za 15 minut miałem pomóc mamie z zakupami, lecz nie jestem w stanie iść do domu i idziemy pofazować razem ze znajomym na pobliską miejscówkę. Po dojściu na miejscówkę zaczyna mnie strasznie suszyć i zaczynamy mieć problem gdyż nie mamy nic do picia. Zaczynam wątpić czy wytrzymam to "suszenie" i cały czas pogłębiam negatywnego tripa. W końcu strasznie męczę swojego kolegę o to, że: mój układ oddechowy nie działa jak powinien" i zaczynam pluć sobie na rękę mówiąc do niego, że krwawię. Gdy to zobaczył nie mógł przestać się śmiać, a ja przez jego śmiech zaczełem normalnieć choć jeszcze przez jakiś czas nie było mi do śmiechu tak jak jemu. Gdy faza zaczeła schodzić, wylightowałem się niesamowicie i wszystko poza rozmową z moją matką sprawiało mi przyjemność.

64

#Q67

Moich dwoch znajomych przyuwazywzy onegdaj bielun na dzialce sasiada postanowili uraczyc sie ta zacna roslina. Po zaladowaniu wpadli na nienajlepszy, jak sie pozniej okazalo pomysl wyjscia na miasto ( a raczej wies ). Tak oto nasi bohaterowie dotarli pod szkole podstawowa. Jeden z delikwentow zaczal wydzierac sie wnieboglosy na dzieci grajace w koszykowke, ze maja wychodzic z wody bo sie utopia. Jego kompan zdezorientowany robionym przez swojego towrzysza rwetesem oddalil sie pospiesznie, co okazalo sie trafnym wyborem, jako ze wkrotce na miejscu zjawil sie dzielnicowy (na wsi tez sa dzielnicowi?). Po uslyszeniu od owego dzentelmena kilku uwag na temat swojego stanu nasz psychonauta zwrocil sie do swojego kolegi , ktorego juz tam nie bylo "on sobie chyba ze mnie kpi" , poczym zwalil sie na ziemie nie przytomny. Swoja droga wspolczuje sanitariuszom wezwanym by go podniesc i zawiesc do szpitala - ziomek wazy jakies 130 kg.

64

#V75

Kiedyś zrobiliśmy małe jezz party na chacie u mojej dziewczyny.Mieliśmy oporowo mocny towar i jeszcze go z bonia jarliliśmy na dodatek zjadłem wcześniej chyba z paczke appapu bo mnie ząb bolał dotego wypiłem jeszcze pare piw ale mimo to nic by mi nie było gdyby nie reakcja łańcuchowa.Najpierw żle poczuła się moja dziewczyna i wymiotowała,ja nadal stałem nie wzruszony.Później mojemu ziomkowi również zrobiło sie nie dobrze i chciał się przewietrzyc za oknem(4 pietro).Zwymiotował na parapet sąsiadki, przypał w chuj ale to i tak mnie nie ruszyłol. Dopiero jak moja dziewczyna wpadła do pokoju, zwymiotowała parówkami i zjadł to kot nie wytrzymałem i zwymiotowałem na podłoge obok tego.

64

#mYp

Stoje na przystanku. pale papierosa. dobry, lucky strike czerwony. lekko mnie skreca, mam jechac po braz, niech tylko przyjedzie autobus i bede nagrzany jak grzejniki przy -40 w Waszych domach. kontem oka widze, ze idzie tu 3 panow, z czego 1 to ewidentny naziol a dwoch to skurwiale dresy. mowia: siema lewaku, rzuc fajkiem. niewiele myslac wzialem swojego jedynego papierosa wyciagnalem, rzucilem na ziemie i zdeptalem, radosnie mowiac, ze nie bedzie go nikt z nich palil. to byl zly ruch, bo wlasnie w pierwszym sniegu, z ktorego sie tak cieszylem, zobaczylem, ze zostaja za mna czerwone plamy, moj nos nagle jest pod katem 90 stopni wzgledem wszystkiego, cialo co sekunde lewituje przy magicznym ruchu ciezkiego buta, a ja wbrew swej woli zmienilem polozenie o okolo 10 metrow wzgledem poczatkowego. po chwili kopania, plucia i bicia (tak, bo mialem wtedy urodziny), mowie ze mam urodziny i starczy. zapadla cisza. naziol wzial moj dowod, ktory mi wypadl z kieszeni razem z portfelem, ktory juz widzialem jak laduje w kieszeni dresa. po krotkiej naradzie ("ty, kurwa, rzeczywiscie ma urodziny!" "nie pierdol... (bierze dowod) a to sto lat - (kop)") zostalem sam. wstalem i wrocilem do domu, wiedzac ze dil mi nie da na kreche. koniec

64

Procent

No ale sam jestes debilem, sprowokowales to sobie....

3

#ng4

Zima, roku pańskiego 2015. Piździ jak sam skurwysyn. Postanowiliśmy się znietrzeźwić pomarańczowymi Rolexami (2c-b). Nie było miejscówki zbytnio, więc udaliśmy się do zioma na działkę. Na dworze chyba z minus 15 stopni, na działce wybite okno, zakryte materacem. O braku prądu chyba nie muszę wspominać, więc oświetliliśmy sobie pokój zniczami zajebanym z cmentarza. Oczywiście wuja Procent musiał sobie upierdolić pół kurtki woskiem. Ale chuj tam, zaczyna się aplikacja. Trochę piguł, alkoholu, od chuja palenia.
Impreza trwała w najlepsze, kiedy jeden z moich znajomych (po którejś tam pigule), wygłosił monolog, którego nie zapomnę chyba do końca życia:

- Kurwa mać, ja nic nie widzę
- Kurwa, ja odjeżdżam
- Co to jest szkoła, jakie ja mam oceny ?
- Ja pierdolę, chyba dostanę rentę
- Tej, jak ja przyjdę do domu, to stara będzie mi musiała nogi myć

64

#v8V

Ja dwa dni temu postanowiłem spróbować mixa dxm z benzydaminą. Dużo gości mnie odwiedziło w pokoju i jak matka weszła i stanęła w drzwiach kazałęm sie jej przesunąć bo moja koleżanka nie ma jak wejść do pokoju. Troche się na mnie dziwnie patrzy od tamtej pory.

64

#B6n

Historia odnosnie palenia i prowadzenia przez znajomego: jedzie, a raczej bedzie jechal ale pozniej, nad ranem, wracal z imprezy gdzie nie pil, ale uznal ze zapali, i zapalil fajnego czarnego hashu, posiedizal godzine i dostal telefon ze nagly powrot, zryw, szybko, bo kot w mieszkaniu odpierdolil i nie wiadomo czy zyje, zrzucil na siebie kilkanascie talerzy, dziewczyna jego w placz i ucieczka bo i tak kota nie lubila i sie go bala a na widok krwi mdlala, pobiegla po kogos tam kto mial jej pomoc. znajomy bardzo sie poczul, uznal ze poki kot zyje, i on go lubi to jedzie ratowac: szybko kawe wypil, bo szurow odmowil i wsiadl. to bylo dosc pozno, kolo 1 w nocy i tyle go widzialem, z jego relacji wygladalo to tak, ze strasznie zaczal sie skupiac na tym co ma przed soba (w ww-a pulawska jest opor dluga i pusta w nocy), ale to cos przed nim ciagle sie zmienialo. i sie zwiesil w koncu, monotonne latarnie, zolte migajace swiatla go zabily, pomyslal ze kot umiera i musi dac gazu. docisnal do konca, mowi ze silnik warczy jak nigdy, az czuje ze szybciej nie da rady, on obie rece na kierownicy, skupienie, wszystko powoli go mija i lekko sie rozmazuja smugi latarni i tylko mysl "obym zdazyl, moj kochany kot". gdy juz czul ze wszedl w nadswietlna, ze samochod zaraz sie rozpadnie, przemowil do niego glos rozsadku. powiedzial do niego - synu, wrzuc trojke, bo za sekunde przetrzesz silnik. i rzeczywscie, na liczniku 50, na twarzy wstyd, spod maski dym i uznal ze jebac kota, przeczekal na najblizszej stacji az sie poczul sprawniej. glupie to bylo, on tez to wiedzial. trzeba bylo poprosic zeby dziewczyna dobila tego kota i dalej sie bawic. a mowie tak bo kot byl w chuj stary i w koncu i tak poszedl do uspienia, bo by nie przezyl operacji i zszywania.

64

#09G

Ostatnio u ziomka.
Pojedliśmy dobrych prochów. Leżymy rozjebani w pokoju. Wstał, mówi że idzie się odlać.
Słyszę wielki huk. Wyjebał się w korytarzu rozcinając sobie głowę z tyłu. Obudził się jego ojciec i go podnosi. Dobra. Wszedł do kibla. Znowu huk.
Jeeb.
Uderzył głową w ścianę kibla, wybijając dwa kafelki ze ściany.
Wstałem i go wniosłem do pokoju.
Nic mu się nie stało.

64

TripStory