#895

To było gdzieś w roku 2001 późnym latem...
Na obrzeżach miasta jest u mnie dużo "metalowców" tzn. złomiarzy. Nawet spoko goście. Idę kiedyś z sklepu z piwem i papierosami, patrze, a w rowie za krzaczyskami siedzi znajomy Staszek i obiera kable aluminiowe z izolacji. Marian pomaga, ale nić nie gada. Jakiś zamulony:) No to gadka, szmatka po papierosku....zajebał mi piwo.. i nagle mi mówi że na melinie maja alkohol w tabletkach !
Tabletki sprzedają po 3 zł, dwie tabletki na kubek i człowiek najebany na cycuś. Tylko że trochę .... gorzkie :)
To ja zaczynam się śmiać i mu mówię że niech nie pier...li :)
A on do mnie: siedziałem już 4 razy, git człekiem jestem, charakternie chodź z nami to zobaczysz!
Nie chciało mi się iść do tego syfu, ale i tak nie miałem co robić, no to idę, a raczej wlokę się za wózkiem :)
Na miejscu wchodzę do szopy, a tam cztery osoby śpią :) Dwóch przełożonych miedzy sobą jak koty na podłodze, jakaś stara baba bez stanika, jeden gościu coś mamrota zaszczany na kanapie.
Myśle ... japi...le , Stasiu podbija i mi pokazuje reklamówke z parunastoma fiolkami aluminiowymi !
No zobacz, biorę jedną a tam po rusku.... coś zrozumiałem.... barbi..u...wy.... mniejsza z tym;
Otwieram, w papierku po 10 białych tabletek ....
A on do mnie z uśmiechem ..no widzisz młody, Ci rano pili po 3 tabletki i do teraz najebani :]

52

#60Q

Ale człowiek po tych benzo głupieje.
Poskładałem wydarzenia z piątku, kiedy to raczyłem się klonazolamem i piwkami. Byłem już nieźle naćpany a godzina była piąta. Pomyślałem, że dla animuszu naćpam się jeszcze kodeiną.
Z centrum miasta wzialem zamowilem taryfe zeby jak najszybciej nachapać się małych skurwysynków.

Wbijam do apty, czuje się ocztywiście super. Proszę o Thiocodin . Zakupiłem i wyszedłem.
W tym momencie otrzeźwienie, że trzeba jeszcze drugą paczkę kupić.
W akcie desperacji wpadłem na wtedy mi się wydawało genialny pomysł,
Byłem ubrany na zimowo, więc zdjąłem czapkę, szalik i schowałem do kurtki. W tamtym momencie myslalem , że taki myk wystarczy żeby aptekarka mnie nie poznała.
Wbijam, bełkocząc proszę o thiocodin a Aptekarka do mnie że mi już nie sprzeda.

Kurwa, ale się zbłaźniłem.

Musiałem jechać do drugiej nocnej apty.

Ah te eskapady na benzo.

42

#490

Zarzuciłem sobie MDMA w domku rodzinnym koło 22:30. Domownikom powiedziałem ze spac ide aby sie odczepili, ubrałem słuchawki, zapaliłem światełka, włączyłem muzykę aby sie zacząć roztapiać.

<...roztapiam sie...kołderka utulony z muzyczka.>

Około 1 stwierdzam ze siku ide. Drogę do toalety mam przez wszystkie pokoje. Jak otwarłem drzwi to juz usłyszałem ze w sypialni siedzi mama i gada cos tam z bratem moim. No to przybieram role zaspanego grzecznego synka zeby nie rzucać sie w oczy i przejść w spokoju i... i ide.
Ide, staje w drzwiach sypialni z zmrożonymi oczami i pytam ich „jeszcze nie śpicie?” Oni duże gały na mnie i sie zastanawiam o co biega. W głowie aż szum posłyszałem. Odruchowo podrapałem sie na podbrzuszu i poprawiłem kochomes i... cos za realny ten dotyk. XD bluescreen w mózgu.
Okazuje sie ze podczas rozkoszowania sie muzyka, rozebrałem sie. Wyszedłem do nich bez spodni.
Gdy moj mózg w kończy doszedł do tego co sie odjebalo krzyknąłem „Oh sorry, zapomniałem ze zasnąłem bez piżamy” i uciekłem.

69

#19o

Historia ku przestrodze, aby nie chodzić do sklepów naćpanym - zwłaszcza po wypłacie.
Karol (tak go nazwijmy) był grzecznym chłopcem. Od narkotyków raczej stronił, chociaż bardziej nie miał okazji, aby kiedykolwiek ich spróbować. Udało mu się załapać swoją pierwszą pracę, z której się niesamowicie cieszył. Co prawda weekendy miał wolne, ale coraz ciężej dało się go złapać na jakiś spacer, o imprezach już nawet nie wspominając.
Zadzwonił do mnie pewnego ranka z prośbą "chcę spróbować". Jego wybór padł na marihuanę (w tym czasie marihuana miała na mnie złe działanie więc byłam jedyną w miarę trzymającą się osóbką z gromady).
Wszyscy podekscytowani - no bo jak to? Grzeczny Karol i narkotyki? Na pytania co go nakłoniło do tego odpowiedział tylko "wypłata". Dla nas to był wystarczający powód.
Nie wiem ile wtedy spalili, ale widząc po towarzyszach całkiem sporo. Nie oszczędzali Karola. No właśnie - jego sponiewierało najbardziej. Gdy już powrócił do żywych, zaproponował pójście do sklepu po jedzenie. Reszta zbyt leniwa, więc w takim razie ruszyłam się ja. Myślałam, że po jakąś bułkę i picie czy batona - ale nie. On zapakował do wózka pół jebanego sklepu. Na próby odciągnięcia go od tego pomysłu reagował oburzeniem i wszczynał kłótnię, że chcę go głodzić. Ludzie wokół się patrzą, no to ok ziomuś, ale Ty płacisz. No i właśnie. Za same spożywcze zakupy (głównie batony i smakowe piwa) zapłacił prawie 400zł.
Po wytrzeźwieniu trochę się na siebie wkurwił, ale skwitował to jednym zdaniem "a chuj, mam wypłatę".

62

#ZWE

Wale połowe jakiegoś NBOME sprzedanego jako kwas.. miał być candyflip
jest chujowo, dziwnie się chodzi, serce mi napierdala, dostaje wazo..
ide na zabawe.. jebać, dojde jakoś
uszedłem połowe drogi tj. jakieś 2 albo 3 km.. no jest gorzej.

Jestem sam, jest noc, mam tylko pixe na MDA, picie i zjebany telefon, który odrazu wysiadł zanim wyszedłem z chaty.

Pomyślałem, że mam jakąś gęstą krew i za wolno płynie.. trzeba więc dorzucić troche pixy coby ją pobudzić i rozrzedzić (debil)
nerowo przepijam izotonikiem, wypijam całego od razu..
jak można się domyśleć nie pomogło.

położyłem się w jakimś mokrym rowie, żeby mieć nogi do góry, bo w tedy niby szybciej do mózgu wpłynie,
było ciężko, jednak nie dam rady tego przesiedzieć


doszedłem do jakiegos randomowego domu obok i poprosilem o pomoc,
oczywiście zjebali mnie.. i powiedzieli, żebym poszedł do sąsiadów, ale ubłagałem
eRka już po mnie zapaierdala.
Leże w samych spodniach na ulicy w środku nocy, wokół mnie jakaś rodzina, podawają mi zimną wode w butelkach którą polewam ciało.
Wyje, wołam o pomoc, agonia, strach, śmierć, wykręca mnie we wszystkie strony, cały odrętwiały

mili panowie ratownicy zabierają mnie na SOR, leże sobie przypięty pasami..
i mówie im, że chce mi się baaardzo szczać i czy nie mogli by gdzieś stanąć bo nie wytrzymie.. i się zleje
''nie pierdol, już nie daleko, wytrzymasz''

Nagle słyszę : jakieś koguty.. syreny... myśle '' mam przejebane, policja jedzie za nami, zrobią mi badania i będzie przypał, nie potrzebne pytania idt..''

Pytam więc panów z karetki co to za wycie.. co to za sygnały, psy za nami jadą ?


Ratownicy: ''Nie, jedziemy na sygnale, bo tobie się szczać chce''
xddd
niezły polew mieli ze mnie

pół nagi trzęsący na sor, zastrzyk z rollek, i cześć.

58

#YM9

Kiedyś poszliśmy w tango dość sporą ekipą. Zrobiliśmy sobie ze znajomymi rajd po barach: jeden bar - jedno piwo. W którymś momencie (po 3 piwie) dołączył do nas kumpel i mówi, że ma dla mnie to, co chciałam (majkę), tylko trzeba po nią podjechać. Wpakowaliśmy się w taksę, na miejscu od razu puk, z 10 minut poleżenia sobie i powrót do tamtych, którzy zostali w barze. Jako, że oni zdążyli zwiedzić w tym czasie dwa kolejne to mieli już trochę w czubie. Część ekipy się rozeszła, zostałam ja, kolega nr 1 (nazwijmy go Bartek), koleżanka (nazwijmy ją Aneta) i kolega nr 2 (nazwijmy go Grzegorz)- właściciel mieszkania, w którym poszliśmy się dobić. Podeszliśmy do nocnego, kupiliśmy jakiś alkohol, ja dla siebie sok, bo mnie kurewsko suszyło i do niego na chatę. Była już jakaś czarna noc i bliżej do rana, niż dalej, więc kima. Ocknęłam się na kanapie, przykryta kocykiem, koledzy na podłodze, a koleżanka w drugim pokoju. Polazłam do lodówki po piwo i obudziłam tym jednego z nich. Wyjął na stół jeszcze jednego tabsa MST dwusetki i mówi do mnie "Działaj". No to zaczęłam nam przygotowywać jak trzeba, drugi kolega (właściciel chaty) się obudził i patrzy co robimy. Koleżanka przylazła do pokoju i mówi, że ona też chce.
"Ja: Nie, nie dostaniesz, bo nie wystarczy. Brałaś kiedyś opio?
Aneta: Nie, nie brałam. Ale zawsze chciałam wziąć w żyłę.
Ja: ... <facepalm>
Bartek: Dobra, daj jej trochę, ale wypije to.
Aneta: Dobra. No ale wolałabym w żyłę.
Ja: Poka. Ty nie masz żył, pijesz. (nie chciało się jej niczego szukać xD)
Aneta: Dobra".
Ugotowałam, dla nas zaciągnęłam do pompek, ona dostała p.o. Ten mówi, że on się już ułoży na kanapie (leń patentowany), a ja, żebym mu podała. Podałam jemu, podałam sobie, a ta, która wypiła nieruszona jeszcze. Leżymy, noddujemy, Grzegorz zdążył się tam czymś podpić, bo sporo alkoholu w lodówce zostało, a kaca jeszcze nie miał, obudził się po prostu jeszcze najebany. W końcu tę trafiło.
"Aneta: Ej, chyba działa. Tak mi jakoś ciepło i błogo. Ale chce mi się rzygać...
Bartek: Njeeepjerooolll....
Ja i Grzegorz: No to gnaj do kibla!!!!!!!!!!
Aneta: Nie zdążę!" i mówiąc to zatykała już usta i zrzygała się przez otwarte okno. Nie minęło 30 sekund, a dzwoni domofon, a w nim głos:
"Nie wiem co Wy tam robicie, ale coś mi się na parapet leje!".
Myślę "Kurwa, przypał, bo to nie pierwsza libacja w tym domu, ale nigdy nie tak jawnie narkotykowa, że cały sprzęt leży w salonie".
Coś tam jej odburknęłam, pokrzyczałam sobie przez domofon, założyłam buty i poszłam do łazienki szukać szmaty. Ledwo na oczy jeszcze widziałam. Poszłam z tą ścierą do tej starej na dół i wpierdalam się jej do chaty i mówię:
"Ja Pani to posprzątam", a ta, że "Nie, nie, idźcie się dalej bawić, tylko nie wylewajcie mi nic na parapet".
Myślę "Spoko" i idę. Gadamy, noddujemy, znowu gadamy, popijamy jakieś wielkopańskie wino wytrawne, znowu przysypiamy, minęła z godzina, ktoś puka do drzwi. Otwieram. Ta sama stara z dołu.
"Ja Wam tutaj bigos przyniosłam, może zgłodnieliście" i faktycznie dała nam talerz z górą bigosu. Ale nikt go nie chciał jeść. Nigdy nie wiadomo co z zemsty tam dodała. Grzegorz chyba później to w końcu zjadł i żyje, podobno nawet smaczny był.

61

#XMl

Tydzień temu tak o 18 wzięłam sobie 4-ho-mipta. Byłam sama w domu, więc puściłam sobie muzykę na głośnikach, a dopiero koło 21 miał wrócić do domu mój brat. Mniej więcej o 19 zobaczyłam na półce klucze mojego taty. Uroiłam sobie, że właśnie wrócił do domu tylko musiałam nie usłyszeć przez muzykę, więc spanikowałam (bo zdecydowanie nie wyglądałam na trzeźwą) i schowałam się do szafy. Siedziałam tam 2 godziny. Wyszłam dopiero jak mój brat przeszukał cały dom i w końcu otworzył szafę, bo "coś się w niej ruszyło". Nadal się nie wytłumaczyłam jak to się stało

47

#W8X

Za małolata, dawno temu z 7lat będzie. Siedzę u wujka on ogląda tv w salonie, ja zjarałem na balkonie blanta i poszedłem smażyć frytki, nalałem oleju rozgrzał się , wrzuciłem frytki i poszedłem do salonu powiedzieć wujkowi że idę się wykąpać... No i poszedłem...

Zapomniałem o frytkach , po jakichś 20min zajarały się firanki i meble wujo poczuł dym , gasilismy koce. Cała kuchnia czarna , meble zjarane i o mały włos bym zjarał całą chatę.

42

#VN9

Pod wpływem dzieją się dziwne rzeczy.
W trakcie tripu na miprocynie musiałam wracać do domu od ówczesnego mężczyzny. Czekałam grzecznie na autobus miejski, aż zaczepił mnie kolega, którego kojarzyłam z widzenia. Nie była to jakaś bliska relacja - byliśmy jedynie na "cześć" i czasem jak na siebie trafiliśmy to rozmawialiśmy o mało istotnych rzeczach ("patrz jak pada deszcz hehe a ja bez parasola hehe").
Sama podróż psychodeliczna - co jest ważne - była podróżą duchową. Od dłuższego czasu odczuwałam tęsknotę za Absolutem (przeszło mi), a narkotyk jeszcze bardziej wyciągnął to na wierzch. Owy kolega zaczął do mnie zagadywać o Bogu. Sama rozmowa ryła mnie dość mocno, a z kąta przystanku jakiś starszy mężczyzna raczący się jabolem walnął butelką o ziemię i zaczął się śmiać chorobliwie powtarzając "Maryja dała dupy" i "źrenice szatana" (nie wiem czy miał wtedy na myśli moje wyjebane źrenice czy powiedział coś innego, a mój naćpany mózg tak to sobie usłyszał).
Sama sytuacja była na tyle niecodzienna dla mnie, że długo się zastanawiałam czy to narkotyki sobie ze mnie żartują czy na serio ta sytuacja miała miejsce. Wciąż nie wiem.

38

TripStory