#PYl

Stało to się wczoraj. Mój kot jak zawsze, siedział na parapecie i obserwował ulicę przez okno. Po chwili zauważyłem że próbuje otworzyć / rozerwać woreczek z suszoną kocimiętką, który miałem (znaczy dalej mam) by zajarać raz to sobie. Zdziwiony sytuacją, wysypałem mu trochę suszu, a on to zaczął wąchać - naćpał się jebany. Na początku nie było widać dużej różnicy, po prostu chodził tak wolniej i swobodniej oraz ocierał się o wszystko. Poszedł do pokoju obok, a ja za nim. Wskoczył na router i mi go rozjebał, po prostu spadł i się eeeee... zepsuł. To ja go wyjebałem stamtąd a on dalej się mizia. Chyba serio muszę spróbować tej kocimiętki skoro tak klepie

35

#M9B

Znajomy z drugim znajomym (chłopaki po 12-13 lat) kupili kilka litrów ruskiej wódy na ognisko no i postanowili w dzien zakupu sprawdzić czy prawilne alko, a ognisko miało być za kilka dni, a akurat pasowałobo spali bo mogli spac w namiocie. Było to ich pierwsza taka prawdziwa najebka
No i obalili falszke we 3 no i wpadli w stan ktory mozna nazwać cos w stylu zgonu.

i jeden z nich tak obficie zesrał się na rzadko , że sraka oprócz całych zasrancyh spodni i części bluzy obejmowała plamę w namiocie o średnicy niemal 1 metra.

69

#N8K

Wchodzę dzisiaj do apteki, w środku tylko jedna osoba- chłopiec na oko ma może z 12 lat. Widzę, że kłóci się o coś z farmaceutka. Zaciekawiłam się o co chodzi, ale nie musiałam długo czekać, bo nagle ona krzyknęła na niego: "Chłopaku, nie sprzedam ci 15 opakowań Acodinu, wyjdź stąd i nie chce cię tu więcej widzieć!" i chłopiec wybiegł ze łzami w oczach. Żałujcie, że nie widzieliście mojej miny.

38

#LPW

Wychodzę sobie wieczorem przed dom zapalić lolka no i pale. To był taki park na tyłach kamienicy. Ktoś z tego parku puszczał w międzyczasie fajerwerki bo był okreś świąteczny.

Skończyłem palić, pstrykam kiepa, ogłądam się a tu policja w parku. Podbiegłem za róg, wyjmuje worka, z worka wyjmuję zioło, biorę do buzi, worek wyrzucam. Zza rogu słysze policjant nadaje przez krótkofalówke "jesteśmy w pościgu za podejrzanym w kierunku ulicy ...", wyłaniają się zza rogu i mnie kują w kajdany, ręce z tyłu.

Pytają się, czemu uciekałem, a ja z gietem w buzi mówię, że nie uciekałem, tylko zmyłem się z miejsca jak zobaczyłem policje bo mogło być niebezpiecznie.

W tym momencie próbuję połknąć gieta bez gryzienia i mi staje w suchym gardle, zaczynam się dusić ale staram się nie dać poznać po sobie. Wykrztusiłem delikatnie do buzi jak już pewnie byłem fioletowy. Biorę parę głębokich oddechów i to dyskretnie żeby nie było widać. Zaczynam gryźć, pogryznione staram się połknąć znowu staje mi w gardle, znowu delikatnie, dla niepoznaki wykrztuszuje. Zdaję sobie sprawę, że połknąć w tym stanie nie mogę i muszę gadać z pełnymi ustami.

Pytają się czy to ja puszczałem fajerwerski, mówię, że nie, gość przez mikrofalówke nadaje "mamy gościa który wyszedł na jointa". Znajdują pusty worek na ziemi (mieli latarki). Mówią, że czują jaranie, więc mnie przeszukują. Po wszystkim puszczają mnie do domu. Oczywiście nic nie znaleźli.

72

#K6z

Mój koleżka po mefie postanowił wziąć psa na spacer. Była zima, a on wchodzi bez koszulki z wielkim psem na smyczy do biedronki. Po 15 minutach ochroniarz coś się pultał, ale jak skoczył do niego pies to uciekł do kantorka :D

61

#G9Q

Siedze w domu z mamuska.
Porzadnie ujarany.
Wpadam na pomysl zajebac wiadro.Szykuje butelke, lufke ale w czym ja to `zanurze`.
Znalazlem jakis dzban :D.
Mamuska wbija do pokoju i sie pyta:
-co ty robisz
-ja na to:
-doswiadczenie na chemie na sile wyporu.


Przeszło o.O

52

#EPK

Pewnego pięknego i gorącego piątku w wakacje na imieninach ciotki postanowiłem zarzucić jakieś opio za jej zdrowie. Pech chciał, że maku znaleźć nie mogłem, ani na polu ani na półce sklepowej, Ula mi się przejadła i zresztą średnia wtedy już była, a antka mi się zupełnie nie chciało wałkować. Padło więc na Thio. Niestety tolerkę miałem niekiepawą i musiałem zjeść 600mg.

Obkupiony i zadowolony wróciłem do domu, gdzie kobietki i wujek krzątali się, pieczołowicie przygotowując popołudniową strawę dla gości. Wypstrykałem wszystkie tabsy do miseczki i zajrzałem do domowej apteczki w celu przyjęcia antyhistaminy. W apteczce okazało się wielkie gunwo, bo zapomniałem, że wszystką antyhistaminę zjadłem podczas ostatniego tripa i oczywiście nie uzupełniłem zapasu.

Nic to, pomyślałem i wpierdoliłem te 40 tabsów, licząc na to, że może tym razem czerwień mi ryj oszczędzi.

Było zupełnie odwrotnie. Siedząc przy stole dostałem takiego wyrzutu histaminy, że nie było na moim ciele ani milimetra skóry o normalnym kolorze. Na początku liczyłem na to, że nikt nie zauważy. ^^
Ale oczywiście zauważyli wszyscy.

Tyle, że nikt nie skojarzył, że to od kody.

Któraś z ciotki koleżanek stwierdziła, że musiało mnie coś udziabać i mam cholerną reakcję uczuleniową. Czym prędzej położono mnie zatem na leżaku rozłożonym obok, z garażu przyniesiono parasol coby mnie chronić od słońca i kazano odpoczywać.

Leżąc tak, koleżanki ciotki po kolei podchodziły do mnie wachlując mnie i podając radlery, pytając za każdym razem czy czegoś jeszcze nie potrzebuję i czy bardzo źle się czuję. Ja natomiast czułem się świetnie, napojony i rozkładany kodą w towarzystwie zadbanych, ładnych i bardzo zatroskanych czterdziestolatek.

Także czasem warto nie mieć antyhistaminy

39

#D0Y

Paliłem maczanę z nieznanej sobie substancji i chociaż zostałem ostrzeżony, że to mocne, oczywiście zignorowałem będąc na zjeździe z hex-en'u.
Przyszedł do mnie koleżka i wyszedłem z domu na piwo. Okazało się, że przez pół godziny leżałem na podłodze i nigdzie nie wychodziłem :D

Przypominam sobie to zdziwienie jeszcze jak się ocknąłem...

53

#zn7

Wracałem z apteki do lekarza (na odwrocie recepty mi napisał żeby się zgłosić po skierowanie na badania).

Postanawiam sobie zrobić przerwę na lolka. Kręcę lolka i palę i siedzę na schodach jakiejś kamienicy. Centrum miasta, ale ulica niezbyt ruchliwa, nikt nie chodzi. Środek lata, dzień.

Skończyłem lolka i wstaje i w tym momencie na ulicy zatrzymuje się furgonetka z 5-cioma policjantami. Stoje pół metra od nich, odwracam się do nich tyłem, wyjmuję worek, z worka zioło, biorę do buzi. W tym momencie kieruję się ulicą dalej wzdłuż samochodu a Ci wołają "panie, a pan gdzie, zapraszamy".

Biorą dokumenty i pytają się czy wiem co jest w tym budynku (schody na których siedziałem). Ja mówię, że nie wiem, poza tym jest nieoznakowane. Oni mówią, że tu jest oddział izreaelskiego konsulatu i że właśnie oni do nich zadzwonili, że ktoś się kręci obok ich wejścia. Ja mówię, że nic nie wiem, że nie jestem ani anarchistą, antysemitą, komunistą ani satanistą.

Mówią, że czują zioło, więc mnie przeszukają. Pyta się czy coś mam, mówię, że pusty worek, który odnajdują w kieszeni. Sprawdzają zawartość - zupełnie pusty. Pytają się gdzie jarałem, mówie im, że byłem u kumpla i tam paliliśmy.

W tym momencie coś mnie strzela w plecy (po tym lekarstwie z apteki które wziąłem pod język jak szedłem plus stres), i osuwam się na ziemię. Ci mnie chwytają za ręce co bym nic nie ściemnił i tak leżę i dwie ręce do góry wyciągniete a oni mnie za nie trzymają.

Mówię im, że po tym lekarstwie co przed chwilą wziąłem (ci się śmieją), mówią że te lekarstwo "sprawdzą". Policjantka bierze te lekarstwo które wyciągneli mi z kieszeni i wklepuje coś do internetów. Była kopia recepty razem z tym lekarstwem. W końcu mówią że OK. Ja mówię, że mogę się już podnieść, przeszukują mi jeszcze dokładnie bluzę i karzą sciągnąc buty. Przeszukują buty a tam oczywiście nic. Po ok. 30 min. puszczają mnie wolno.

59

TripStory