#5LZ

Nie wiem czy to śmieszne: akcja OIOM. Bawiłem się w kreski z 3cmc i 3fmph, których poszło po jednym gramie. Do tego dopaliłem sobie syntetycznego kanna zmieszanego z tytoniem. Zrobiło mi się dobrze, ale oczywiście musiałem sobie wkręcić, że może być jeszcze lepiej i doszła ur47700. W dłoniach miałem dwa woreczki: 3cmc i urka.
Miałem dorzucić 3cmc na moje piękne lustro, ale pomyliłem się wysypałem taką zapałkę podwójną o długości 3 do 3,5 centymetra urki. Wciągnąłem i wtedy zorientowałem się, że był to błąd. "Najśmieszniejsze" było to, że w chwili gdy wciągałem zorientowałem się o "pomyłce", która do dzisiaj nie wiem czy była pomyłką. Obudziłem się na podłodze z rurą w gardle i twarzą lekarza z pogotowia nad sobą krzyczącego pytania: 'jak się nazywasz', 'co brałeś', 'ile tych kresek było'.
Podobno właściwie cudem mnie odratowali i już nie oddychałem i serce już nie pracowało, miałem sine usta. Rodzicie w panice, matka swoje przeżyła, tato też. Myśleli że już nie żyję. Podobno długo mnie "budzili". Dostałem nalokson i inne tam... Leżałem w szpitalu trzy dni i okazało się, że wszystko wróciło do normy. Od tej pory już uważam i nie kupuję zapasów rc. Trzymam się z daleka od opiatów też.

65

#3wn

Walentynki kilka lat temu.

Wróciłem na chatę mocno spizgany, po kilku dniach, uznałem, ze trzeba sie teraz chwile przespać, zeby wieczorem wyskoczyć do klubu. Wrzuciłem alpre, hydro, zapiłem gieblem.
Co działo sie dalej - nie wiem, natomiast moi sąsiedzi "usłyszeli kłótnię, krzyki i wzywanie pomocy" wiec zadzwonili na psy. Ci weszli po drabinie do okna, zobaczyli ze leżę nieruchomy na łożku, pomyśleli - może trup?
Tak wiec po chwili przyjechała jeszcze straż pożarna z siekierą, aby wyjebac mi drzwi.
Jak mnie obudzili, to byłem przekonany, ze to jeden z tych mega realistycznych snów po G, wiec tylko na nich spojrzałem i położyłem sie, zeby spać dalej. Na szafce nocnej oczywiście coś koło dwudziestu gramów 3mmc, waga, takie tam...

Najbliżej seksu w te walentynki byłem w chwili, gdy musiałem sie rozebrać przy funkcjonariuszu i ukucnąć.

46

#2WP

Akcja po dużej ilości benzo z alkoholem.
Moja matka oglądała film gdy spałem. Obudziłem się i usiadałem dalej zajebany, na fotelu obok i się odlalem jak na tronie.
Zaznaczam, że na trzeźwo sikam na stojąco i absolutnie nie na fotele heh
Szkoda tylko, że matka tego doświadczyła. Ale jej wkrecilem ze wypiłem za dużo itp., rano.
Całej akcji oczywiście nie pamiętałem.
Mama nie była ze mnie dumna.

66

#Z0E

Dzien zaczal sie wyjatkowo milo. Doszedlem do siebie po majacym dwa dni wczesniej kompletnym blackout'cie, podczas ktorego zrzucilem zarowno swoje ego oraz caly swiat wkolo majacy miejsce i zylem w innym, surrealistycznie groteskowym imaginarium. Na rozpoczecie przechylilismy po czteropaku piwa, zajaralem cos dla poprawy postrzegania swiata, bo - jak wiadomo - kiedy patrzymy na swiat z przymknietymi oczyma, wyglada on ciut lepiej. Nie za bardzo, ale zawsze. Juz rozumiem Azjatow, a juz w szczegolnosci Azjatki.
Konczac pierwszy czteropak, skoczylismy po kolejny, a ze po drodze przeznaczenia, miedzy punktami A i B, gdzie predkosc wynosila troche za bardzo liczbe niewymierna, skoczylem do apteki po paczke kody. Skromne 250, bo i owczesne fundusze nie pozwalaly na wiecej. Punkt zbiorczy po zakupach: Jubilee Garden, a dla niewtajemniczonych "ten park pod London Eye". Po drodze wbilem do kawiarni po niezbedne dwa kubki, by przeprowadzic filtracje i pozegnac Pana Paracetamola w odmetach znajdujacej sie tam milej w dotyku dla bosych stop trawy.
Konczacy sie drugi czteropak dal nam znac, ze trzeba cos jeszcze z tak dobrze rozpoczetym dniem zrobic, wiec obralismy kierunek na Buckingam Palac, aby odwiedzic dobra znajoma Elke z rodu Windsor. Dokladniej mowiac, uszczuplic Jej fontanne o pare funtow. Na miejscu okazalo sie, ze turystow od chuja i ciut cut, ale to nic dla nas. Wpierdalamy sie w ten basen! W pietnascie minut 30 funtow bylo jak znalazl. Taplajac sie niczym niewinne dzieci, przy okazji ujaralem sie ponownie jak reks z Afroeuropejczykami (poprawnosc polityczna, of course!) Tak akurat. Zaopatrzeni w fundusze, juz majac ulanska fantazje powzielismy przedsiewziecie, ze dla odmiany sie troche orzezwimy, gdyz skwar tego dnia byl niczym w Namibii i nie bedziemy juz okradac Krolowej, bo tak nie wypada. Sieg Hail, towarzysze!
Pech i szczescie w jednym chcial, ze ktos wezwal funkcjobariuszy tamtejszej Policji w postaci patrolu fontannowego. Mialem o tyle farta, ze zdazylem wyjsc, ale Luigii (imie zmienione) nie zdazyl. Zakuli Go w dyby i juz wtedy wiedzial (ja troche nie kojarzylem faktow), iz bedzie hotelowal w Metropolitan Hotel. Oczywiscie ja - Pierwszy Retoryk RP na Emigracji staralem sie wyprostowac cala sytuacje, ale weseli panowie, a dokladniej Anton i Chris stwierdzili, ze nie nada. Sytuacja rozwijala sie w najlepsze. Zamowili Luiggiemu specjalna suke, by podrozowal komfortowo. Tak tu dbaja o obywateli.
Widzac beznadzieje calego przedsiewziecia, postanowilem sie calkowicie zsolidaryzowzc sie z kompanem i wjebalem sie do fontanny, dajac do zrozumienia Antonowi, ze "It's just fucking water, mate!". I juz bylo nas dwoch w, badz co badz, dosc stylowych, angielskich kajdankach. Troche obsunely mi sie spodnie, wiec poprosilem Aniolow Strozow o podciagniecie. Pomogli. Obsunely sie drugi raz, juz z moja pomoca - tez pomogli. Za trzecim razem stwierdzili, ze juz tak zostane ze spodniami w dole. Bylem na tyle blyskotliwy, ze zaczalem tanczyc makarene, aby przy ostatnich taktach chorus'u sciagnac rowniez majtki. Chris ma dobry refleks powiadam Wam. Kroczac do drugiej dla mnie specjalnie sciagnietego policyjnego furgonu, ludzie bili brawo. It was showtime, fuckers - pay for that. Ostatnie slowa przed wejscie na tyl limuzyny: "Kamil, daj moj paszport!". Uf, mialem go ze soba. Jestem identyfikowalny.
Jedziemy. Oni, Anton i Chris z przodu, ja - dyskryminowany - z tylu. Zarzekam sie, ze zloze skarge na dzialanie Policji, ktora zstrzymuje nas w trakcie przeciwdzialania przegrzaniu w upalne dni. Rece z tylu mnie dosc irytowaly, wiec na przystanku pod Metropolitan Police stwierdzilem, ze przerzuce je na przod. Pelna finezja i juz bylo luzniej. W konsekwencji moi towarzysze podrozy ponownie unueruchomili mi rece z tylu, tylko ze o wiele mocniej. Za mocno. Wprowadzajac mnie znowu na tyl limuzyny dojrzalem plakat informujacy o tym, ze jesli polknales jakies narkotyki, daj znac funkcjonariuszom, bo moze zagrazac to twojemu zyciu lub zdrowiu. Nie wiem, co mialem wtedy w mozgu (sieke, jestem pewien), ze tak wlasnie zrobilem. W moim zrobionym mozgu uwila sie intryga, ze jesli trafie do szpitala, to stamtad bedzie prosciej zjebac, no i - co wazniejsze - wyludze benzo.
Nastepny przystanek - Szpital Sw. Tomasza. Reka juz mnie napierdala bosko. Czuje bol, ale reki niet. Nie doplywa krew, co czuje dosc dobrze. Jestesmy w recepcji. Dyskutujac na temat poluzowania obraczek, przy okazji zagaduje dwie kobiety. Smiechy, usmieszki, jest dobrze, ale kurwa nie czuje reki. Chuj w to, daja mi swoj numer. Jest ok. Dobijam targu z Chrisem o poluzowanie kajdanek. Jest git. W koncu dostaje wlasna sale, niczym Krol Macius Pierwszy. Ale niestety w pakiecie z Chrisem i Antonem. Pozniej sie okaze, ze jednak "stety". Czekamy na doktorzyne. W czasie oczekiwania wymieniamy sie zyciowymi doswiadczeniami i sie okazuje, ze to calkiem spoko ludzie. Przy okazji dowiedzialem sie, jak wyglada peaca w tamtejszej Policji z perspektywy funkcjonariusza i, ze jestem inteligentny. Dzieki, panowie - nie wiedzialem. Okazalo sie, ze Chris lubi Pudziana i interesuje sie scena strongman. Jako, ze bedac dzieciem, troche sie tego ogladalo (Irek rulezzz ;) ), mamy dosc pokazny wagowo wspolny temat. Wyznaje mi, ze sam duzo naodpierdal w swoim zyciu. Widzac blizny i tatuaze, wierze Mu. Gdzies po drodze pielegniarka wpadla poprac krew na badania. P.S.: ASPAT, ALAT w normie. lol Czy jestem glodny? No raczej. Kanapki i kawa z dostawa do lozka. Choc reka lata niczym wibrator, daje rade. Wtem wpada Ona - Pani Doktor niczym Aniol. Jeszcze nic do mnie nie mowi, a juz mi staje. Po krotkiej wymianie kurtuazji i badaniu cisnienia krwi, opowiadam Jej o moim politoksy. Mowie, ze jak odstawie, to bedzie padaka. Dobrze to rozumie. Tylko szkoda, ze ma meza. Widzialem, ze z tego powodu Jej tez bylo szkoda. Rose, bede tesknil. :* Ale tutaj benzo nie dostane. Zdradza mi, ze dzieki kartotece ze szpitala, bede mial diazepam na dolku. No, to chcialem uslyszec. Przeciez wiedzialem, co robie, nie?
Ostatni przystanek - Metropolitan Police. Wychodzimy z normalnej juz fury, nie suki, bo zmienilismy. Stac nas na to. Przed wejsciem Krzychu czestuje mnie fajka i gaworzymy. Chuj ma nadgarstek jak ja biceps. Czekamy na przyjecie. Jestem dusza towarzystwa, a Chris sie okazuje tez byc fanem Futuramy. Bender rules! Miodzio. Przy okazji poznaje Jego kolezanki po fachu, w tym Boska Pani Policjant vel. Skuj Mnie Natychmiast. "O ktorej konczysz? Bo jak co, to bede tu czekal na Ciebie. W celi.". Cisniemy beke z Antonem rowno. Kawki? Poprosze bardzo. Gdzie diazepam? Zaraz dostane? Oka, nie mam pytan. :)
Recepcja, papierkowa robota i juz mam swoj pokoj. W koncu pozbywam sie kajdanek. Zyczymy sobie powodzenia w zyciu i mowia mi, ze gdybym Ich kiedykolwiek widzial na ulicy, mam podbijac bez kompleksow. Bede czegos potrzebowal? Dawaj.
Juz w hotelu sam na sam, lecz tylko na chwile. Jako, ze bylem glodny, dostaje z dostawa pod same drzwi cieply posilek, kawe i multum wody. Lubie ten hostel. Chwila oczekiwania, po godzinie kolejna kawa i rozprawa z lekarzem. Mam diazepam i kolejny obiad. Ja tu zostaje. Poobiednia kawka i leze na wyrze po trzech tabletkach xanaxu. Mily chill. Przespie sie chwila. Budzi mnie odzwierny za nie wiem ile. Kolejne trzy razy diazepam i dwa obiady, kawy i woda. Ide spac przespac "kaca".
Nastepnie kolejna pobudka. Nie okresle czasu, bo po miesiecznym pizdowaniu mialem dylatacje, ale pobyt w hotelu zamyka sie w jakis 20h, wiec policzcie i zdjecie do policyjnego paszportu plus sprawdzanie jakosci linii papilarnych. Potem znowu nagroda: obiad, kawa, no i xanaxu kolejne trzy. Kochana Pani Doktor. Mowia mi, ze wyjde juz niebawem.
Powrot do celi, aby w spokoju dopic drufa kawe, przysnalem moze z godzine ? Wychodze. Na pozegnanie dostalem zajebiscie jakosciowo bluze, diazepam i kawe. Lubie Anglie.

57

#X5l

Złapało mnie na Sasanki 2óch kanarów przejebanych bo nie chcieli puścić wezwali od razu psy nie miałem sił spierdalać (a to bym normalnie zrobił) to ja im zostawiam plecak mówię idę się odlać. W krzakach wyjebałem MJ bo wiedziałem że będzie wiskanie. Jeden (ten upierdliwszy kanar za mną zanurkował w krzuny i widział co wyjebałem). Przyjeżdzają psy kanar co mnie złapał prawie nic nie mówi za to ten drugi ciągle kabluje że wyrzuciłem w krzaki MJ co 2 psów olewa w końcu mówię: proszę niech Pan odejdzie nie jest Pan stroną. Ale do sedna przeszukanie a tu nagle pies wyjmuje torebkę ok. 50 gram białego prochu (kofeiny bezwodnej) i pyta się co to a ja mówię że jest napisane na opakowaniu pies czyta: "kofeina bezwodna" i mówi do drugiego musisz se to kupić a nie ciągle: "zajedź na Statoil musze strzelić kawę". Oddali mi skończyli wiskanie sprawdzili mnie na radiu. Pojechali wróciłem po moją MJ i jeszcze sypnąłem drugiemu kanarowi że kontroler to zawód a kanar to charakter.

48

#WqX

To było miłe, Styczniowe popołudnie. Nic jeszcze nie zapowiadało tego, co ma nastąpić. Rozkoszując się kolejnym dniem nic nie robienia, stwierdziłem: Kurwa, nudno jest

Nie było czasu, nie mogłem zwlekać, trzeba działać. Pędem zajrzałem do narkomańskiej skrytki wypełnionej gammą RC. Co by tu zarzucić? Klefedrony nichuja, już nie klepią, HEX-EN, A-PiHP, HDMP-28 (Cokolwiek to kurwa jest), a może Efylon? Oj kurwa kusisz kusisz, ale nie, to ciągle nie to

Postanawiam, że tego dnia odpocznę. Trzeba się wyluzować. Dostrzegam samarkę wypchaną pierwszorzędnej jakości Etizolamem w proszku. Jeb na palucha i czekamy, złego diabli nie biorą. Przypomniałem sobie, że właśnie od dzisiaj czeka na mnie do przetestowania kolejny gramik cudownego U-47700 w granulkach. W myśl kultywowanej przez Starego Ketoniarza zasadzie

Pierwsza lina zawsze z pierdolnięciem

Usypuję pokaźnego węgorza o wadze naocznej oscylującej w okolicach 50-70mg. Cóż to była za aplikacja, tak pyszna, że aż mi się Mefedron przypomniał. Minuta delektowania się przyjemnym bólem w nozdrzach i rozchodzącą się wraz z nim po trzewiach euforią

Blackout

Budzę się na ziemi w akompaniamencie rodziny i ratowników. Nawet mundurowi postanowili mnie odwiedzić i zapytać o samopoczucie. W tym wszystkim zdołałem sobie uzmysłowić, że mogłem już nie żyć. Nawet się tym nie przejąłem. Bujając się na leżąco w rytm piejącego koguta karetki, dojeżdżam na SOR. Zostaję posadzony na wózku w miejscu, które przypomina coś na wzór recepcji. W narkotycznym amoku siedzę wpatrując się w podłogę, gdy po chwili do mojego ucha dochodzi dźwięk...

-Ty kurwa jebany ćpunie

Znam ten głos. Znam ten ton

Odwracam głowę w kierunku głosu, podchodzi do mnie pracownik i nakłada na rękę opaskę

-I co kurwa, jak Ci się podoba? Co za kurwa idiota jebany, dopalacze jarałeś albo inne ścierwo co?
-...Opioooiiiidd...
-Haaa, jeszcze lepiej. Kurwa, wy ćpuny jebane, i na was się płaci podatki wy śmiecie pierdolone
-*Cisza*
-Powinni was wszystkich od razu zajebać, szkoda was ratować, i tak jesteście bezużyteczni
-Noooo...
-Przypierdoliłbym Ci tak, że by Ci się łeb obrócił kurwa. Jak Cię jeszcze raz tu zobaczę, to Cię zajebie, rozumiesz?
-Nieeee zobaczyyyyy Pan...

Po tej uprzejmej wymianie zdań przyszedł ratownik i zabrał mnie na oddział. Ludzkie ścieżki, czyny i wydarzenia są spisane na kartach gwiazd. Nie minął nawet miesiąc, kiedy przeznaczenie znów zesłało mnie na SOR. Ponownie, w zadumie i kontemplacji, podziwiając szpitalne kafelki, usłyszałem...

-Mówiłem, że jak Cię jeszcze raz tu zobaczę, to Cię kurwa zajebie...

67

#R10

Za małego szczyla w złotym wieku gimnazjalnym. Zgromadziliśmy się My - niedzielni palacze na chacie kolegi, coby przysmażyć lufę. Pierwsze kontakty z Panią M.J.
Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że towar ogarnialiśmy od starszej koleżanki, mocno siedzącej w temacie.

Z perspektywy czasu:
To był wspaniały Skun <3

Ale to jak rzucił się na banię gimnazjalistom, może twórczym, może pięknym... Poezja:
Najpierw zaczął się powolny upadek kolegi, z ciastem w ręce, przy akompaniamencie jego nieustannego śmiechu. Nogi powoli się pod uginały, a on upuszczając ciasto po drodze spotkał się z podłogą, gdzie na spędził większość fazy.
Stwierdziłem, że zabawnym będzie siłowanie się z nim na podłodze. Tu następuje wyrwanie ze znanego mi dotychczas świata...

Widzę przed sobą pomarańczowe mini krzyżyki na żółtym tle, tak jakby tekstura tapety na ścianie, oczojebnej tapety.
Następnie pojawia się obraz z gry angry birds, staję się katapulta, która strzela ptakami. Moim zadaniem jest napinanie się i wypuszczanie ptaka ku krainie zachodzącego słońca. Problem pojawił się kiedy wróciłem do świata i zorientowałem się, że miotałem kolegą na zmianę z lewej na prawą ( Trudno mi to opisać).
Ciągle się śmiał, nie obraził się. Puściłem go i zorientowałem się, że jest zaaa mocnooo.
Po tym jakże błyskotliwym stwierdzeniu weszła krzywa faza.
Apogeum było w momencie w którym przyjaciel wkręcił do mojej bani słowa:
-Stary to był krokodyl
Nagły przebłysk tysiąca obrazów, z filmów, relacji, wszystkiego. Widziałem odpadające od kości mięso za sprawą dezomorfiny, czułem potęgę ,,złych narkotyków'''. Jako gówniak lubiłem wszelkie makabryczne obrazy i regularnie się nimi raczyłem. W odpowiedzi na nagłe zniszczenie mojego małego świata, zacząłem pluć tic-tackami, próbowałem wywoływać wymioty i łezka już powoli ciekła...:-D
Ziomek się zreflektował, zobaczył, że nie jest ,,fajnie'' i próbował to ogarnąć.
Mój zbad-tripowany umysł obmyślił zemstę i zacząłem grać przed nim/i jakiś rodzaj schizofrenii, przeskakiwałem z emocji na emocję z osobowości na osobowość. Spodobało mi się granie tego rozpierdzielu w głowie na tyle, że go w sobie zaszczepiłem na czas tripa :-D
Generalnie myślałem, że jestem w filmie, starym, klatkującym. Czułem obecność złych demonów. Przysięgałem sobie, że narkotyki to zło, generalnie masa ,,farmazonów''. Nie paliłem potem przez pół roku.

69

#VQ9

Ta historia wydarzyła się dość dawno temu. Jeszcze w czasach gdy Acodin pakowano po 450 i w jednej aptece można było kupic kilka kaszlodynów. To były piękne czasy, deksa jadłam wtedy parę razy na tydzień, czasem codziennie. A przynajmniej raz w tygodniu wskakiwałam na wyższe trzecie lub nawet czwarte plateau. (Nie chce wiedzieć co to zrobiło z moją psychiką). Mieszkałam wtedy jeszcze z matką i z bratem. Pewnego razu matka poszla na nocke do roboty a brat gdzieś wybył - idealne warunki do tripowania. Zjadłam jakieś 900mg z grejfrutem, odpaliłam muze, czekałam na mdłości, standard. Aby nie robić tu TR powiem tylko ze było świetnie. Rozwaliłam sie w salonie na kanapie ze słuchawkami, paliłam zioo i pogrążyłam w depersonalizacji , dysocjacji i dezorganizacji umysłu. I nagle PIERDOLUT . Znajduje się na ziemi. Faza jeszcze w chuj gruba, ale już w miare (w miare!) do ogarnięcia. Dotarło do mnie po sekundzie że to brat złapał usiłował mnie obudzic bo myślał że zasnęłam ze słuchawkami, a że to Młodszy Brat to najlepszym sposobem na pobudke wydało mu się zrzucić mnie z kanapy na podłogę. Ha. Ha. Ha. Wstałam, a tu kurcze równowaga nie ta, robowalking, zez rozbieżny. Tylko zdziwiona mina musiała pasować do sytuacji. Z bratem okazało sie ktoś jeszcze przyszedł, jakaś laska . Do mojego nastukanego umysłu dotarło że może być przypał, bo bracholek nie wiedział że ćpie. Dobra, czas kombinować. Jedyne co w tym stanie mogłam wykoncypować to że lepiej przyznać się do lżejszej przewiny. Więc się pytam brata "gdzie mój browar, a tu stoi, zapalisz bucha?". Mam do tej pory nadzieje, że tak to właśnie zabrzmiało. nie wiem. Zgaduję że ze wzgledu na poziom upierniczenia raczej powiedziałam coś w stylu "zzz moii brwar atus to zapalalissszy buuu?" krokiem sztywnorobotowym spierniczyłam do kuchni , gdzie rzeczywiscie wypiłam browara najszybciej jak sie dało, bo to mi zawsze pomagalo pozbyc sie bani po deksie. Brat przestawil mi te dziewczyne , spalilismy bucha. I to był błąd. Korba nagle powróciła - dopomógl jej w tym zapewne buszek okruszek. Do dzis nie zapomne jak mi ten buch wtedy przypierniczył, jak mało kiedy, jak na pierwszych deksowych tripach. Brat i jego dziewczyna cos mówili, coś rozmawiali, coś się śmiali. Nic do mnie nie docieralo z tego co mowia. Potem mi ta dziewczyna , obecnie żona brata mówiła ze coś czasem niby odpowiadalam ale tylko jakieś pomruki. Ach zaznacze tu ze dziewczyna byla calkiem trzezwa(ze dwa piwa wypila), brat tylko buchy i browara.
Nie ma to jak ZAJEBISTE pierwsze wrażenie :-D hehe . A najlepsze że oboje uwierzyli że byłąm po prostu strasznie najebana. Czyżbym aż tak dużo piła, żeby doprowadzac po alkoholu swój wygląd do porównywalnego z deksowym obliczem?

48

#Q7q

Spaliliśmy się z kumplem i koleżanką, idziemy. Koleżka idzie przodem do nas, ale plecami do przodu - wiadomo o co chodzi.
Ja : Czemu idziesz tyłem?
On : Bo lubię widzieć gdzie byłem.

65

TripStory