#vZg

Tak się złożyło, że potrzebowałem na biegu tematu i żadne moje źródło nie było dostępne w ciągu najbliższej godziny. Znajomy wykonał pare telefonów, ale się okazało że u nich tez pucha. Powiedział że ma jeszcze jedną możliwość, ale typ ma tylko na sztuki. Dodał też że nigdy od niego nie bierze. Pomyślałem że zaryzykuje, bo czekać ponad godzinę(a mogło się tez wydłużyć) mi się nie widzi, a 3 zamiast 5g jakoś mnie nie odstraszyło.
No to kumpel dzwoni i mówi mniej więcej coś takiego:
-Siema, x z tej strony, masz teraz chwilke, bo po 3 zeszyty bym wpadł, bo nie mam od kogo wziąć, a kurewsko muszę je przepisać.
Po umówieniu się, zakończył połączenie i na jego twarzy pojawił się wyraz zniesmaczenia i zastanowienia. Po chwili powiedział:
-Kurwa nie rozumiem, co on ma w bani skoro myśli że nawet jak psy podsłuchają rozmowę to nie skleją po co do niego dzwonie. Przecież on edukacje na gimnazjum skończył i ma ponad 20lat, wiec jakie zeszyty mogę od niego chcieć, kurwa...

63

#rYk

Scena z przed 10 min.

Wchodzę do apteki widzę moją ulubioną farmaceutkę (Pozdrawiam Kasiu!!). Przedemną stoi starsza babka w kolejce. Podchodzi i mówi :

- dzieńdobry, da mi Pani tego 8 paczek *wyciąga kartkę* thioCodinu (z mocnym naciskiem na C).
- Po co Pani 8 paczek? Co się stało??
- Wnuk mnie wysłał po te WITAMINY ( xD ), Pani te 8 opakowań to w każdym tylko 10 tabletek.
*mina Kasi ^^*
- Niestety nie mamy tego leku dzisiaj, w poniedziałek prosze przyjść po dostawie.
Babka jeszcze pogadała że wnuk mówił że tutaj najtaniej itp.

Potem kupiłem 3 paczuszki i porozmawiałem sobie z Kasią ;].

63

#r2w

Bardzo dobry mój znajomy ma dziewczynę, która, mimo, że jest w temacie, to bardzo nie lubi, gdy ten przychodzi do Niej pod wpływem. Niestety kumpel bardzo często nie potrafi się powstrzymać. Nie to, żeby dziewczyna była tak straszna, aby musiał się naćpac przed spotkaniem z Nią. To raczej kumpel ma słabą wolę :). Razu pewnego przyszedł do Niej, jak to miał w zwyczaju - naćpany.
Ona: Kochanie, znowu paliłeś... - rzekła patrząć na Jego przymglone oczy. - Rozmawialiśmy już przecież na ten temat. Prosiłam Cię... - powiedziała spokojnym, nieco smutnym głosem.
On: Och, Słońce Ty moje! Jesteś tak wspaniała! Nie krzyczysz na mnie (a przecież mogłabyś), mówisz, to tak spokojnym tonem, z taką miłością, troską wręcz! Matczyną! - odparł z oczami zwilżonymi łzami. - Przepraszam, jestem wobec Ciebie taki nie fair, zachowuję się jak niedojrzały gówniarz, nei zasługuję na Ciebie, na Twoją miłość, troskę! Kocham Cię! Tak bardzo CIę kocham!
Ona: Nosz kurwa, jeszcze w dodatku na pigułach jesteś...

63

#19o

Historia ku przestrodze, aby nie chodzić do sklepów naćpanym - zwłaszcza po wypłacie.
Karol (tak go nazwijmy) był grzecznym chłopcem. Od narkotyków raczej stronił, chociaż bardziej nie miał okazji, aby kiedykolwiek ich spróbować. Udało mu się załapać swoją pierwszą pracę, z której się niesamowicie cieszył. Co prawda weekendy miał wolne, ale coraz ciężej dało się go złapać na jakiś spacer, o imprezach już nawet nie wspominając.
Zadzwonił do mnie pewnego ranka z prośbą "chcę spróbować". Jego wybór padł na marihuanę (w tym czasie marihuana miała na mnie złe działanie więc byłam jedyną w miarę trzymającą się osóbką z gromady).
Wszyscy podekscytowani - no bo jak to? Grzeczny Karol i narkotyki? Na pytania co go nakłoniło do tego odpowiedział tylko "wypłata". Dla nas to był wystarczający powód.
Nie wiem ile wtedy spalili, ale widząc po towarzyszach całkiem sporo. Nie oszczędzali Karola. No właśnie - jego sponiewierało najbardziej. Gdy już powrócił do żywych, zaproponował pójście do sklepu po jedzenie. Reszta zbyt leniwa, więc w takim razie ruszyłam się ja. Myślałam, że po jakąś bułkę i picie czy batona - ale nie. On zapakował do wózka pół jebanego sklepu. Na próby odciągnięcia go od tego pomysłu reagował oburzeniem i wszczynał kłótnię, że chcę go głodzić. Ludzie wokół się patrzą, no to ok ziomuś, ale Ty płacisz. No i właśnie. Za same spożywcze zakupy (głównie batony i smakowe piwa) zapłacił prawie 400zł.
Po wytrzeźwieniu trochę się na siebie wkurwił, ale skwitował to jednym zdaniem "a chuj, mam wypłatę".

62

#RPL

Na Woodstocku zakupiłem hasz (swoją drogą najlepszy jaki w życiu paliłem, ulepiłem z niego ludzika bez podgrzewania, bardziej plastyczny od plasteliny). Kupiłem spalony masażer do główki i wpadł mi natychmiast do łba pomysł: będe masował ludzi, wszyscy wyglądają ZDECYDOWANIE na zbyt mało odprężonych. Następne 2 dni latałem zjarany, skwaszony i masowałem przechodniów, ludzi jedzących śniadanko przed namiotem, kostrzyńskie rodzinki (ale to są kurwy że chuj, podchodzę do jednej babki po 40stce i pytam "Pomasować główkę?" i usłyszałem na to "żebym ja cię zaraz nie pomasowała po buźce. Bezczelny. Ja mam więcej doświadczenia od ciebie"), skinów, punków, rastuchów (ten masażer jest cudo, działa nawet przy dreadach) i kogo się tylko dało. Wiele kobiet zacvzynało pojękiwać, dostawało gęsiej skórki, prężyły się i wyginały, czasem wręcz przykucały. Czułem się jakbym był masowym oralnym kochankiem, bo to podobna czynność, jednostronna przyjemność (fizyczna, bo psychiczną miałem na maksa). Na spokojnie setkę ludzi wymasowałem :D

61

#WJ

Była imreza - dość mało osób, głośna muzyka, wszędzie porozstawiane dragi. Nikt się jednak nie stresował bo w okolicy domów nie było i nikomu zakłócanie ciszy nocnej nie przeszkadzało. Potem na imprę przyjechał diler - nawalony jak dzika świnia i z mnóstwem towaru. Chodził, częstował, sprzedawał i ciągle marudził, że muzyka jest za głośno i dzwoni na policję... Wszyscy się śmiali i mówili żeby poszedł sobie przyciszyć jak mu przeszkadza, ale on zaczął właśnie wykręcać 997.
Każdy myślał, że sobie jaja robi i olali sprawę.
A ten debil naprawdę to zgłosił i wkrótce przyjechali!
Właściciel domu nieźle się z nimi nagadał i o mało w gacie nie posrał, ale udało mu się ich nie wpuścić do środka ;)
A nienormalny diler wcale mu w tym nie pomagał... Kiedy usłyszał tekst jednego z gliniarzy "Pewnie tu jakieś narkotyki macie" wychylił się i bełkoczącym głosem wypalił
-"Narkotyki - tylko do szesnastej" %-D
Kretyn, że hehej

61

#Y59

Akcja z przed kilku lat mi sie przypomniala. Zdarzalo mi sie wtedy szamac benzydamine :rolleyes: . Wrzucilam wiec 1,5 gieta, czekajac az wejdzie pojechalam po browarki. Wrocilam do domu, pojawily sie blyski. Nagle stukanie do drzwi - gluuipia otwieram, w drzwiach stoi babcia z wujkiem. Kurrr lipa. Wpuszczam babcie gadka szmatka a blyskow coraz wiecej. Babcia mowi zawies sobie firanki w oknie, szybko wieszam chociaz zaczynaja falowac a to falowanie noe manic wspolnego z wiatrem. Wujek jak zwykle gada mi o AA, a jak juz zacznie to moze tak odzine. Czasu coraz mniej. Mysle sobie ja pierdole trzeba ich splawice. Przyjelam od wujka szczery prezent( niebieska ksiązeczke AA). W koncu poszli. Benza sie wczytala, browar sie wypil, po domu łazą jakies półprzezroczyste zwierzaki. Czas dokupic bro. Wzielam torbe, sztuke do kieszeni. Oczywiscie po drodze ze sklepu spptkalam ziomka ktory wyprowazal psa na spacer. (nie wedzial wtedy ze zazywam substancje chemiczne rekreacyjnie). Spalilismy fajke. On mi opowiada o swojej dziewczynie, ja jemu o kpniach w krzakach. On mi o psie ja jemu chuj wie o czym. W koncu mowi ze piepsze od rzeczyi odprowadzil mnie do domu. Tam zorientowalam sie ze sztuka mi wypadla z kieszeni. Wrocilam po nia na przyatanek gdzie gadalismy. Ciemno, z kazdego zakamarka wiejskiej uliczki wylaza psy, konie pajaki, wszystkie przezroczyste jak duchy...

Pointa i moral - dzieci, jesli zdecydujecie sie zażyc cipacza, upewnijcie sie ze:
1 nie bedzie gości
2 macie w domu wystatczajaco browarow
3 firanki wisza prosto

61

#K6z

Mój koleżka po mefie postanowił wziąć psa na spacer. Była zima, a on wchodzi bez koszulki z wielkim psem na smyczy do biedronki. Po 15 minutach ochroniarz coś się pultał, ale jak skoczył do niego pies to uciekł do kantorka :D

61

#YM9

Kiedyś poszliśmy w tango dość sporą ekipą. Zrobiliśmy sobie ze znajomymi rajd po barach: jeden bar - jedno piwo. W którymś momencie (po 3 piwie) dołączył do nas kumpel i mówi, że ma dla mnie to, co chciałam (majkę), tylko trzeba po nią podjechać. Wpakowaliśmy się w taksę, na miejscu od razu puk, z 10 minut poleżenia sobie i powrót do tamtych, którzy zostali w barze. Jako, że oni zdążyli zwiedzić w tym czasie dwa kolejne to mieli już trochę w czubie. Część ekipy się rozeszła, zostałam ja, kolega nr 1 (nazwijmy go Bartek), koleżanka (nazwijmy ją Aneta) i kolega nr 2 (nazwijmy go Grzegorz)- właściciel mieszkania, w którym poszliśmy się dobić. Podeszliśmy do nocnego, kupiliśmy jakiś alkohol, ja dla siebie sok, bo mnie kurewsko suszyło i do niego na chatę. Była już jakaś czarna noc i bliżej do rana, niż dalej, więc kima. Ocknęłam się na kanapie, przykryta kocykiem, koledzy na podłodze, a koleżanka w drugim pokoju. Polazłam do lodówki po piwo i obudziłam tym jednego z nich. Wyjął na stół jeszcze jednego tabsa MST dwusetki i mówi do mnie "Działaj". No to zaczęłam nam przygotowywać jak trzeba, drugi kolega (właściciel chaty) się obudził i patrzy co robimy. Koleżanka przylazła do pokoju i mówi, że ona też chce.
"Ja: Nie, nie dostaniesz, bo nie wystarczy. Brałaś kiedyś opio?
Aneta: Nie, nie brałam. Ale zawsze chciałam wziąć w żyłę.
Ja: ... <facepalm>
Bartek: Dobra, daj jej trochę, ale wypije to.
Aneta: Dobra. No ale wolałabym w żyłę.
Ja: Poka. Ty nie masz żył, pijesz. (nie chciało się jej niczego szukać xD)
Aneta: Dobra".
Ugotowałam, dla nas zaciągnęłam do pompek, ona dostała p.o. Ten mówi, że on się już ułoży na kanapie (leń patentowany), a ja, żebym mu podała. Podałam jemu, podałam sobie, a ta, która wypiła nieruszona jeszcze. Leżymy, noddujemy, Grzegorz zdążył się tam czymś podpić, bo sporo alkoholu w lodówce zostało, a kaca jeszcze nie miał, obudził się po prostu jeszcze najebany. W końcu tę trafiło.
"Aneta: Ej, chyba działa. Tak mi jakoś ciepło i błogo. Ale chce mi się rzygać...
Bartek: Njeeepjerooolll....
Ja i Grzegorz: No to gnaj do kibla!!!!!!!!!!
Aneta: Nie zdążę!" i mówiąc to zatykała już usta i zrzygała się przez otwarte okno. Nie minęło 30 sekund, a dzwoni domofon, a w nim głos:
"Nie wiem co Wy tam robicie, ale coś mi się na parapet leje!".
Myślę "Kurwa, przypał, bo to nie pierwsza libacja w tym domu, ale nigdy nie tak jawnie narkotykowa, że cały sprzęt leży w salonie".
Coś tam jej odburknęłam, pokrzyczałam sobie przez domofon, założyłam buty i poszłam do łazienki szukać szmaty. Ledwo na oczy jeszcze widziałam. Poszłam z tą ścierą do tej starej na dół i wpierdalam się jej do chaty i mówię:
"Ja Pani to posprzątam", a ta, że "Nie, nie, idźcie się dalej bawić, tylko nie wylewajcie mi nic na parapet".
Myślę "Spoko" i idę. Gadamy, noddujemy, znowu gadamy, popijamy jakieś wielkopańskie wino wytrawne, znowu przysypiamy, minęła z godzina, ktoś puka do drzwi. Otwieram. Ta sama stara z dołu.
"Ja Wam tutaj bigos przyniosłam, może zgłodnieliście" i faktycznie dała nam talerz z górą bigosu. Ale nikt go nie chciał jeść. Nigdy nie wiadomo co z zemsty tam dodała. Grzegorz chyba później to w końcu zjadł i żyje, podobno nawet smaczny był.

61

TripStory