#6B7

Ja dzisiaj odjebałem taki spontan miałem rowne 40 zl na gieta, poszedłem, odebrałem i nie miałem z czego jej palic, a bletki zostały w domu. Miałem 50 euro centów przy sobie, ide do kiosku i mowie jedna lufe szklana, poczekalem az mi poda lufke, dalem jej 50 centow i odwrociłem sie i slyszalem tylko jej bluzgi w moja strone ( jebane szczeniaki to nie niemcy ! )

36

#7pw

Ja kiedyś naćpany clonami, zapitymi alkoholem, zdarłem pysk, uciekając przed ludźmi, wybiegającymi z domu, po tym, jak w ich kuchennym oknie wylądowała butelka, tłukąc je w drobny mak. Po czym znalazłem sie przed szkola (na drugi dzien) i kumpel zaczal punktowac syna owych ludzi. Ogolilem też jajka, po czym zrobilem foto i wyslalem je pewnej osobce z omegle. Ogolnie to trwalo tydzien, pamietam tylko kilka scen., A najbardziej ta, jak sie obudzilem w miare trzezwy, a nad moim lozkiem rodzice , ktorzy mnie wysylaja do poradni, bo cpun ze mnie i jak ja wygladalem, zdjecie mi nawet zrobili.

55

#KQz

Wczoraj o 10 rano wpadłem do kolegi, mieliśmy sprawę, ten się dopiero z zaspaną dziewczyną żegnał, toteż mówię czekam na dole. Czekam sobie miluteńko, wspominam Czesława Miłosza, bo to jego rewir akurat, ziewam i takie tam, w końcu wychodzi kolega i od razu susy na dworzec (ukradli mu samochód ostatnio, ech ta Łódź :-) ), no ale do pociągu jeszcze przeszło pół godziny, spokojnie Jurek, mówię, i człapię za nim nawijając o jakimś tam wspólnym wydarzeniu, przeplatając "zwolnij cwelu" itd. Nagle mówię: o kurwa, Jurek, ja pierdolę, ale ci się dupa spasła, czuoeku, co jest, wysokokaloryczne jointy weszły na rynek czy o co chodzi? chłopaku, uważaj, bo do nowego auta nie wejdziesz. I tak dalej, i w ten sposób, zieję na całego, nagle patrzę na buty typa, a to jakieś traperki a nie najki. Odwracam się, a tam Jurek dopiero z klatki wychodzi.

ale mi się pojebało, ale mam przejarany łeb, ale przypadkowemu typowi halo zrobiłem - wybacz.

58

#JQl

3 ziomali, sztuka feci.. kto po fecię poleci? :-D
Znalazł się ochotnik.
Ciepła letnia noc, w sam raz na spacerek do dila (po dwóch dniach pykania, alkoholowym wieczorze.. %-D )
Ziomek wyszedł o 21.. szkło opustoszało, zrobiło się niecierpliwie.. dochodzi 23.. chłopaka nie widać, telefon bez odzewu.
Jak nic - przewalił i kropka. :-D
Zapada decyzja - szukać gada.
Nagle - drzwi otwierają się z hukiem na oścież - ziomek, zadowolony z siebie, z uśmiechem klowna bez uszu (próbka u dila, jak nic.. :D )wchodzi na pokoje, oznajmiając, że jest, ma i będzie git.
Po czym wywraca jedną kieszeń, drugą, nicuje wszystkie po kolei - fety ni ma. :-D
"Kurwa, chłopaki, zgibułem po drodze jak próbowałem sprawdzić, co mi w kieszenie lata.." (czyżby telefon ustawiony na wibracje? :-D )
"Pierdolisz, dawaj sztukę, albo będzie ciepło..."
"Powaga, miałem, przecież bym Was nie zrobił.."
Latarki w dłoń i dalejże szukać bezcennego sreberka.. :-D
Zeszło się gdzieś do 2.
Lekko juz znudzona całą akcją, miałam wracać do domu, kiedy wrócili ze zdobyczą:
ok.120 papierków po gumie do żucia, 2 srebrne medaliki, niecałe 4 zyle w różnych moniakach... plus brudne dłonie i zawiedzione twarze. :-D
Chwila milczenia... popatrzyliśmy na siebie dziwnie - i w śmiech.
Niezły łup, swoją drogą... :D
A fetka znalazła się ok. 9 rano, w wewnętrznej kieszeni bluzy. ;-)

78

#G8Q

Miałam parę dni temu totalnie głupią sytuację. Chłopak miał mi dać morfinę, poszłam do niego po południu, dał mi fiolkę 5ml. Chciałam przeznaczyć ją na mój kolejny, melancholijny wieczór. Gdy miałam 15 lat jakaś psycholog powiedziała że mam depresje i stany apatyczne, zawsze miałam to w dupie. Mniejsza o to! Około 21:00 dałam se po kablach, od razu poczułam silne zawroty i upadłam na podłogę, miałam problem z oddychaniem ale to minęło, podnosiłam się przechodziłam przez pół pokoju i znowu osuwałam się na ziemię, dużo nie pamiętam ale potem chyba mi przeszło i zdałam sobie sprawę że pod wpływem (tego czegoś) pocięłam się i umazałam czarnym flamastrem, do tego wszystkiego leżałam prawie gola na podłodze. Na drugi dzień poszłam i wpier****łam mu (chłopakowi). I jak to była morfina to ja jestem hemoroidem! Nadal nie wiem co to było, ten gnój nie chciał mi powiedzieć.

65

#ExK

Jesteśmy na piździe z sąsiadem i przyjeżdża listonosz i podchodzi do sąsiada, sąsiad odbiera a listonosz:
(L)Widziałem dym
(S) obsrany na maksa
(L) z komina

59

#B6n

Historia odnosnie palenia i prowadzenia przez znajomego: jedzie, a raczej bedzie jechal ale pozniej, nad ranem, wracal z imprezy gdzie nie pil, ale uznal ze zapali, i zapalil fajnego czarnego hashu, posiedizal godzine i dostal telefon ze nagly powrot, zryw, szybko, bo kot w mieszkaniu odpierdolil i nie wiadomo czy zyje, zrzucil na siebie kilkanascie talerzy, dziewczyna jego w placz i ucieczka bo i tak kota nie lubila i sie go bala a na widok krwi mdlala, pobiegla po kogos tam kto mial jej pomoc. znajomy bardzo sie poczul, uznal ze poki kot zyje, i on go lubi to jedzie ratowac: szybko kawe wypil, bo szurow odmowil i wsiadl. to bylo dosc pozno, kolo 1 w nocy i tyle go widzialem, z jego relacji wygladalo to tak, ze strasznie zaczal sie skupiac na tym co ma przed soba (w ww-a pulawska jest opor dluga i pusta w nocy), ale to cos przed nim ciagle sie zmienialo. i sie zwiesil w koncu, monotonne latarnie, zolte migajace swiatla go zabily, pomyslal ze kot umiera i musi dac gazu. docisnal do konca, mowi ze silnik warczy jak nigdy, az czuje ze szybciej nie da rady, on obie rece na kierownicy, skupienie, wszystko powoli go mija i lekko sie rozmazuja smugi latarni i tylko mysl "obym zdazyl, moj kochany kot". gdy juz czul ze wszedl w nadswietlna, ze samochod zaraz sie rozpadnie, przemowil do niego glos rozsadku. powiedzial do niego - synu, wrzuc trojke, bo za sekunde przetrzesz silnik. i rzeczywscie, na liczniku 50, na twarzy wstyd, spod maski dym i uznal ze jebac kota, przeczekal na najblizszej stacji az sie poczul sprawniej. glupie to bylo, on tez to wiedzial. trzeba bylo poprosic zeby dziewczyna dobila tego kota i dalej sie bawic. a mowie tak bo kot byl w chuj stary i w koncu i tak poszedl do uspienia, bo by nie przezyl operacji i zszywania.

64

#A11

Palimy z jednym kolega zielsko, skopceni juz jesteśmy oporowo (mocna indica, zła do prowadzenia samochodu) i nagle wpadł mi do głowy pomysł wkrecic kumpla ;)
Tak wiec jedziemy główna droga prosto i jedziemy, kolega który prowadził stara sie jechać szybko ;)
Nagle zaczynam dialog:

- Kurwa!
- co?!
- machneli nam lizakiem..
- noooo cooo tyyy pieeerdooooliiiiisz....
- no kurwa.. zawracaj..

I sie wczul, szybko kierunek zmienia, panikuje bo oczy oboje mamy zajebane a w kieszeni krople i nagle z tekstem:

- ja tu zwalniam ty bierz pakiet i wyskakuj tu do rowu

I mi z powagą to mówi :D nie wytrzymalem i go zbrechtalem ale ten nadal sie trzymał ze mam sie ogarnąć bo musimy wysiadac itp itd

84

#qZR

Telefon:
-No siema! My już na miejscu wychodź na miasto, czekamy na Ciebie.
Plecak na plecy , torba pod pachę. Wsiadam do busa, nie było miejsc i zasiadłem koło wychowawczyni. Nudno trochę, piwa nie popiję, wrzuciłem 2mgklona- tak na dobry początek. Rozmowa się klei, droga szybko leci.

Dojeżdżamy do Krakowa, po drodze było kilka przystanków to i piwka się jeszcze dopiło, kloniaka dorzuciło. To tu to tam, pozwiedzaliśmy sobie miasto. Dostajemy tzw. "czas wolny" -moje przekleństwo. Oczywiście bar, kolejne klony, wyjebane już mam, co mnie w ogóle ta pierdolona wycieczka obchodzi. Wszędzie spóźniony, zaczynam się naprzykrzać. Nie wiem jak to się stało, w teatrze siedziałem obok wychowawczyni, aktorzy grali fajnie- szkoda, że nie wiem o czym była ta cała historia odgrywana na scenie. Przysnęło mi się. Budzony paroma liśćmi w pysk, wstaję.

Już wiem. Nie tylko ja wiem, ale oni też wiedzą. Kraków zwiedzaliśmy 2 dni, ale dla mnie to był po prostu chaotyczny ciąg wydarzeń, wariacja z powtórzeniami. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim spotykam się z ziomkiem poznanym na hajpie, wymieniamy się: on dostaje klony, ja fentanyl.

Przyszedł czas na nocleg- nie wiem czy pierwszy czy drugi, w każdym razie mój pechowy. Dorzucanie klonów nie miało końca. Od feralnego teatru jestem pod wzmożoną kontrolą wychowawczyni, tracę zakupiony browar, cierpliwość, ale nie ochotę na klony. W kiblu z chłopakami z klasy wypalamy dżojnta, może dwa. Chłopak którego częstowałem klonami ciężko ogarnia, rzyga w kiblu. Zamknąłem drzwi do pokoju co by nikt nie wparował- błąd.
Zasypiam, zapominam otworzyć zamek w drzwiach. W którymś momencie się przebudzam i słyszę jak wychowawczyni z za drzwi krzyczy żeby otworzyć, slalomem między przeszkodami dopełzam do drzwi, otwieram.
Do łóżka wracam równie pokaźnym krokiem, padam na ryj w kołderkowy puch.

Wychowawczyni grzebie mi w plecaku, widzę ją podwójnie, w ogóle to mi to pierdoli. Znajduje blister z klonami i rekwiruje. Jak ja się cieszę że nie znalazła fentanylu....

Podsumowując to zrobiłem niezły rozjeb na wycieczce, której celem była Częstochowa (tak, tak - mieliśmy się "modlić" za maturę). Ja pojechałem tylko po to żeby się zabawić, no i zabawiłem ale tylko 2 dni po bo feralnej nocy wróciłem z ojcem do domu.

66

TripStory