#jq5

Ustawiliśmy się z dilem przez telefon u niego w domu.
Podjechaliśmy pod chatę, dzwonimy do drzwi, a tam jego matka otwiera.
-yyyyy...jest xyz ?
-Nie ma, a co chcecie białe czy zielone?
My w śmiech i mówimy ze zielone, 2 sztuki.
Ona poszła pod schody i wyjeła słoik pełen jarania, dropsów i spida.
Dała nam 2 sztuki, zapłaciliśmy i pojechaliśmy.

29

#gL6

Pale jamesa u siebie na balkonie (mieszkam w domku, szpan nie? xF), patrze sąsiadowi zna przeciwka kury spierdoliły xD a to taki stary dziadek.
Wiec stoje na tym balkonie i sie zlewam nieziemsko, a tamten popierdala z kijem za tymi kurami :D
W koncu postanowiłem iśc mu pomóc. Zszedłem na dół, zagadałem z nim i zacząłem mu kury łapać :D miałem potrójną zlewą, z kur, z samego siebie (dobry był ten lolek xP) i z dziadka. Biegałem za tymi kurami, wypierdalałem sie co chwila i w ogóle ciągła śmiechawa. A dziadek zamiast patrzeć na mnie jak na ujarańca stał i sie perfidnie zlewał tak jak to stare dziadki potrafią :P
W koncu wyłapałem mu te kury, dostałem czekolade w nagrode i zadowolony z siebie poszedłem do domu.

29

#9Q3

Pewnego goracego dnia, czerwiec, koniec roku szkolnego. Siedze sobie w szkole i mówie to będzie w chój nudny dzień. Nieeeeee, tak byc nie może :-D Wzięłam se i wyskoczyłam do apteki po acodyn. Wszamałam 300mg i poszedłam na lekcje rachunkowości.
Siedze sobie, obraz leko faluje, myśle se git, przynajmniej cos sie dzieje. Na moje nieszczęscie facetka wzięła mnie do odpowiedzi zeby mnie poprawić. Zaczęła pierdolic ze mam potencjał i ze ona chce zebym miała czwórke.
Ja jej na to:-sorko nie chce czwórki. (Grunt jakoś zaczął mi sie z pod nóg wysówać, kurwa co je?)
-ale sluchaj jutro przyjdziesz i mi odpowiesz.
-sorko nie przyjde, bo nie chce czwórki (zaczęlo mi sie niedobrze robić, strasznie duszno!!!)
-jak to nie chcesz?! jestes zdolna. odpowiesz i postawie Ci czwórke.
-sorko! w dupie mam sorki czwórke, sorka postawi mi trójke i ja już pójde bo sie porzygam!!!
-<sorka zmieszana> Dobrze dziecko idź do pielęgniarki, bo jakos źle wygladasz.

15

#59R

W pierwszej klasie liceum (czyli ok.5lat temu), ja i 2 ziomków z mojej klasy postanowiliśmy, ze zjaramy się na w-f(hehehe, wtedy to paliliśmy prawie zawsze w trakcie lekcji;)). Na przerwie wyszliśmy więc na boisko, spaliliśmy, kilka szkieł i wracamy. Idziemy do szatni po plecaki. Mieliśmy takie zamykane na klucz boxy- 1 na dwie klasy. Patrzymy a tu box zamknięty! Każdy szuka klucza po kieszeniach- nie ma. Idziemy do szafeczki woźnej- tam też go nie ma. Uznaliśmy, że prawdopodobnie ktoś z naszej klasy ten klucz ma, więc czekaliśmy jak wszyscy skończą wf (na który my nie mogliśmy iść bo stroje były w boxie). Tak sobie siedzimy na fotelach, gadam coś, brechtamy się. Przychodzi reszta męskiej części naszej klasy i jej część żeńska. Każdy szuka klucza- nikt nie ma. Spędziliśmy na takim poszukiwaniu jeszcze godzinę po lekcjach (wf mieliśmy ostatni). W pewnym momencie, po tej godzinie, mój zjarany kumpel zaczyna grzebać w kieszeni i... WYCIAGA Z NIEJ KLUCZ!!!! mówi: 'o jaki jestem nieuważny, był tam przez cały czas'.

20

#32Q

Idę z kolegą K do sklepu po lufki, bo chwile wcześniej ostatnia bleta poszła z dymem. Kartka z prawie dwójką dobrej indici u pana K w kiermanie. Stoimy w kolejce kiedy to do kumpla dzwoni ziomek i pyta czy mamy coś do zajarnia ustawiamy się z nim
nad jeziorem za 5 minut. Kupujemy lufki wychodzimy i udajemy się w stronę jeziora. Witamy się z kolegą P i kiedy już chcemy nabijać działa, a tu zonk... K zgubił bake. Było tylko jedno miejsce gdzie mogło to się wydarzyć, a mianowicie sklep podczas wyciągania telefonu... Ale nie straciliśmy nadziei z racji, iż w tym sklepie pracuje kumpla siostra. Wracamy K pyta się jej czy nie zostawił tu przypadkiem żadnej "karteczki" ona na to, że nie. My załamani musieliśmy skombinować coś innego i kiedy to przyszliśmy po gastro naszym oczom ukzał się obraz 3 zajebanych ekspedientek z czego jedna myła podłogę mopem przez 5 minut w tym samym miejscu.

10

#2vv

Sylwester ze 3 lata temu może. Ja bardo mocno skuty i najebany piwkami marki biedronka kenigery. Godzina dość już późna, nie wiem która mogła być. W każdym razie postanowiliśmy iść na śpioszkową lufę z ostatnim kumplem, który chciał palić, choć nie widział na oczy tak samo jak ja :-D Pech chciał, że nasza ekipa dobrze nas rozgryzła i zamiast owego zioła zamienili to na majeranek. Z racji tego, ze było zielone i podobnej konsystencji napakowałem do lufy i palimy. Dla mnie miała dziwny posmak, ale mowie chuj przepity może jestem, przepalony język czy coś. Podałem owego znajomemu, który z ochotą ściągnął 3 buchy po czym głośno stwierdził - Ooo teraz to już nic nie widzę na oczy! Zachęcony jego relacją spaliłem kolejne 3 buchy itd. Byłem zmęczony, 0 kontaktu i kojarzenia ze światem. Nie wiedziałem czy coś mi to dało czy nie natomiast kumpel przeżywał sajgon w bani. Ledwo doszedł do śpiwora i padł trupem. Mi również nie szło lekko, ale jakoś wlazłem do swojego śpiwora i poszedłem spać. Rano gdy się przebudziliśmy opowiedzieli nam o całej historii. Nie mogłem uwierzyć, ale niezła beka była :-D przynajmniej zostało jakieś 2g na porannego kaca ;>

9

#1rj

Bylem ostatnio na Ukrainie. Na "pewnym" przewspanialym forum wyczytalem, że bez problemu do ogarnięcia jest tam tramadol..
Wchodzę więc do apteki. Na ścianie ikona, pachnie kiszonymi ogórkami. Biorę glęboki wdech i twardo zaczynam
-Skolko stoit tramadol?
Chwila badawczego spojrzenia aptekarki.. (od tej pory tlumaczę na polski)
U nas tramadol jest na receptę. Nie wiem, co u was bierze mlodzierz, ale u nas kodeinę.
..I zaczyna wystawiać na ladę kolejne leki z kodeiną, dyktując cenę i jej zawartość.

To bylo.. Krępujące

13

#ZV6

Pewnego wiosennego dnia postanowiliśmy wybrać się nieduża grupką (4-5 osób) na działkę do znajomego w celu lekkiej najebki. Obkupiliśmy się w pobliskiej biedronce w asortyment i wyruszyliśmy do docelowego miejsca. Była gdzieś godzina 15, słonko ładnie grzało i wszyscy byli w dobrym humorze. Droga mijała nam błyskawicznie, mimo, iż nie należała do najkrótszych. W pewnym momencie (była to ostatnia asfaltowa droga na trasie) osoby prowadzące grupę (ja i jeden kumpel) zauważyły duży worek strunowy na środku niewielkiej drogi. W nawyku mam, że jak coś leżącego na ziemi zwróci moją uwagę to zawsze się schylam i to podnoszę. Teraz nie było inaczej. Natychmiastowo po dostrzeżeniu worka podszedłem do niego i wziąłem go w ręce. Moim oczom ukazał się duży zawinięty worek strunowy w którym były mniejsze woreczki z gandzią w środku. Bez zastanawiania wsadziłem go od razu pod pazuchę. Byłem też dziwnie podejrzliwy, bo domyślałem się, że ktoś właśnie zgubił cenna paczuszkę i jeżeli zauważyli by nas, bądź mnie podnoszącego ich własność to mogłaby wyniknąć niemiła sytuacja. Na szczęście w okolicy nie było nikogo prócz szczekających psów. Chłopaki za naszymi plecami nie byli nawet świadomi tego co właśnie znalazłem. Po dotarciu na miejsce postanowiłem wszystkich zaskoczyć i pokazać jaki fant miałem przy sobie. Okazało się, że w tym dużym worku było 7 mniejszych woreczków wypchanych po brzegi topami, które były wielkości szyszek. Nie mam pojęcia ile tam było z 20-30 g. "Impreza" początkowo miała być kontrolowanym piciem i zawinięciem się po zmierzchu. Lecz los sprawił, że siedzieliśmy tam prawie 24 h i na okrągło jaraliśmy. Na szczęście z czasem wszyscy poodpadali i zostało zapasów na następne spotkanie na działce :D Do dziś się zastanawiam jak bardzo osoby, które zgubiły towar musiały być wkurwione bądź jak bardzo miały potem przejebane xd

8

#X6m

Jarają mnie wschodnie klimaty, Ukraina, Białoruś, Rosja etc. W tym roku padło na Lwów, bo to piękne miasto i w dodatku polskie. Ale tak na wakacje bez jarania jechać to nie do pomyślenia. Miałem akurat przepyszny hasz, więc zapakowałem sobie 4 gramy w szczelne woreczki i wrzuciłem do torby. W tamtą stronę poszło bez problemów. Zresztą już wcześneij orientowałem się, że z Polski na Ukrainę Polaków raczej nie trzepią. Dużo ciekawszy był powrót. Mimo jarania do oporu została mi jeszcze spora kostka. Żal wyrzucić a wydać nawet nie miałem komu. Nic to, owinąłem szczelnie kostkę w folią spożywczą i wsadziłęm pod język, żeby w razie przypału od razu połknąć. Mięliśmy przechodzić przez granicę pieszo, wczęsnie rano, więc liczyłem, że szybko pójdzie, bo nikogo jeszcze nie będzie. Niestety się przeliczyłem. 10 rano, żar już leje się z nieba, stoję w pełnym słońcu z 30-kilowym plecakiem, kostką haszu pod jezykiem i przeklinam stojącą przede mną ogromną kolejkę ukraińskich mrówek szmuglujących fajki i wódę.
Nagle pojawia się promyk nadziei. Ktoś w tłumie zaczyna szeptać coś o wejściu dla inwalidów, że tamtędy szybciej i że wpuszczają tylko Polaków. Popytałem to tu, to tam sepleniąc trochę przy tym i w końcu dowiedziałem się, że Polaków z biletem kolejowym (?) puszczają od razu wejściem dla inwalidów.
Najpierw poszła jakaś para, pokazali coś straży granicznej i wpuścili ich osobnym wejściem, potem następna i następna. Tłum Ukraińców (którzy już wcześniej niespecjalnie byli zadowoleni) zaczyna się wkurwiać. Jako, że moja roztropna towarzyszka wcześniej zakupiła bilet kolejowy, i my postanowliśmy spróbować. Podchodzimy do uroczej pani ze straży, pokazujemy bilet, pani otwiera bramkę, żeby nas przepuścić i w tym momencie zaczyna się burda. Ukraińce wkurzyły się na maxa, rozpieprzają zapory, bramki, rzucają butelkami. Na szczęście znaleźliśmy się już za ogrodzeniem, bo pewnie dostałbym po mordzie. Nie wiadomo skąd zleciało się mnóstwo pałkarzy i próbowali opanować ten motłoch, ale co działo się dalej, to nei wiem, bo przeszliśmy już na drugą stronę.
Hasz przemyćić się udało, nie połknąłem go w nerwach, cały czas zachowałem zimną krew. A może po prostu bardzo chciałem zajarać po przejściu na drugą stronę.

29

TripStory