#mEA

Pamiętam mój pierwszy niezdany egzamin na prawo jazdy. Nawet nie dane mi było ruszyć z miejsca. Tuż po otworzeniu drzwi od auta zobaczyłem na siedzeniu stówkę. Wręczyłem ją egzaminatorowi mówiąc, że on albo ktoś inny zgubił. Nakrzyczał na mnie, że on nie z tych i u niego łapówką nic nie wskóram i natychmiast przerwał egzamin. I bądź tu człowieku uczciwy.

39

#nzD

Była noc i nie mogłem spać, a w dodatku zaczęło mi się wkręcać ze mnie wszyscy chcą załatwić. Byłem młody i na tamtą chwilę moim najmocniejszym towarem była hydroxyzyna 10 mg.
A że po ciemku zacząłem poszukiwać w szufladzie piguł... no to tak szukałem i szukałem aż jakiś blister z tabletami dorwałem. Po omacki wyłuskałem cztery tablety (byłem zdesperowany w końcu brakiem snu ) pożarłem i w nadziej położyłem się spać....Kur.a spać nie mogłem dalej. Godzina mija, druga, wstaje i mówię co do kur.y jest ? Zapalam światło otwieram szufladę i patrze... i kurwa nie wierze....patrze i ciarki mnie przechodzą....patrze a tam pisze Bisacodyl.
No to miałem PRZESRANE. Do odwodnienia. Od południa do późnej nocy. Co chwile na kibel. A jelita to mi warczały jak wściekły pies. I ten ból brzucha...jak przy porodzie!

41

#oON

Poszłam z kumplem (dajmy mu na imię Arek), takim chuderlawym, wręcz anorektycznym ćpunkiem, który na pierwszy rzut oka już wygląda jak fan sajko, do innego kolegi (dajmy mu na imię Hubert), takiego przypakowanego po kryminalnemu byka, bo mówił, że "ma tego zajebistego włada jak sprzed lat, no cud, zaprasza na ćpanie, na swój koszt". Wbijamy, on naćpany jak sam skurwesyn. Sypie krechy grubości palca i długości z 10 cm, gówna miał w chuj i jeszcze trochę, więc co się będzie chłopak ograniczał. Arek z tego sobie odsypywał tak 1/4 i w to nochal dopiero. Hubert jebnął z pół tego dziesięciocentymetrowego i jeb w kimę na wyrze, na którym siedział. :D Siedzimy, gadamy z Arkiem. On dostał jakiejś weny na pisanie poezji i siedzi z notatnikiem i pisze czy tam rysuje, ja słucham jakiejś nastrojowej muzyki, czasami się do siebie odzywamy. W pewnym momencie Hubert JEB! przedramię Arkowi na szyję i go dusi i wrzeszczy coś w stylu "Zajebię Cię, chuju! Rozkurwię Ci łeb, Kamil, frajerze, słyszysz?!?!" (ważne: Kamil (imię też przykładowe) to nasz inny znajomy, który się z Hubertem przyjaźni). Arek siny, próbuje go odepchnąć, ale no to był widok jakby patykiem chcieć górę rozjebać, więc rzucam się z łapami na Huberta i tłukę po łapach, po głowie, drę mordę, w tym czasie ostatkiem sił Arek - już naprawdę w chuj siny - wjebuje Hubertowi do ryja perazynę. Hubert chyba pod wpływem tego, że poczuł coś w gębie, odzyskuje zdrowe zmysły i do nas: "O kurwa, sorry, śniło mi się, że była u mnie impreza i Kamil mnie sprowokował". Znowu uderzył w kimono, a jak Arek doszedł do siebie to zawinął trochę tego, co kupił od Huberta i daliśmy w długą.
*kurtyna*

84

#vYg

Dwóch znajomych złapali w szkole na opalamiu fifki pod schodami. Narzędzie zbrodni skonfiskowano i wezwano rodziców. Przemyślenia po zdarzeniu były następujące:
- Zwiecha w chuj.
- No, 50 groszy w plecy.

62

#wEm

Pracuję jako programista, po pracy zawsze mówię że "idę dalej kodzić do domu".
Wszystko się zgadza :D

32

#jvY

Wyszedłem z domku z nabiciem szkła, spalić je ofc. Mieszkałem z rodzicami jeszcze.
Niby spacer z psem. Stoję z nabiciem (w domu nic) zdejmuję ostatnią chmurę i podchodzi 2 panów smutnych po cywilu. Ostatnia chmura poszła im w twarz praktycznie (nie wiedziałem, że to bagiety).
Przeszukanko, nic nie znaeźli. Lufka świeża, prawie czysta więc nie wzięli do analizy.
Wyraz ich min, po spóźnieniu się dosłownie o kilka sekund- bezcenny.

Już ślinka pociekła na podwyższenie stawek a tu nic haha.
Wróciłem sobie do domu spokojnie z pieskiem, koniec historii.
Mówili że jakby było więcej opału zabrali by szkło do analizy.

45

#gxZ

Przyszedłem kiedyś do kumpla na chatę w celu kulturalnego usmażenia jointa i napicia się piffka a tam siedział kumpel który miał straszna ssawkę bo dziewczyna mu nie pozwalała sobie dawać a bardzo to lubi. Zamiast zwyczajowego siema czy pocałuj mnie w dupę usłyszałem
-ej zimno mi
-chcesz sweter ?
-nie, ale masz może emkę tak zupelnym przypadkiem?

48

#pzr

Akcja działa się z 2-3 lata temu w wakacje. Koleżance miała zwolnić się chata na weekend więc ze znajomymi stwierdziliśmy, że wpadniemy do niej w sobotę i kulturalnie pobawimy się do dnia następnego. Grupka koło 10 osób, pół na pół z przewagą dziewczyn :) . Wpadł mi do głowy pomysł żeby spróbować gałki muszkatołowej. Ponoć miała mieć działanie jak marichuana tylko, że wchodzi później i działa dłużej. Z efektów ubocznych wyczytałem, że mogą pojawić się problemy gastryczne i posiedzenie na kiblu dnia następnego ale jako, że kackupa nie jest dla mnie czymś strasznym to mnie to nie przestraszyło. Drugim pomniejszym efektem ubocznym miało być LEKKIE suszenie w ustach. Kupiłem więc dwa opakowania gałki muszkatołowej w całości, łącznie 3 orzechy.

Nadszedł ten dzień. Wbijamy koło 13-14 do koleżanki, no elo, wszyscy w dobrym humorku, koleżanka częstuje nas spaghetti i jakimiś chipsami, znajomi otwierają piwko i zaczynamy sobie gawędzić. Mieliśmy w dobrej atmosferze spędzić dzień (i noc) więc nikt nie miał dużo alkoholu - średnio po 6 piwek mieli faceci, laski trochę mniej. Wiedząc, że gałka zadziała dopiero po około 5 godzinach przystąpiłem więc do konsumpcji żeby na wieczór być w dobrym humorze. Roztarłem więc dużego orzecha na tarce, a w tym czasie koleżanka przygotowywała mi mocną sypaną kawę. Po co, zapytacie :D Otóż po pierwsze sama przyprawa ma w ch.j obrzydliwy smak i pijąc ją z mocną kawą tak tego nie czuć, a po drugie substancja w niej zawarta w połączeniu z kofeiną daje przyjemniejsze odczucie. Widząc co robię jedna z koleżanek (nazwijmy ją Z.) spytała się czy też może spróbować. Ucieszyłem się, że będę miał z kim heheszkować. Kawa gotowa więc przystąpiłem do działania i wsypałem sobie startego dużego orzecha do kawy, a koleżance mniejszego bo następnego dnia miała iść na grilla chyba do swojej nauczycielki. Jakoś daliśmy radę to wypić choć było obrzydliwe nawet z kawą. Posmak utrzymywał mi się jeszcze kilkadziesiąt minut wiec żeby go nie czuć otworzyłem moje chyba jedyne piwo i co jakiś czas je popijałem.

Godzina +1 - oboje coraz częściej nalewamy sobie czegoś do picia i bynajmniej nie ze względu na posmak (który już minął) tylko chciało nam się pić. W godzinę wypiliśmy 2l coli i musieliśmy przerzucić się na coś niegazowanego bo brzuchy mieliśmy pełne napoju i gazu.

Godzina +2 - koleżanka u której się bawiliśmy miała 5 litrowy zagęszczony syrop owocowy. Co 10 minut chodziliśmy i robiliśmy go sobie z wodą.

Godzina +3 - "hej, gdzie masz oczy?" - padały pytania i heheszkowali wszyscy dookoła. Zacząłem powoli czuć efekty.

Godzina +4 - nie chce nam się już rozrabiać syropu wiec pijemy samą wodę. Do czasu.

Godzina +5 - faza zaczęła wchodzić, uczucie lekkości, gadatliwość, żarciki i heheszki były już normą. Brzuchy jak u murzynków w Afryce ale nadal chce nam się pić. Nagle olśnienie! Tak na prawdę to nie chce nam się pić tylko mamy sucho w ustach, więc biegniemy do zamrażarki i znajdujemy kostki lodu. Ssiemy jedną za drugą żeby zniwelować to uczucie.

Teraz przechodzę do sedna. Imba przeniosła się z salonu do pokoju koleżanki. Ja i Z. położyliśmy się na łóżku, żeby trochę nam się woda przetrawiła, leżymy "na łyżeczkę", ja za nią. Ssiemy nadal kostki. Nagle... Z. mówi jakieś zdanie. Nie jestem w stanie sobie go teraz przypomnieć, nie było jakieś super śmieszne ale czułem, że za chwilę załapię i zacznę się śmiać. Przestraszyłem się tego, że mogę podczas śmiechu udławić się kostką więc stwierdziłem, że wyjmę ją na chwilę z gęby. W momencie kiedy ją wyjmowałemz z wnętrza zaatakował mnie przeogromny atak śmiechu, a przepona tak mocno się zacisnęła, że oprócz śmiechu z moich ust wyleciała też zawartość żołądka. Jako że leżałem od Z. jakieś 20 cm to hektolitry wody, które piliśmy oraz kilka nitek zjedzonego kilka godzin wcześniej spaghetti wylądowało na jej plecach i szyi Z. To co nie trafiło na koleżankę przyjęło łóżko. Jak się zorientowałem co odpierdoliłem to od razu zerwałem się na kolana i zacząłem przepraszać. Z. chyba nie skumała na początku co się stało bo powiedziała coś w stylu "Hehe, coś ty odwalił? Czy ty mnie właśnie obrzygałeś? Hehehehehhe". W tym momencie zacząłem śmiać się z nią z całej sytuacji i popuściłem jeszcze trochę. Wybiegłem szybko do łazienki bo ciekło mi z każdym mocniejszym atakiem śmiechu. Porechotałem jeszcze chwilę żeby spuścić trochę ciśnienia. Było mi mega głupio ale przez fazę nie odczuwałem jakoś mocno wstydu. Wracam do ludzi, oni patrzą się na mnie jak na debila ale jednocześnie mają ubaw po pachy z tego co się stało i z reakcji Z. która była w szoku i sama nie mogła opanować śmiechu. Właścicielka łóżka starła te kilka nitek spaghetti, trochę jej zbiło to, że obrzygałem jej łóżko ale nie była mocno zła bo w większości była to woda.

Później nie działo się już nic tak ciekawego. Wiem z opowieści, że nieźle dokazywałem, sypałem żarcikami, miałem ubaw z wszystkiego. Humor przez całą noc nam dopisywał, oczy nam prawie zarosły, już nas nie suszyło. Pobawiliśmy się do 3-4 i poszliśmy spać. Koło 10-11 część znajomych zaczęła się zbierać więc lekko się przebudziłem, pożegnałem się i poszedłem dalej w kimę. Spałem bodajże do 19 - to trzeci minus gałki, śpi się po niej wieki. Z. tego dnia była na grillu i ludzie się jej pytali czemu ma takie oczy czerwone, a ona że "na ognisku była i dym wiał w jej stronę". Ostatecznie przeprosiłem ją na trzeźwo ale sama powiedziała, że nie jest złą i miała z tego niezły ubaw. Oboje stwierdziliśmy, że nie próbujemy już tego więcej. Może i jest legalne, może i faza po tym długa i fajna ale efekty uboczne są albo niemiłe albo wręcz groźne dla zdrowia i życia.

45

#rEk

Znajomy dzwoni domofonem wcześnie rano do innego znajomego:
-Co ty chcesz?
-Zimno jest.
-No i co?
-Grzać trzeba.

45

TripStory