#163

Jesteśmy sobie w Tatrach, majóweczka, w miare chłodno, ognisko i wódzia. Kumpel miał urodziny więc wszyscy chleli. Mój kumpel X bardzo przesadził z ilością wypitych duszków. Zaczął odpierdalać bo już tak ma, że po alkoholu naprawde śmieszny z niego gość. Pisał magisterke wtedy z rewolucji francuskiej więc na psa owczarka który nam towarzyszył wołał Danton i prowadził z nim jakieś dziwne dyskusje, zataczał sie trzykrotnie do ogniska, prawie spaliwszy sobie dupe. Ale to w zasadzie nic wyrózniającego go z tłumu najebanych ludzi.
Jednak wydarzył sie incydent który niestety pozostanie w mej pamięci po wsze czasy. Otóż położyliśmy sie spać a chłopak dostał jakiegoś motorka w dupie bo ciągle wyłaził z pokoju, klapki gdzieś pogubił, leżał na trawie i darł ryja, więc kilkakrotnie wnosiliśmy go z powrotem do pokoju. Zirytowaliśmy sie, więc po kolejnym jego zniknieciu olaliśmy temat. Mija 15 minut, zaczęliśmy sie niepokoić. Chłopaki wyszli na poszukiwania. Wracają za chwile całkiem zabrechtani. Już wyczułem że bedzie ostro, zaprowadzili mnie na dwór, a był tam obecny szalecik dostawiony do budynku. Otwieram drzwi do owego przybytku, gdzie królowie nawet musza chadzać a tam OLABOGA!
Pan X wpół leży oparty o sedes, gacie na wpół zdjęte a na nich czekoladowa niespodzianka. Widać że ostatni heroicznym wysiłkiem starał sie sprostać zadaniu lecz bezskutecznie. Obecni tam towarzysze postanowili biedaka zostawić w takim karygodnym stanie. Mnie natomiast poruszył stopień upodlenia sie jednego z moich najlepszych kumpli więc pomogłem mu sie rozebrać i umyć. Osrane gacie i spodnie wyjebałem gdzieś hen daleko, co by ludziom nie katować powonienia. X dnia następnego zawinięty w kokon nie poszedł z nami w góry, przeleżał 3/4 dnia i czuł sie naprawde GÓWNIANIE.

64

Winyl

Bo go żescie cofali do pokoju! On sobie dobrze wyliczył ile czasu ma na dojście i mógł sobie pozwolić na chwilowe odpoczynki lezac na trawie. Tylko sie zdziwil bo za kazdym razem zaczynał od początku i kiedy było juz na borderline'ie to było za późno. Wasza wina!

25

#w0J

Pizda straszna wjechała już na przystanku Baraniaka. Taka, że nie wiadomo czy pion, czy poziom, a ziomeczek, w ogóle chyba zapomniał o grawitacji.
-W lewo, stary - próbowałem go uratować przed spierdoleniem się na tory - w lewo, ty kurwa baranie.
Zjebał się. Podnosze go i coś przykuło moją uwagę.
-Ty... ale kurwa kolor zmieniłeś
-Jucha?!
-Nie, to nie to ... - zamyśliłem się. Musiałem jednak dość szybko się odmyślić, bo ten kretyn obmacywał swoją twarz, lizał ręce i mamrotał, że nie krzepnie.
-Palancie, chodź pod światło
-Światło?! - wydukał - kurwa, światło. Ja tu ten, yyy... to , kurwa, a ty światło - teraz to już się wkurwił, nie wiedzieć czemu.
-No co ty odpierdalasz, chodź obejrzę, czy ci ryj rozjebało
-Swoją starą se, ten, kurwa oglądnij, ja tu ten...
Wziąłem go za szmaty i zaciągnąłem pod tą latarnie.
-Kurwa nie krwawisz. Masz całą pape, bez uszczerbków.
-Pierdolisz.
-Nie, ale kolor tak czy huj zmieniłeś. Tylko nie wiem czemu - znów się zadumałem.
Nagle coś pierdolło i znalazłem się na ziemi. Miałem zamknięte oczy, ale w sumie wielkiej różnicy nie było czy zamknięte, czy otwarte. Wszystko jedna kolorowa ciapa. W każdym razie znalazłem się na tej obszczanej, cuchącej , ziemi koło śmietnika, nie bardzo wiedząc co się stało.
-O kurwa! Ale urwałem! - sparafrazował ziomeczek. - Jesteś tam?
-A ty jesteś nade mną?
-Ta...
-To kurwa, tak jestem, ale już nie chce tu być.
-To mamy problem, bo się wyjebałem.
-To wstań - podsunąłem mu pomysł
Nastękał, nastękał i wstał.... znowu zmieniając kolor. Tylko teraz kurwa coś przy stopach. Postanowiłem, zatrzymać to dla siebie, jeżeli upierdolił sobie palce (w jakiś magiczny sposób) to są to jego palce i jego problem. Ja już nie będę mu tłumaczył, że ma stopę i może mi na słowo wierzyć. Właściwie to staliśmy na przystanku czekając na tramwaj, mimo, ze była poźna noc.
-Ty, chyba nic nie jedzie - zaskoczył mnie ziomeczek.
-Chyba nie. To idziemy na Lotosa (stację).
-He...
Mijając otwartego Shella po lewej ruszyliśmy ku stacji. Ruszyliśmy to jest dużo powiedziane. Niestety nigdy nie nauczyłem chodzić się po falującym betonie upierdolonym w pstrokate rozbłyskające kolorami kamyczki, gdzie pęknięcia układają się jak wzorki geometryczne w kalejdoskopie. Jeszcze tak pięknie pachniało, jakimś chemicznym powiewem, jakby wszystkie zapachy przepuścić przez przester gitarowy. Cała piękna chwila prysła, kiedy sięgając do kieszeni otarłem się o gówno tego jebanego albatrosa znad malty. Otóż, wielkie ptasie gówno, nawet w kalejdoskopie wygląda jak gówno (może ciekawiej) i jego zapach nawet po przepuszczeniu przez efekt, jebie jak gówno (wcale nie ciekawiej).
-Kurwa, masz chusteczke - spytałem
-No - i wyciąga jakieś posklejane gówno, które na moich oczach prostuje i bez żenady podaje - prawie nie używana.
-Nie, to ja wytrzymam - bezczel jebany.
Cały szczęśliwy z gównem na spodniach i od dwóch minut również na ręce spacerowałem w kierunku Lotosa. No i doszliśmy, Wchodzimy. Wcale się nie zdziwiłem, że dziwnie patrzyli. Biore wodę z lodówki, podchodzę do lady i podaje wodę. Tak, ręką.
-Proszę, serwetka - podał miły sprzedawca o wyrazie twarzy godnym ciężkiego upośledzenia.
Odwracam się do ziomka ... już wiem czemu ma inne kolory. Szybko płacę i wychodzę. Tak szybko jak zapłaciłem, cofnąłem się po chusteczki. Ponownie opuszczam stację i podchodzę do ziomka.
-Stary, niedawno wspominałem, że zmieniłeś kolor
-No, ale nic mi nie jest
-No prawie. Spójrz na nogę
-O kurwa! - spodziewałem się takiej reakcji, też myślałem, ze mu odjebało palce, tylko go to jakoś bardziej dotknęło
-Czekaj, czekaj, nie odjebało ci palców. Stary, ty kurwa zgubiłeś buta.
-O ja pierdole, a też się dziwilem, czemu mi tak w nogi piździ. I co mi kamień wpadł to nie mogłem znaleźć. A wpadło mi wuchta. Ty przez całą drogę się z tym gównem męczyłem
-Ty chodziłeś kurwa w skarpecie po betonie, idioto. Nie czułeś?
-A ty kurwa nie widziałeś?
-Widziałem, ale myślałem, ze ci palce odjebalo.
-Ty, ja też tak pomyślałem...
-Ale to jest huj. Zgubiłeś też czapkę. Temu masz inny kolor na ryju - score! zagadka rozwikłana.
-Tylko kurwa gdzie?
Nie, zagadka, jednak nie rozwikłana.

64

#vZg

Tak się złożyło, że potrzebowałem na biegu tematu i żadne moje źródło nie było dostępne w ciągu najbliższej godziny. Znajomy wykonał pare telefonów, ale się okazało że u nich tez pucha. Powiedział że ma jeszcze jedną możliwość, ale typ ma tylko na sztuki. Dodał też że nigdy od niego nie bierze. Pomyślałem że zaryzykuje, bo czekać ponad godzinę(a mogło się tez wydłużyć) mi się nie widzi, a 3 zamiast 5g jakoś mnie nie odstraszyło.
No to kumpel dzwoni i mówi mniej więcej coś takiego:
-Siema, x z tej strony, masz teraz chwilke, bo po 3 zeszyty bym wpadł, bo nie mam od kogo wziąć, a kurewsko muszę je przepisać.
Po umówieniu się, zakończył połączenie i na jego twarzy pojawił się wyraz zniesmaczenia i zastanowienia. Po chwili powiedział:
-Kurwa nie rozumiem, co on ma w bani skoro myśli że nawet jak psy podsłuchają rozmowę to nie skleją po co do niego dzwonie. Przecież on edukacje na gimnazjum skończył i ma ponad 20lat, wiec jakie zeszyty mogę od niego chcieć, kurwa...

63

#rYk

Scena z przed 10 min.

Wchodzę do apteki widzę moją ulubioną farmaceutkę (Pozdrawiam Kasiu!!). Przedemną stoi starsza babka w kolejce. Podchodzi i mówi :

- dzieńdobry, da mi Pani tego 8 paczek *wyciąga kartkę* thioCodinu (z mocnym naciskiem na C).
- Po co Pani 8 paczek? Co się stało??
- Wnuk mnie wysłał po te WITAMINY ( xD ), Pani te 8 opakowań to w każdym tylko 10 tabletek.
*mina Kasi ^^*
- Niestety nie mamy tego leku dzisiaj, w poniedziałek prosze przyjść po dostawie.
Babka jeszcze pogadała że wnuk mówił że tutaj najtaniej itp.

Potem kupiłem 3 paczuszki i porozmawiałem sobie z Kasią ;].

63

#r2w

Bardzo dobry mój znajomy ma dziewczynę, która, mimo, że jest w temacie, to bardzo nie lubi, gdy ten przychodzi do Niej pod wpływem. Niestety kumpel bardzo często nie potrafi się powstrzymać. Nie to, żeby dziewczyna była tak straszna, aby musiał się naćpac przed spotkaniem z Nią. To raczej kumpel ma słabą wolę :). Razu pewnego przyszedł do Niej, jak to miał w zwyczaju - naćpany.
Ona: Kochanie, znowu paliłeś... - rzekła patrząć na Jego przymglone oczy. - Rozmawialiśmy już przecież na ten temat. Prosiłam Cię... - powiedziała spokojnym, nieco smutnym głosem.
On: Och, Słońce Ty moje! Jesteś tak wspaniała! Nie krzyczysz na mnie (a przecież mogłabyś), mówisz, to tak spokojnym tonem, z taką miłością, troską wręcz! Matczyną! - odparł z oczami zwilżonymi łzami. - Przepraszam, jestem wobec Ciebie taki nie fair, zachowuję się jak niedojrzały gówniarz, nei zasługuję na Ciebie, na Twoją miłość, troskę! Kocham Cię! Tak bardzo CIę kocham!
Ona: Nosz kurwa, jeszcze w dodatku na pigułach jesteś...

63

#19o

Historia ku przestrodze, aby nie chodzić do sklepów naćpanym - zwłaszcza po wypłacie.
Karol (tak go nazwijmy) był grzecznym chłopcem. Od narkotyków raczej stronił, chociaż bardziej nie miał okazji, aby kiedykolwiek ich spróbować. Udało mu się załapać swoją pierwszą pracę, z której się niesamowicie cieszył. Co prawda weekendy miał wolne, ale coraz ciężej dało się go złapać na jakiś spacer, o imprezach już nawet nie wspominając.
Zadzwonił do mnie pewnego ranka z prośbą "chcę spróbować". Jego wybór padł na marihuanę (w tym czasie marihuana miała na mnie złe działanie więc byłam jedyną w miarę trzymającą się osóbką z gromady).
Wszyscy podekscytowani - no bo jak to? Grzeczny Karol i narkotyki? Na pytania co go nakłoniło do tego odpowiedział tylko "wypłata". Dla nas to był wystarczający powód.
Nie wiem ile wtedy spalili, ale widząc po towarzyszach całkiem sporo. Nie oszczędzali Karola. No właśnie - jego sponiewierało najbardziej. Gdy już powrócił do żywych, zaproponował pójście do sklepu po jedzenie. Reszta zbyt leniwa, więc w takim razie ruszyłam się ja. Myślałam, że po jakąś bułkę i picie czy batona - ale nie. On zapakował do wózka pół jebanego sklepu. Na próby odciągnięcia go od tego pomysłu reagował oburzeniem i wszczynał kłótnię, że chcę go głodzić. Ludzie wokół się patrzą, no to ok ziomuś, ale Ty płacisz. No i właśnie. Za same spożywcze zakupy (głównie batony i smakowe piwa) zapłacił prawie 400zł.
Po wytrzeźwieniu trochę się na siebie wkurwił, ale skwitował to jednym zdaniem "a chuj, mam wypłatę".

62

#vYg

Dwóch znajomych złapali w szkole na opalamiu fifki pod schodami. Narzędzie zbrodni skonfiskowano i wezwano rodziców. Przemyślenia po zdarzeniu były następujące:
- Zwiecha w chuj.
- No, 50 groszy w plecy.

62

#RPL

Na Woodstocku zakupiłem hasz (swoją drogą najlepszy jaki w życiu paliłem, ulepiłem z niego ludzika bez podgrzewania, bardziej plastyczny od plasteliny). Kupiłem spalony masażer do główki i wpadł mi natychmiast do łba pomysł: będe masował ludzi, wszyscy wyglądają ZDECYDOWANIE na zbyt mało odprężonych. Następne 2 dni latałem zjarany, skwaszony i masowałem przechodniów, ludzi jedzących śniadanko przed namiotem, kostrzyńskie rodzinki (ale to są kurwy że chuj, podchodzę do jednej babki po 40stce i pytam "Pomasować główkę?" i usłyszałem na to "żebym ja cię zaraz nie pomasowała po buźce. Bezczelny. Ja mam więcej doświadczenia od ciebie"), skinów, punków, rastuchów (ten masażer jest cudo, działa nawet przy dreadach) i kogo się tylko dało. Wiele kobiet zacvzynało pojękiwać, dostawało gęsiej skórki, prężyły się i wyginały, czasem wręcz przykucały. Czułem się jakbym był masowym oralnym kochankiem, bo to podobna czynność, jednostronna przyjemność (fizyczna, bo psychiczną miałem na maksa). Na spokojnie setkę ludzi wymasowałem :D

61

#WJ

Była imreza - dość mało osób, głośna muzyka, wszędzie porozstawiane dragi. Nikt się jednak nie stresował bo w okolicy domów nie było i nikomu zakłócanie ciszy nocnej nie przeszkadzało. Potem na imprę przyjechał diler - nawalony jak dzika świnia i z mnóstwem towaru. Chodził, częstował, sprzedawał i ciągle marudził, że muzyka jest za głośno i dzwoni na policję... Wszyscy się śmiali i mówili żeby poszedł sobie przyciszyć jak mu przeszkadza, ale on zaczął właśnie wykręcać 997.
Każdy myślał, że sobie jaja robi i olali sprawę.
A ten debil naprawdę to zgłosił i wkrótce przyjechali!
Właściciel domu nieźle się z nimi nagadał i o mało w gacie nie posrał, ale udało mu się ich nie wpuścić do środka ;)
A nienormalny diler wcale mu w tym nie pomagał... Kiedy usłyszał tekst jednego z gliniarzy "Pewnie tu jakieś narkotyki macie" wychylił się i bełkoczącym głosem wypalił
-"Narkotyki - tylko do szesnastej" %-D
Kretyn, że hehej

61

TripStory