#ymw

Pewnego razu doznałem sobie satori po kwasach i następnego dnia jak prawdziwy słowiański Budda postanowiłem sobie wyjść z innymi człowiekami na piwerko do parku. Jako że ze wsi jestem to do miasta rowerem pojechałem i idę sobie z towarzystwem jako ostatni bo prowadzę mojego rumaka, a tu jakaś obca babuszka mnie zaczepia i coś mówi. Miała gdzieś 100 lat, 1.4m wzrostu, okulary à la detektyw Rutkowski i typowy moherowy mundur. Inni myśleli, że to pewno jakaś rodzina to poszli dalej. W normalnych warunkach to bym ją zbył, ale postanowiłem jej posłuchać, bo wciąż byłem oczarowany pięknem i za razem ironią wszechświata dzięki moim duchowych doznaniom napędzanym srogim ćpańskiem.

I tak się pyta czy jestem facetem i czy jej pomogę. No to mówię, że zależy, a ona (niestety) że potrzebuje mnie do jakiś swoich babuszkowych intryg żebym poszedł do jakiegoś bloku, zadzwonił domofonem i coś nakłamał, że pizza czy kolęda przyszła, tak żeby drzwi od klatki otworzyli i ona się wtedy wkradnie do środka. A ona musi się tam dostać bo musi powiedzieć jakiemuś typowi co ją popchnął i okulary potłukł, żeby się zabił bo jest gównem. Dodała też, że facet jest pojebany i agresywny, ale nie ma się co bać, bo ona wie jak sobie z takimi radzić.

I tak jak dzieliła się ze mną swoim misternym planem to żeby się nie śmiać wcieliłem się w rolę Janusza po ćwiartce rozmawiającego ze szwagrem: "No prawda! A co to za człowiek że tak ludzi obraża. No ja mówię, że z takimi to uważać trzeba!" I tak sobie chyba z 15 minut słuchałem, a jak już moje współczucie dla zdesperowanej z braku kontaktu z ludźmi kobity zmalało to zacząłem próbować zakończyć rozmowę i dogonić moich towarzyszy butelki. Babinka była widać wyszkolona w sztukach podwórkowych dyskusji, bo przez kolejne kilka minut mówiła bez przerwy nawet jak sam zaczynałem mówić. W końcu jednak mi się to udało i oddaliłem się zadowolony. Wiedziałem, że tym razem nie będę musiał cicho siedzieć w towarzystwie jak przegryw, bo będę miał o czym gadać. To spotkanie idealnie wpasowało się we wnioski z dnia poprzedniego czyli że świat jest po to żeby zaskakiwać.

68

#xln

W sumie to dawno i nie prawda.
Było ciemno i zimowo, długa ulica. Samochód jakieś 800 metrów przed nami gasi światła i jedzie w naszym kierunku. Wszyscy zmefofani i najebani do granic - trzeba wyjebać towar. Towar wyjebany, ale oczywiście zapomnieliśmy o sprzęcie. Wiecie jak to jest gangsta paradise typowego chłopaczka po mefedronie plus ktoś tam komuś dług. Nieoznakowany, w sumie to wszystkie są oznakowane, ale to jebać. Wychodzi dwóch psów no i co tam macie. Na maske wyskakuje łom, karty, komuś towar z nosa się sypie telefoniki - wszystko sprawdzane i tak zaczynają mnie fiskać. Mówię panie wąsaty, bo ja czegoś nie wyjąłem( nie chciałem konfiskaty). Wyjmuje mu składany motylkowy nóż i otwieram przed ryjem i mu go podaje ostrzem do ryja, jeszcze tego pan nam nie sprawdził. Mina jego bezcenna. Zajebali nam narzędzia odbiór na komendzie - chyba nikt nie odebrał, w tym nóż nie mój, musiałem oddać 50. XD Rutynowo bez śmiechów dość szybko odjechali, ale ten strach, by wysłać kogoś po piątkę w śniegu - bezcenne. I to się udało po ciśnieniowych 30 minutach zmiany lokacji.
Bronią nie dali się pobawić, ani gazem.

52

#wkm

Wyjdz sobie mocno zakwaszony nad jezioro, pierdolnij sobie pod drzewem na dupie, w mało widocznym miejscu, słuchawki na uszach. Siedz sobie tak z dobrą godzinę podziwiając widoki i jak ci nie wyjebie jakiś Janusz z za ramienia, pijany chyba:
-I JAK TAM RYBKI BIORĄ?!
Jak się kurwa przestraszyłem, odskoczyłem, mało się do tego jeziora nie wpierdoliłem. A byłem już na takim etapie, że umiejętność komunikacji 0, zdaje mi się coś wybełkotałem, ale dosłownie, jakieś wyrazy bez sensu, jeszcze w tym stresie.
Ja nie wiem co się dzieje, papież mi w głowie tańczy, on nie wie co się dzieje, chyba zobaczył moje oczy jak 5zł, jeszcze wtedy na siłce ostro grzałem, lato - skąpa koszulka + moje 190 wzrostu, wymemlał coś po pijacku, ze strachem w głosie:
-Aa. .aa to ja p-przepraszam
Zawinał się na jednej nodze w pośpiechu, lekko się potknął, pomyślałem - ucieka skurwysyn, to zacząłem go gonić (chuj wie po co), to on rzeczywiście zaczął spierdalać wtedy, ze 4 metry się przebiegłem za nim, złapałem instant zwiechę i stanąłem w miejscu próbując przetworzyć sobie w głowie co się właśnie odjebało. W sumie nie wiem ile tam stałem, pamiętam, że usłyszałem jeszcze jakieś "KURWAAA" w oddali. Sam się zesrałem, że typ wróci z koleszkami i banda wąsatych rybaków przyjdzie mnie topić w jeziorze. Srogie grzyby pomyślałem, zebrałem swój plecak i szybko zmieniłem lokalizację.

Potem trip był już chujowy, a z tej sytuacji do dzisiaj mam moralniaka. Tak było.

72

#vjg

Jakiś czas temu po dłuższej przerwie skusiłem się na kilka buchów trawska, całkiem dobrego. Ruszyliśmy, miałem jechać na podpis na dozór. Po drodze zaczęło wchodzić. Wysadziłem kolegów, poszli ogarniać swoje, a ja pojechałem pod schronisko. Heh, zjarany nawet-nawet wchodzę na pałownię i nagle zwielokrotniona, spotęgowana myśl, że przecież mam szkło przy sobie, że w razie co jak mnie trzepną bo powiedzmy wezmą na przesłuch i później na dołek bo coś tam, to nawet jak pozbędę się szkła to przeca nalot na dom, a tam białe niemal na widoku, odwiech zawiasów i papa.

Panika, ciśnienie 300, tętno milion JA PIERDOLE!!!!11 Na pewno po mnie widać w dodatku, że zjarany bo czuję 10 ton na przekrwionych oczach. OJ PILL DEBILU ZACHOWUJ SIĘ. Resztami rozsądku podpisałem się, uśmiech na japie i wychodzę. Kilka psów szczekało coś do siebie, jeszcze chwilka, jeszcze kilka metrów. Nie mogłem uspokoić się dobry kwadrans jeszcze, jak nie palę szlugów w aucie to spaliłem dwa od razu. Nogi z waty, pill zezowaty. LOL. Spanikowałem jak małolat jakiś tss

32

#rYk

Scena z przed 10 min.

Wchodzę do apteki widzę moją ulubioną farmaceutkę (Pozdrawiam Kasiu!!). Przedemną stoi starsza babka w kolejce. Podchodzi i mówi :

- dzieńdobry, da mi Pani tego 8 paczek *wyciąga kartkę* thioCodinu (z mocnym naciskiem na C).
- Po co Pani 8 paczek? Co się stało??
- Wnuk mnie wysłał po te WITAMINY ( xD ), Pani te 8 opakowań to w każdym tylko 10 tabletek.
*mina Kasi ^^*
- Niestety nie mamy tego leku dzisiaj, w poniedziałek prosze przyjść po dostawie.
Babka jeszcze pogadała że wnuk mówił że tutaj najtaniej itp.

Potem kupiłem 3 paczuszki i porozmawiałem sobie z Kasią ;].

63

#q2R

Pod koniec gimnazjum (a raczej high schoolu, bo to w UK było) z kolegą zakupiliśmy 3gramy palenia-skurwysyna i poszliśmy na wagary, z nami jeszcze dwie dziewczyny. Blisko szkoły weszliśmy na dach niskiego budynku, miejsca gdzie wiele osób chodziło bakać, i chcieliśmy tam sobie zapalić, ale akurat zza rogu wynurzył się policjant. Czułem jak się słabo mi zrobiło, bo zawsze byłem dobrym chłopcem, więc nie wypadało mi być złapanym z workiem gandzi, podczas wagarów, na dachu jakiegoś budynku.
Pan policjant podszedł i kazał schodzić. Upchnąłem szybko worek do skarpety i schodzę, ale w oczach mi trochę ciemno zrobiło. Policjant najpierw zapytał czy byliśmy wcześniej karani, a potem czemu nie jesteśmy w szkole. kumpel mówi, że odwołali nam lekcje. To policjant na to, że pójdziemy z nim do szkoły i zobaczymy, widać po nim, że coś podejrzewa. Wziął od dziewczyn ich torebki i kazał iść. Kiedy już byliśmy przy szkole minęliśmy grupę murzynów która odwróciła na moment uwagę policjanta i wtedy podjąłem decyzję, że nie mam zamiaru wracać do szkoły więc zacząłem spierdalać ile sił w nogach. Kumpel tak samo, dziewczyny nie mogły bo miał ich torebki. Gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości zaczęliśmy się zastanawiać co teraz zrobimy. Ukryliśmy się w jakiejś bramie i czekaliśmy. Po jakimś czasie kolega dostał smsa od jednej z dziewczyn, że w szkole policjant przeszukał ich torebki i, że wysłali radiowóz, żeby nas szukał :-D
Wtedy podjęliśmy najbardziej ynteligentną decyzję jaką mogliśmy - stwierdziliśmy, że wrócimy do szkoły, ale najpierw musimy wypalić cały staf jaki mamy :D z jakąś dziewczyną która się nawinęła spaliliśmy wszystko co mieliśmy i zajebani wróciliśmy do szkoły. Poszliśmy na lekcję którą mieliśmy mieć, a tam nauczycielka stwierdza, że policja nas szukała i że mamy się stawić do dyrektorki. No to poszliśmy. Kiedy dostawaliśmy zjebkę dostałem drgawek nogi i trochę odlatywałem od jarania, ale nic nie zauważyła... Co dziwne cała historia skończyła się na tym i na liście do matki, którego nie przeczytała...

65

#oyN

Ostatnio nabiłam sobie lufkę tytoniu. Spaliłam połowę i wywiązał się dialog między mną, a moim kolegą:
Ja: Chcesz?
K: Masz tam tytoń czy zielsko?
Ja: Tytoń.
K: No to ok.
Ciągnie, jeden buch, drugi, trzeci...
I nagle stanął w miejscu, upadł na kolana, a jego wyraz twarzy mówił: "Kurwa, co ty mi dalas?!"
Ja poczułam, że mi też świat lekko wiruje, wszystko zaczęło być śmieszne.
Coś mi nie grało, zaczęłam się zastanawiać i przypomnialam sobie, że do tego tytoniu dodałam resztkę chujni. Ja rozbawiona niemal do łez, kolega siedzący na ziemi i rzygający praktycznie w centrum miasta, dobrze, że ciemno było. Siedzieliśmy tak przez ok. 20 minut. Pamiętam jedynie, że jak go zobaczyłam to sama wpadłam w panike, ale nie mogłam przestać się śmiać.
Najlepsze jest to, że on nie zamierzał nic palić (nie licząc fajek), a ja nieświadomie złamałam jego postanowienie.
Pewnie zastanawia Was dlaczego nabiłam lufkę samym tytoniem (przynajmniej taki był zamiar): nie miałam papierosów, a musiałam jakoś dokarmić raka (ahh, czas chyba na desmoxan)

39

#nOD

Ja raz jechałem w dalszą trasę autokarem a żeby umilić sobie czas postanowiłem zapalić przed jazdą. Problem był tylko ze znalezieniem odpowiedniego miejsca ale jak nic wyruszyłem śpiesznym krokiem w stronę niskiego budynku otaczały go tuje niby nie najlepsze miejsce ale uznałem że będzie to dobry spot bądź co bądź było już ciemno.
Odpalam sobie wszystko w najlepszym porządku jednak nie doszedłem nawet do połowy bata patrzę a tu z prawej suka jedzie, stanąłem tylko szybko za krzakiem i przejechali zatrzymali się jakieś 30 metrów ode mnie a ja trochę zesrany nie chciałem się im pokazywać bo miałem jeszcze przy sobie. Wyszli z samochodu i Bogu dzięki weszli do budynku.
Odetchnąłem z ulgą ale w tej chwili nie mogłem oczom uwierzyć zza zakrętu wyjeżdża kolejna a za nią jeszcze dwie wszystkie zatrzymały się w niewielkiej odległości ode mnie na szczęściem miałem ciemne ciuchy i nie zauważyli mnie poczekałem około 10 minut zanim wszyscy zniknęli i wróciłem szybko czekać na autobus. Później sprawdziłem z ciekawości co to za budynek okazało się że paliłem przed wejściem do komisariatu :-D .

67

#myA

Miałem ostatnio problemy ze snem, dostałem paczkę zopiklonu 20tab. 7,5mg.
Jest wieczór po 20, wiem że mam tolerke wiec od razu zarzucam 4 tabs żeby poczuć działanie, dodatkowo by zapewnić sobie długi i głęboki sen robię podkład z waleriany passiflory i fenibutu, dawki tez jak trzeba.
Mija 40 minut, czuje, robi się przyjemnie, myśli są spokojniejsze, ciało luźniejsze, humor dopisuje...

Rano. Sonda bada resztki mózgu w poszukiwaniu informacji na temat wydarzeń z ostatniej nocy... pusto. Ale zaraz coś tu po wczoraj zostało, dwie puste paczki po ciastkach i paczka po... kotletach, butelka po szampanie, no i opakowanie . . po zopiklonie . . no nie, też puste.

kurwa ja żyję czy to zbłąkana dusza dorwała internet.

51

TripStory