#AO

Kumpel wchodzi do sklepu upalony jak swinia i mówi:

-"Po ile są te chipsy za 2 złote?"

33

#rE

Piątek wieczór wracam do domu. Patrze że panuje ogólne zamieszanie. I na pytanie czy wyjde z psem odpowiedziałem, że nie. Wcześniej stary rozmiawiał przez telefon i wyłaczył głos w tv. Ja zacząłem robic coś jeść i położyłem się przed tv. Starzy wyszli z psem dobre 40min ich nie było. Wrócili a ja dalej oglądałem jakis film. W końcu sie pytają mnie czy coś mi dolega ja mowię że nie. To czego już ze 40min oglądasz film bez głosu ?? Zamurowało mnie kompletnie. W końcu powiedziałem że mi to nie przeszkadza heheh A taką fajną fabułę budowałem i rozkminiałem o co chodzi

59

#zY

Razem z kumplem znudzeni paleniem w bezpiecznym domku, w odosobnieniu od świata, doszliśmy do wniosku, że trzeba porobić coś innego pod wpływem thc. Wpadliśmy na pomysł jazdy na rowerku po lesie. Oczywiście po pewnym czasie to też nam się znudziło, wiec wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić taką wycieczkę do lasu, ale w nocy!
Kumpel na początku nie chciał. Mówił, że będzie się bał itd., ale jakoś udało się go przekonać. Ok. godziny 0.00 wjeżdzamy do lasu ujarani. Pierwsza faza to taka, że szukamy uciekających Żydów w czasie wojny (kumpel miał światło w rowerze i świecił nie na drogę, tylko po drzewach - dodatkowo rower skrzypiał jak jakis samochod patrolowy). Teksty: i tak nie uciekniecie żydy!, poddajcie się! i w podobnym klimacie.
Zrobiliśmy postój na "doładowanie konta". Wyciągam lufe, towar i nabijam. W pewnym momencie coś szeleści w krzakach za kumplem. Patrzy na mnie podejrzanym wzrokiem, ja troche się spękałem. On myśli i myśli w pewnym momencie mowi:
-ty chuju! specjalnie mnie namówileś, żeby mnie nastraszyć, a w krzakach łazi Paweł!
- nie, nie mam pojęcia co łazi po krzakach! - na prawde nie wiedzialem
w tym momencie coś zaszeleściło za mną, a kumpel:
- no tak kurwa, Bartek też tu jest!
W tym momencie byłem już spękany jak cholera, we dwóch najarani, ciemno jak skurwysyn, coś łązi po krzakach, a my w samym środku lasu!
Szybko na rowery i wielka ucieczka. Do dziś nie wiem co tam łaziło, ale na pewno nikt z naszych znajomych, pewnie jakieś zwierzaki.

Imiona przykładowe, wszelka zbieżność przypadkowa.

46

#q2

Razu pewnego napaliłem się z kolegą i łaziliśmy przede wszystkim po parku, ale przechodząc koło jakiegoś sklepu z farbami wpadliśmy na pomysł kupienia sprayu i namalowania „czegoś, gdzieś”. Wchodzimy do sklepu i mówimy jak jest „Coś taniego, co nadaje się do mazania po murach, prosimy.”. Dostajemy, co trzeba i idziemy pomalować, przede wszystkim mieliśmy skupić się na napisie „THC” na plakatach wyborczych (działo się to tuż przed wyborami). Kiedy nabazgrałem moje pierwsze „THC” stanąłem i patrzę się na nie zadowolony, po chwili zaniepokoiłem się jednak, tym że kolega nie mówi w ramach reakcji na moją pracę żadnego tradycyjnego „Zajebiste, teraz ja”. Zaciekawiony tym pytam się go:
-„No co, powiedz coś, zajebiste nie?”
-„Ale?”
-„No?”
-„Bo chyba?”
-„No co, zajebiste nie?”
-„No, ale czemu ty napisałeś tam TCH, przecież THC pisze się przez samo H. Chyba?”

69

#y7

Razem z ziomkiem(bratem) , laską i dwoma innymi kumplami mielismy kartoniki. Wrzucilismy a brat powiedzial ze mozna sobie to pod napletka wsadzic, odradzalismy ale to zrobil. Idziemy w miasto. Zwała z wszystkiego, stwierdzilismy ze idziemy do lasu, a potem na drugą strone miasta (tam gdzie sa kluby) nagle w środku lasu ziomek(brat) zaczyna krzyczeć. podchodzimy do niego, gdyż troszeczke zboczył z drogi.
- Ej brat co jest?
-Nic kurwa, zajebiście jest, zajebiście.
I co tu skwaszonemu kolesiowi odpowiedziec?! no co?! stalismy i sie gapiliśmy.
A brat zaczyna sie rozbierać, moja laska sie odwrocila, a my stoimy i sie gapimy, nawet nie wiemy czy sie smiać czy co.
- Co sie kurwa lampicie, pomóżcie no!
Czekamy na dalszy rozwój sytuacji. Wreszcie ziomek sie otworzyl, powiedzial co mu lezy na duszy.
- No kurwa nie ma go - i patrzy na swoj interes - nie ma, wchłonął sie i co teraz, co teraz!
- Ziom pewno ci wylecial nie stresuj sie
- Ale co? jak sie wchłonął. - nie moglismy ukryc zdziwienia
- No on, no karton no, no wchlonął sie kurwa, jak mi sie cos stanie, no ej no, wchłonął sie w mój układ erotyczny, i co teraz?! (bardzo dokladnie odwzorowana rozmowa, wręczcytowana, nie zapomne jej chyba nigdy :D)
TAk wyglądała mniej wiecej rozmowa przez najblizsze 20m. wreszcie ziomek sie rozebrał usiadł nago w lesie i beczy. Beczy fhuj. godzina 21, dosyc uczęszczana drózka lesna (ale to był 2002r wiec jeszcze paly tak nie scigaly) a tu skwaszony nagi koleś siedzi i beczy. Wreszcie sie zebrał kolo 21.15 i zaczął szukać kartonika. Kazał sobie zaglądać w odbyt i w ogole bleeeee. Nagle sie ubrał, wysmarkał, otarł twarz, wstał i rzekł.
- Ej, ja go chyba zjadłem.
Usmiecha sie i wyjmuje spod jezyka kawalek zżutego kartonika....

Na następny dzien okazalo sie ze trrzymał go pod napletem ale nic nie czul wiec go zjadł. Fuj...

32

#x9

Bylysmy okrutnie ujarane (haszem wyjatkowo;)) I w tym cudownie-haszyszowym stanie postanowilysmy wyjsc do ludzi (co czasme bywa bardzo przykrym doswiadczeniem na zjaraniu dla mnie). I pech - spotykamy kolege, ktory nie ma pojecia o niczym i przed ktorym za wszelka cene staramy sie ukryc nasz stan. Ponownie pech- koles wypala, ze wlasnie byla u niego w domu stypa po smierci babci, ktorej sie zmarlo 2 dni temu. Mowil to z takim przejeciem i tak jakos.. nie pasowalo to do niego (typowy jajcarz, od rozbawiania towarzystwa), ze dluzej juz nie wytrzymalysmy. Prawie sie zabilysmy wylewajc z tego co mowil, a najgorsze, ze im bardziej staralysmy sie powstrzymac od brechu, tym bardziej nas cala sytuacja nakrecala. Sick!!

67

#wR

Sylwester u dziewczyny której rodzice wyszli i myślą że córcia poszła spać.Nagle o 1 w nocy nowego roku starzy wracają na chatę.
-Uciekajcie przez balkon ,bo starzy mnie zajebią!Mówi do nas nie wiadomo po co bo przecież i tak nic by się nie ukryło.
W ferworze oczywiście wylazłem przez balkon i czekam na rozwój sytuacji,stojąc na śniegu(nie miałem butów ani kurtki)
Po kilku minutach stary wychylił się z balkonu i mówi:
-A ty co tu robisz?
-Ja...??
...nic stttoję .... wycedziłem zzniębnięty

29

#vm

wchodze sobie kiedys do takiego klasycznego malego osiedlowego spozywczaka spalony okrutnie.
No i do pani ekspedientki taki tekst:
- dzien dobry sa drozdowki?
- nie, nie ma.
- a co jest?

42

#nR

To było w szkole średniej, wycieczka klasowa (3 lata temu). Przecholowałem z paroma rzeczami w autobusie. Chłopaki chcieli mi "pobudzić żołądek do trawienia". Popiłem alkoholem i się zaczęło. Coś bulgocze mi w bebechach. Wkręciłem sobie że mi kiszki pękną, to lece szybko na przód do wywchowawczyni i mówie, że źle mi i prosze zatrzymać busa bo musze haftować. A kobieta do mnie, juz nie daleko, idź i nie kombinuj. To poszedłem. Siadam i znów te bulgotanie czuje. No to wstaje i znów ide. Mówie: prosze zatrzymać ... i bełt na panią wychowawczynię.
Przykre to było, później mnie zaczepiały inne nauczycielki cały dzień, czy już wyzdrowiałem.
Od tamtej pory, autobus to dla mnie świątynia trzeźwości.

29

TripStory