#r0E

Parę dni temu, po porządnym wiadrze zapragnąłem wyjść do parku popodziwiać wakacyjną przyrodę. Po pewnym czasie moje myśli skierowały się w stronę jednego z pobliskich warszawskich kebabów. Jak zapewne wiecie, kupowanie czegokolwiek w takim stanie nie jest rzeczą łatwą, a zamawianie kebaba, wybór sosów, mięsa itp. stanowi nie lada wyzwanie. Po zamówieniu kasjer upewnia się, że dobrze zrozumiał :
- Kebab extra, cienkie ciast, baranina, a sos jaki będzie ?
- Tak, tak, wszystko ok- odpowiedziałem, nie dosłyszawszy drugiej części pytania.
Następnie kolejne pytanie:
-Na miejscu czy zapakować w sreberko ?
-Nie, nie na wynos poproszę :D
I ostatni dialog, którym ośmieszyłem się już do reszty. Dałem 20 zł i czekam na resztę, kiedy kasjer pyta :
-A może 2 zł dostanę ?
-Ale ja dałem właśnie 20zł :D
-Wiem, ale byłoby mi łatwiej wydać.
Dałem 2 zł, wziąłem kebaba i czym prędzej ulotniłem się z miejsca zdarzenia

32

#qj2

Pare lat temu miałam śmieszną sytuację :-D Ogólnie jestem bardzo dobra z matematyki, lubiałam pod wpływem chodzić do szkoły, szczególnie na sprawdziany, z matmy właśnie. Wtedy mam milion pomysłów i wiele koncepcji :D pewnego dnia będąc na kodzie z dxmem (za czasów licbazy) poproszono mnie do tablicy :-D czytam zadanie, spoko, wiem co i jak, wypisuje dane, szukane i jebudu, dziura :D stoje pod tablicą z otwartą gębą i ręką z kredą w górze babka w szoku wmalowała mi piękną baniuchę do zeszytu, kazała usiąść i zostać po lekcji. Owszem, zostałam, porozmawiałam, dostałam kartkę do domu, że mam sie z rodzicami zgłosić bo przychodze naćpana :-D testy zrobiono, nic nie wykryto(!) - chociaż sie nie dziwie, byłam nowoćpunem, nie brało się kosmicznych dawek. Ojciec pizdnął babce testem na stół. Do końca szkoły patrzyła mi dość głęboko w oczy

21

#k55

Stoję kiedyś z koleżanką w kolejce w sklepie. Sobota wieczór, sklep niedaleko akademików, więc tłum studentów w środku.
Był to co prawda sklep samoobsługowy, ale do alkoholu i do warzyw trzeba było stać w kolejce (tej samej).
Kolejka na kilka metrów bo wszyscy stoją po alkohol na wieczór.
W końcu nasza kolej;
Nieźle upalona koleżanka: - poproszę ogórka
ekspedientka: - zielonego? (w sensie, że żywego a nie kiszonego)
Nieźle upalona koleżanka: (z całkowita powagą) - a są jakieś inne kolory?
Tłum za nami: hahahahahahahahaha
( jak wyszłyśmy to jeszcze na dworze było słychac ich śmiech )

21

#nZR

O 4 rano biegałem po osiedlu domków z dwoma kolesiami i dzwoniliśmy do domów. Wszystko zaczęło się od tego, że wracając z imprezy z miasta trafiliśmy przypadkiem na jakąś domówkę, wypiliśmy tam wszystkie resztki alkoholu jakie były i postanowiliśmy się przebiec. Nazwaliśmy to biegiem Adama, bo tutaj zaczyna się najlepsza część imprezy. Na podjeździe wyrzuciliśmy fujary na wierzch i przez pół godziny biegaliśmy z gołymi kutasami, a to był jakoś październik więc trochę nas wytrzepało. Jak wróciliśmy to znaleźliśmy spalone gacie kolesia, powiedzieli, że były brudne to chcieli się ich pozbyć najlepiej, że tą drogą szliśmy później do domu, wszędzie pozapalane okna i sąsiadki przeżywały przez płot że jacyś debile tutaj nago biegali.

Bieg Adama na sport narodowy!

24

#pg2

Kumpel zrzygał się w taryfie, sałaciarz mu powiedział, że ma za to dać mu 25zł, bo będzie to musiał sprzątać i mamy wypierdalać. Kumpel wyciągnął 50zł, wsadził sobie palce do ust, rzygnął mu na fotel i powiedział, że "pięć dyszek za dwa razy".

29

#j2R

Historia ze ślubu:
Ksiądz zapomniał jak nazywa się pan młody, więc chciał go dyskretnie zapytać i szepcze
-"Jak się Pan nazywa?".
Pan młody, zestresowany, nie wie o co chodzi.
Ksiądz powtarza
-" Jak się Pan nazywa?".
Tamten nadal nie wie o co chodzi, w końcu wziął mikrofon i mówi:
-" Pan nazywa się Jezus Chrystus"

47

#0Rv

W Akademiku Medyka w Krakowie ludzie sobie normalnie chlali w pokoju, impreza, jest gites.
W pewnym momencie ktoś już nieźle naprany mówi tak: Ej, a ciekawe czy taka żarówka to się do ust zmieści?.
No i nie zastanawiając się długo wsadza sobie do gęby. Zmieściła się, ledwo ledwo, ale siedzi.
Ludzie się śmieją, że fajnie itp. Ale w pewnym momencie koleś zaczyna robić jakieś rozpaczliwe gesty i macha, że nie może wyjąć.
Ludzie się z niego śmieją, że niby sobie jaja robi, bo jak włożył to i musi wyjąć!
Ale gościu widać mocuję się z tą żarówką już dłuższy czas i coraz poważniej to wygląda
Strach w oczach, szczękościsk z nerwów no i nie wyjmie. Zbić żarówki nie można,
bo wiadomo próżnia to mu szkło poharata całe podniebienie i gardło.
Nie ma rady - jedziemy do lekarza. Zadzwonili po taxi, podjechała, wsiadają.
Taksówkarz jak gościa zobaczył to się zaczyna śmiać, no bo koleś z żarówką w ryju to niecodzienny widok,
ale nic jadą do szpitala i w tym czasie ten drugi koleś opowiada taxówkarzowi co się stało. Gościu też nie wierzy,
bo przecież "jak się da włożyć to się też da wyjąć!". No nic. Dojechali, zapłacili taksiarzowi i do lekarz.
Lekarz też się ubrechtał, że czego to te studenty nie wymyślą po pijaku. Obejrzał go i mówi,
że niestety trzeba mu "poszerzyć uśmiech" skalpelem.
Zoperował, zaszył, koleś wyjął żarówkę. LUZ. Wracają, wchodzą do pokoju, a tam ... siedzi drugi koleś z żarówką w gębie
Nie wierzył, że się nie da wyjąć Jak zobaczył tego ze szwami to obrazu mina mu zrzedła.
No to nic, jadą do tego samego szpitala z gościem. Zabrał ich jakiś inny taksówkarz.
Dojeżdżają, a tu lekarz jak ich zobaczył to mało się nie poryczał ze śmiechu..

35

#9rx

Lorazepam.
Dostalem to kiedys bez zadnego problemu jako dodatek do Relanium i Sedamu. Jadac juz do domu wrzucilem 5 mg. Wchodzilo dosc dlugo, ale jak weszlo, zaczalem pedzic autem na zlamanie karku. Powod? Przypomnialo mi sie, ze za moment zamykaja jedna z najtanszych aptek, poniewaz Lorazepam wydal rozkaz: "nacpaj sie jeszcze Kodeina, bedzie fajnie". Tak tez zrobilem. Na miekkich nogach wszedlem do apteki, w ktorej pracuje moja znajoma. Tak sie rozgadalem, ze chyba jej pol zycia opowiedzialem. Od tamtej pory dziwnie sie na mnie patrzy. W domu dojebalem 900 mg Kody i jeszcze 5 mg Lorka, dopalilem co trzeba, cos porobilem i poszedlem spac. Rano do pracy, wiec wczesnie zasnalem.
W pracy podczas przerwy zgniotlem jednego lorka i wsypalem kumplowi do kawy, bo jebaniecbardziej nerwowy ode mnie. Nadcisnieniowiec i w ogole - jakby sie nazarl ketonow. Sponiewieralo go porzadnie, nigdy nie widzalem go takiego spokojnego. Do dzis nie wie, co tego dnia sie tak naprawde stalo. To, co zrobilem bylo rowniez rozkazem brata Lucyfera, Lorazepamu.
Nic jednak nie przebije tego, co stalo sie dnia nastepnego...
Wstalem jak zwykle troche po czasie, dlatego zeby sie nie stresowac, jeblem po przebudzeniu jednego Lorka i wsiadlem w auto kumpla, ktorym jezdzilem do pracy. Wydzwanial do mnie, bo bylem troche spozniony, wiec gaz do dechy.
Az tu nagle, kurwa jego mac, na zakrecie, spod przystanku, wyjechal mi PKS. Zaczalem hamowac, ale ze 130 zbilem predkosc do bodajze 50 i wyyykurrrwilem w tyl tego autobusu
To bylo ze 3 wioski od mojej chaty. Ludzie w szoku, sploszeni, wysiadaja z busa. Polowa z nich mnie zna, wiec juz plota idzie w swiat. Kierowca PKS zdegustowany, a ja co? Wyjebka.
Woda z chlodnicy poszla cala, reflektory pobite, maska do wyjebania. Rozpacz dla normalnego czlowieka, nie dla mnie. Zadzwonilem spokojnie po kumpla, ze stoickim spokojem oznajmilem mu, ze rozjebalem sie jego Transporterem. O malo nie dostal zawalu.
Dogadalem sie z kierowca, zeby nie dzwonil na policje (80 zlotych mnie to "przekonywanie" kosztowalo), no a reszte musialem sam zalatwic. Tj. nowa chlodnice, czesci, blacharza itd.
Najlepsze w tej historii jest to, ze zaraz wrocilem do domu, ale informacja o kolizju juz mnie wyprzedzila i nieco mijala sie z tym, co naprawde zaszlo. Otoz jako nieszczesliwego kierowce uznano mojego kumpla, malo tego - swiadkowie twierdzili, ze to on byl niesamowicie nacpany (ach, to nadcisnienie, dziekuje, Lorek, ze mnie uspokoiles) :D
Moral z tego taki, ze Lorazepam to istne zlo. Zlo, ktore wydaje sie byc dobrym, nawet w obliczu takich przypalow.

44

#82m

Bomba gigant absolutny, zajebałem samochod prosto z pod komendy.
Ruszam, piwo miedzy nogami, wylatuje pies i pyta czemu bez swiatel jade.
Pierwsza mysl na poczekaniu:
-"panie ja tylko samochod przeparkowac"
- "ok".
Oczywiscie daleko nie ujechalem.

39

TripStory