#k7Y

Wyskoczyłem do tzw "trafiki". W środku akurat pusto. Była tylko sprzedawczyni i jakas laska z tabletem w ręku, jak się okazuje przeprowadza ankiety.

Podchodzę do lady a ankieterka do mnie:

- Przepraszam, pali pan papierosy?
Ja na to uczciwie, stanowczo i szybko:
"Nie", co też zamknęło dalszą rozmowę.
Do sprzedawczyni zaś rzucam hasło:
- Poproszę jedną lufkę szklaną.

Mina ankieterki bezcenna

52

#l7J

Koleś pracujący w Holandii musiał wracać do kraju. Kumpel namówił go na zapalenie blanta, jako że to jest jedna z atrakcji. Zgodził się. Poszli do coffa. Kupili blanta i zaczęli jarać. Siedzą w tym coffie i nagle pierwszy kolo zrobił się cały blady i jeb na ryj stołem. Zrobiło się zamieszanie. Ludzie się zeszli do stolika i dawali kolesiowi wodę i czekoladę. Po jakimś czasie się ocknął. Szybko wyszli z coffa z siarą, że polaki się tak upaliły.

45

#g2l

Za młodziaka wracam z psytransowej imprezy do rodzinnego domu jeszcze zpigulowiony na maxa, chociaż myślałem że jest w miare ok.
Matka wie że na tych imprezach lubię czasami cośtam wziąść... wtedy jeszcze było niewinnie i bez przypałów jakiś większych więc nie było problemu z tym.
Wchodzę do mieszkania staram się ogarniać ale nie wyszło.

"No cześć mamo cześć, boooże ale było no nie wyobrażasz se o boże normalnie no normalnie ale kurde ja się już kładę spać kładę się bo muszę odpocząć wiesz juz ten no położyć się trzeba coś przespać bo noc długa była i nadrobić trzeba trzeba nadrobić. Kurde ok to ja lece spać, nie przeszkadzam pa lecę pa"

"Ty chyba jeszcze nie teges?"

"Nie no mamo co ty już wiesz ten odespać muszę odespać, bo zmęczony jestem bardzo zmęczony..."
"Znaczy kurde dobra chyba masz racje, ale to ja się kładę pa"

42

#0LG

Kiedyś na fazie się wjebałem się do starego opuszczonego domku. Na strychu leżały gazety o tematyce chemicznej i jakieś zeszyty dziecięce. Na dole, pod stertą kurwa puszek, rowerów i innego, zwykle trzymanego przez lumpów gnoju, znalazłem kurwa wózki, zabawki dziecięce, ubranka a do tego jakiś pakunek w gazecie. Po odwinięciu okazało się, że jest to wielki w chuj nóż cały ujebany krwią, znalazłem jeszcze jakieś odczynniki chemiczne. Po wstępnym rekonesansie, dowiedziałem się od typiary co tam niedaleko mieszka, że ten domek należał do gościa, który teraz podobno mieszka i współżyje ze swoją córką. Jak poszedłem z tym na policję, to mi powiedział Pan w mundurze, że się za dużo CSI Miami naoglądałem i że tu cytuję "Kto niby by miał zapłacić za to badnie krwi?". Obiecał mi, że coś zrobią ale jak znam życie, zrobili chuja.

72

#8E5

Kiedyś chciałem sobie urozmaicić podróż pociągiem i wpadłem na miksa:
Homet z MXE, żeby zamknąć oczy i sobie tripować na siedząco. Ponieważ przejazd miał trwać 3 godziny z kawałkiem, postanowiłem wrzucić smakołyki wcześniej, żeby nie marnować czasu. Najpierw wypiłem hometa w wodzie, potem łykałem meksę z łyżeczki w autobusie. To był błąd.
Nasz roztańczony rydwan utknął w korku, a pociąg odjechał.

Wyobraźcie sobie taką akcję: wysiadam przed dworcem, na chodnik ozdobiony gwiazdkami i wzorkami. Wiem, że zaraz uderzy M, więc pędzę do kas przeniesionych w inne miejsce. Już w kolejce odklejam się na tyle, że mam duży problem z myśleniem. Jednak udaje mi się wydusić destynację, ale okazuje się w kasie, że coś się zmieniło i muszę iść do informacji. Druga kolejka rozkłada mnie już zupełnie. Biję się ze sobą, żeby w ogóle cokolwiek myśleć. Wiem, że zaraz będę musiał się dogadać z babką za szybą, która jak się okazuje udziela mi złożonej odpowiedzi w trybie warunkowym, z kilkoma możliwościami i masą szczegółów. Nie jestem w stanie zapamiętać tego, co mówi, więc wychodzę zrezygnowany.
Wymyślenie alternatywy przekracza teraz moje możliwości, ale chyba podświadomość czuwa, bo jakoś instynktownie trafiam na dworzec PKS. Tam zaczyna się peak dziwności.

Nie dość, że miks dyso i sajko sprawia, że to wszystko jest odjechane, to siada koło mnie bezdomny, który chyba jest chory psychicznie. I to nie moja wkręta, gada strasznie nawiedzone rzeczy, pamiętam tylko coś o bracie Jezusa, jakichś sektach, masonerii itp, wszędzie dużo wątków religijnych i spisków.
Nieźle ryje mi banię, ale nie jestem w stanie skonstruować sensownego komunikatu typu "może Pan dać mi spokój"? A nie mam na tyle energii, żeby mu bardziej wulgarnie "podziękować za rozmowę".
Siedzę więc i słucham mimo woli, zdziwiony czemu akurat tym razem trafiłem na takiego siewcę orki...

150

#9g4

Kiedyś tam rzuciłam niesatysfakcjonującą pracę, typowa akcja "idę po gazetę i nie wracam". O dziwo okazało się że ludzie z tej pracy i nawet dyrektor generalny przejęli się i stwierdzili że coś mi się stało. A ja się zamknęłam na tydzień w domu w celach wiadomych. drzwi nie otwieram, telefonu nie odbieram, fajnie jest. Aż tu nagle łomot do drzwi, raz, drugi, pięćdziesiąty. Po pięćdziesiątym padło "otwierać policja". Cierpliwością się wykazali, nie ma co. A ja naćpana dxm, niekontaktująca. Ale jak policja to policja, trudno, otworzę, niech mi drzwi nie wywalają.
I pan dzielnicowy pyta czy żyję, czy nie padłam ofiarą (przestępstwa) itp. Ja że żyję więc ococho... Bo zgłosili zaginięcie. Ja wlepiam naćpane gały, problem z artykulacją. Myślę tylko o tym żeby się nie przyczepili do tematu ćpania i nie chcieli czegoś "wyjaśniać". W razie czego pomacham im przed nosem paczką po tussideksie i paragonem z apteki...
"To pisze pani oświadczenie". A ja najgłupszym tekstem w życiu: "ale ja chyba nie umiem pisać"... "Spróbuje pani, podyktujemy". No i podyktowali. Że jajakotakaajeślinietakatojaka XY nie padłam ofiarą i że zerwałam więzi ze światem zewnętrznym dobrowolnie. "Nie potrzebuje pani lekarza?". Pani nie potrzebuje, czuje się zajebiście :-) . Jak naszli tak poszli.
Do głowy im nie przyszło zainteresować się czy ćpałam i czy nie dałoby się czegoś "ujawnić".
Widocznie wyglądałam na tak pożałowania godną sierotę, taką bidę, że kara boska od wszystich bogów niebios i podziemi temu co skrzywdzi :)

49

#7XG

Druga polowa lat dziewiedziesiatych. Jeden z naszych starszych kolezkow po strzelaninie zostaje ranny, rozpisuja sie o nim gazety i przez ten caly fejm staje sie rozpoznawalny w Polsce. Nawet Masa poswiecil mu jedno zdanie (hahaha) w swojej slynnej ksiazce.Od razu tez lapie kontakty w Warszawie i zaczyna ze stolicy plynac do naszego miasta strozka wynalazkow. No i pojawia sie problem dzielenia tego sortu, a byly to czasy ze wage elektroniczna mozna bylo dostac tylko w wielkich miastach,a nie jak dzis na kazdym straganie z elektronika.
Wiec lecimy z gangusami do Katowic po sprzet. Wtedy mnie to jaralo bo ja 20 letni chloposzek z takimi personami sie wozic to bylo cos.Dzis jak sobie pomysle to bylo proszenie sie o przypał, zeby sie z nimi wyswietlac w innych miastach, zwlaszcza robiac z nimi interesy.
Jestemy juz w sklepie , w dziale z wagami i bierzemy taka wielka kurwe do mj dojednego kg z dokladnoscia do 0,5g. Ale grubasy chca cos dla siebie do prochu.
Wiec pani podaje taki standardowy kalkulator do 100g z dokladnoscia do 0,1 g jakich teraz pelno.
I tu pada pytanie za 100 pkt. Grubas wypala do ekspedientki:
-A czy ja bede mogl sobie zwazyc na tym setke koksu???
Pani oczy jak piec zloty nie rozumiejac pytania:
-hymmm????
Typ juz wyraznie wkurwiony :
-Czy bede mogl sobie zwazyc steke kokainy na tej wadze????
Pani rozpromieniona , ze w koncu załapała:
-Alez mowilam panu ze ta waga jest do 100 gram.
No to ten az sie zaczyna trzasc i nie moze wypowiedziec slowa. Ona metr szesdziesiat w kapeluszu znowu nie wie czego ten sie wkurwia, on 2 metry i ponad 100 kilo trzesacego sie cielska i wtedy z pomoca przychodzi ziomek ktory byl razem z nami:
-prosze pania setka to jest jedna dziesiata grama- a do niego- tak bedziesz mogl sobie zwazyc setke koksu.
Odrazu rogal na ryju:
- To ja ją biere.

72

#4L0

Pracowałem kiedyś w firmie ankieterskiej.
Jedno z badań to było badanie satysfakcji z kostek klozetowych zapachowych.
Wydzwoniłem kolesia co ma dużo koleżanek, rozda im te kostki i zrobię ankiety.
Spotykamy sie pod blokiem na ławce, ja mam reklamówkę tych kostek. Nagle latarki na nas świecą. Myślę że to żart, krzycze: nie po oczach. Słyszymy odpowiedz:
- a po czym, k***a? polcija.
Spisywanie, legitymowanie, kontrola osobista.
Pies wysypuje zawartość reklamówki na łąwkę wypada z niej ok. 8 kostek zapachowych do sracza.
Jeden pies rzuca
- WY TO ĆPACIE?
To mu wyjaśniłem moją profesję i zaoferowałem jedną kostkę dla żony ale się wk***ili i kazali nam spi***alać.

41

#69Q

Mój dobry przyjaciel mieszka z babcią nadal, choć pracuje. Lubi sobie zapalić sqn, zresztą - zawsze lubił :). Z czasem babcia zaczęła to tolerować i on nawet przestał się przy niej kryć - czasami jak szła po zakupy to prosił ją, żeby mu lufki przy okazji kupiła. Ale to, czego byłem świadkiem parę dni temu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dzwonię do niego, mówi, że jest w pracy, ale jak chcę sobie zapalić, to niech wpadnę do niego do domu, bo babcia jest. Jako, że głodem nie przymierałem, pomyślałem, że dam mu za to z dychę chociaż. Pukam, wchodzę, witam się z jego babcią, na co ona, że słyszała, że mam przyjechać i za ilę chcę. Daję jej dychę, a babcia wyciąga wagę , sypie mi 0,3 i pakuje do karteczki :D. I to wszystko z uśmiechem na twarzy. Także ten, rodzinny biznes.

65

TripStory