#qZR

Telefon:
-No siema! My już na miejscu wychodź na miasto, czekamy na Ciebie.
Plecak na plecy , torba pod pachę. Wsiadam do busa, nie było miejsc i zasiadłem koło wychowawczyni. Nudno trochę, piwa nie popiję, wrzuciłem 2mgklona- tak na dobry początek. Rozmowa się klei, droga szybko leci.

Dojeżdżamy do Krakowa, po drodze było kilka przystanków to i piwka się jeszcze dopiło, kloniaka dorzuciło. To tu to tam, pozwiedzaliśmy sobie miasto. Dostajemy tzw. "czas wolny" -moje przekleństwo. Oczywiście bar, kolejne klony, wyjebane już mam, co mnie w ogóle ta pierdolona wycieczka obchodzi. Wszędzie spóźniony, zaczynam się naprzykrzać. Nie wiem jak to się stało, w teatrze siedziałem obok wychowawczyni, aktorzy grali fajnie- szkoda, że nie wiem o czym była ta cała historia odgrywana na scenie. Przysnęło mi się. Budzony paroma liśćmi w pysk, wstaję.

Już wiem. Nie tylko ja wiem, ale oni też wiedzą. Kraków zwiedzaliśmy 2 dni, ale dla mnie to był po prostu chaotyczny ciąg wydarzeń, wariacja z powtórzeniami. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim spotykam się z ziomkiem poznanym na hajpie, wymieniamy się: on dostaje klony, ja fentanyl.

Przyszedł czas na nocleg- nie wiem czy pierwszy czy drugi, w każdym razie mój pechowy. Dorzucanie klonów nie miało końca. Od feralnego teatru jestem pod wzmożoną kontrolą wychowawczyni, tracę zakupiony browar, cierpliwość, ale nie ochotę na klony. W kiblu z chłopakami z klasy wypalamy dżojnta, może dwa. Chłopak którego częstowałem klonami ciężko ogarnia, rzyga w kiblu. Zamknąłem drzwi do pokoju co by nikt nie wparował- błąd.
Zasypiam, zapominam otworzyć zamek w drzwiach. W którymś momencie się przebudzam i słyszę jak wychowawczyni z za drzwi krzyczy żeby otworzyć, slalomem między przeszkodami dopełzam do drzwi, otwieram.
Do łóżka wracam równie pokaźnym krokiem, padam na ryj w kołderkowy puch.

Wychowawczyni grzebie mi w plecaku, widzę ją podwójnie, w ogóle to mi to pierdoli. Znajduje blister z klonami i rekwiruje. Jak ja się cieszę że nie znalazła fentanylu....

Podsumowując to zrobiłem niezły rozjeb na wycieczce, której celem była Częstochowa (tak, tak - mieliśmy się "modlić" za maturę). Ja pojechałem tylko po to żeby się zabawić, no i zabawiłem ale tylko 2 dni po bo feralnej nocy wróciłem z ojcem do domu.

66

#zX7

Moja wczorajsza goraca przygoda na kodzie.

Walnolem sobobie 330 wszystko zajebiscie ale dosc szybko zeszlo, stwierdzilem zapale sobie szluga.
No i pale tego szluga i nagle tak mnie pierdolnelo ze nie wierze, odplynoolem gdzies daleko.
Nagle cos czuje ze gorąco w łape, wybudzam sie z letargu a mi sie posciel pali, oczywiscie malutkki plomien, szybko zgasilem reka, dziura niestety wypalona dosc duza.
Ale bylo warto ;-)

74

#yXw

Było późno,ciemno i zimno, a ja wracam autobusem do mieszkania. Nastrojowa atmosfera w mym umyśle, siedzę wygodnie , obok mnie trzezwa koleżanka. Jedziemy tak, gadamy, patrze a przed nami siedzi taki maleński skulony z zimna w podartych adidaskach i dresach w dziwnej czapce. A po drugiej stronie dwa zule.
Mówię do towarzyszki ,że ja bym swojemu dziecku nie pozwoliła samemu o tak późnej porze.
Koleżanka sie usmiechnęła. Ja jeszcze cos pogadałam na temat wychowania, obserwując ów chłopczyka.
Nagle maluszek wstaje, żeby wysiąść i ku mojemu przerazeniu, odwróciwszy sie w moja stronę zobaczyłam twarz staruszki. Byłam równie przerazona, co moja towarzyszka rozbawiona, moimi dziwnymi wyobrażeniami.

72

#x1n

Wziąłem kiedyś kwasa (od tego czasu bardzo lubię kwasy). Wsadziłem sobie kartoników sztuk dwie pod język kulturalnie, w mieszkanku na drugim piętrze w bloku w towarzystwie mych trzeźwych współlokatorów. Siedzę zachwycony, podziwiam fraktale, palę jointa, oddycham razem ze ścianami a tu nagle dzwonek do drzwi. Przyszedł polecony na moje nazwisko. Przyjaciółka, nie przejmując się moim stanem, woła mnie, żebym podpisał. Przedzieram sie zatem przez kolorową dżunglę dywanu, rozdzieram zasłony ze ściany tworząc w ten sposób drzwi i podchodzę do listonosza.
- Pan XXX?
Patrzę a tu moja stara znajoma chyba jeszcze z gimnazjum.
- Kasia? Jesteś listonoszką?
- Słucham? Proszę tu podpisać.
- No Kaaachaaa, nie poznajesz? To ja, XXX.
- NIe żadna Kasia, Adam jestem. Prosze tu podpisać!
Podpisuję nieco zawiedziony i zamykam drzwi.

Zgłodniałem. Idę więc do kuchni. Po 15 min wpatrywania się w moje odbicie w ostrzu noża postanawiam z mym odbiciem porozmawiać. Treści rozmowy przytaczać nie będę, bowiem nie udało mi się dojść ze sobą do porozumienia. Jednakowoż, moi współlokatorzy zaciekawieni odgłosami z kuchni przybyli mi z pomocą w trudnej misji przygotowania kanapki.

Jem kanapkę, patrzę na lava lamp (btw polecam na fazie) i dostaję smsa od dziewczyny na której mi wtedy zależało "Co robisz?". Odpisuję: "Idę siku."

Zażenowany ograniczoną przestrzenią mieszkania wychodzę na zewnątrz w towarzystwie mojego przyjaciela ubrany w biały, lekarski kitel, który wprowadził mnie w istnie medyczny nastrój. Pierwszego napotkanego przechodnia spytałem o stan zdrowia i czy nic mu nie dolega, lecz bezczelnie mnie zlał. Drugi za to chciał mnie bić a trzeci odpowiedział, że ta dzisiejsza młodzież... ech...

Wróciłem do mieszkania, położyłem się na łóżku i podobno zacząłem jęczeć (podobno, bo tak na prawdę, to śpiewałem). Sąsiadka nawet zaczęła wybijać mi rytm uderzając w kaloryfer. To było bardzo przyjemne.

Chciałem jeszcze iść do sklepu, ale nie miałem niebieskich kaloszy. Ostatecznie resztę fazy spędziłem oglądając expose Kwaśniewskiego (spodobało mi sie nazwisko).

89

#wrm

Pamiętam jak byłem z kumplami na jakiś wiejskich baletach, zioło było ale nie było z czego zapalić. Wiocha to po 21 wszystkie (2) sklepy pozamykane, więc o fifce mowy nie było. Znaleźliśmy puszkę po piwie, mordy od razu się nam uśmiechnęły, ale pojawił się kolejny problem nie mieliśmy jak zrobić dziurek w puszce, żeby nasypać towar. Wpadłem na pomysł, że możemy wyrwać kawałek druta z płotu. Przyczailiśmy się rwiemy a z tyłu zachodzi nas właściciel z jakąś wielką łopatą. Wszyscy od razu daliśmy nogę. Druta nie wyrwaliśmy, ale polewka była na całego jak 50 letni facet gonił nas przez wieś z łopatą. A ziółko zapaliliśmy ze skręconego jojnta z gazety co była w samochodzie.

56

#vZg

Tak się złożyło, że potrzebowałem na biegu tematu i żadne moje źródło nie było dostępne w ciągu najbliższej godziny. Znajomy wykonał pare telefonów, ale się okazało że u nich tez pucha. Powiedział że ma jeszcze jedną możliwość, ale typ ma tylko na sztuki. Dodał też że nigdy od niego nie bierze. Pomyślałem że zaryzykuje, bo czekać ponad godzinę(a mogło się tez wydłużyć) mi się nie widzi, a 3 zamiast 5g jakoś mnie nie odstraszyło.
No to kumpel dzwoni i mówi mniej więcej coś takiego:
-Siema, x z tej strony, masz teraz chwilke, bo po 3 zeszyty bym wpadł, bo nie mam od kogo wziąć, a kurewsko muszę je przepisać.
Po umówieniu się, zakończył połączenie i na jego twarzy pojawił się wyraz zniesmaczenia i zastanowienia. Po chwili powiedział:
-Kurwa nie rozumiem, co on ma w bani skoro myśli że nawet jak psy podsłuchają rozmowę to nie skleją po co do niego dzwonie. Przecież on edukacje na gimnazjum skończył i ma ponad 20lat, wiec jakie zeszyty mogę od niego chcieć, kurwa...

63

#r9k

Zostaly mi kiedys dwie stowy koksu, zjadlem je w domu, sam. postanowilem, ze skoro jestem juz krolem swiata, to wykorzystam bombe na naprawienie swojego zycia.

zazdwonilem na kom. do swojego wykladowcy z przedmiotu, ktory mialem ujebany na 100%, bo bylem na nim raz i nie napisalem zadnych kolokwiow. zadzwonilem do niego i mowie, ze chce pozaliczac wszystkie kola, bo pracowalem, nei moglem chodzic do szkoly i wogole moge je pisac nawet dzisiaj. typ mnie wysmial i mowi ze nie ma mowy, wiec mowie: bede do pana dzwonil dopoki sie pan nie zgodzi, musze to zaliczyc blablablablblalab. Wysmial mnie po raz kolejny, wysmial mnie rowniez w twarz dnia nastepnego, ale trzeciego dnia zadzwonil sam i powiedzial, ze mi to zalicza, tylko zebym sie ogarnal na egzamin.

Taka, pozytywna historyjka.

46

#ojN

Zjedliśmy z kumplem jakieś psychodeliki (juz nie pamietam co to było... zioło pomieszane z czymś tam). Kumpel siedzi i mówi "Kurw... no coś nie wchodzi mi, za mało łykneliśmy/spaliliśmy". Ja patrze na niego wielkimi gałami i "jak Ci nie wchodzi to se popływaj" a on po prostu położył się i zaczął pływać w dywanie kraulem bo myślał ,że to basen....

67

#pkr

Typy nazbierały grzybów zrobiły sobie z niej jajecznice nagle do domu wraca ojciec oni panika jazda do pokoju zapomnieli o jajecznicy oczywiście i jak to w takich opowieściach bywa ojciec ją zjadł. Wchodzą do kuchni a stary siedzi i trzyma miotłe pytają się co robi a on "łowie ryby".

66

TripStory